„Właśnie straciliście czytelnika” – internauci wierzą w swoją wartość w epoce big data

Felieton/Media 28.07.2016
„Właśnie straciliście czytelnika” – internauci wierzą w swoją wartość w epoce big data

„Właśnie straciliście czytelnika” – internauci wierzą w swoją wartość w epoce big data

„Właśnie straciliście czytelnika” to – chciałoby się powiedzieć – ostateczny wyraz desperacji gościa serwisu internetowego. Ale to by była nieprawda, bo to raczej utarty frazes, który w każdym portalu pada kilkanaście razy dziennie. I raczej nikt nie zwraca na niego uwagi. 

Poważnie. Pisaniem zajmuję się od lipca 2004 roku i tak mniej więcej w połowie 2005 stwierdzenie właśnie straciliście czytelnika” przestało robić na mnie jakiekolwiek wrażenie. Zresztą, zwykle nie wywołuje ono większych emocji nawet u wypowiadającego wspomniane słowa i zrobił się z tego utarty frazes na modłę pożałujesz tego” czy jak tylko cię dopadnę, to cię zabiję!”.

Po pierwsze, internauci wychodzą z bardzo błędnego założenia, że w komentarzach są jakimś głosem ludu czy pokolenia.

Nic bardziej mylnego, struktura w komentarzach pod tekstami jest zbliżona do struktury społecznej, ludzie prezentują odmienne punkty widzenia, nie sposób jest trafić w gusta każdego, a jak temat jest dostatecznie emocjonujący to sami pożrą się między sobą, prezentując 15 poglądów na jedną sytuację. Rozwiązaniem problemu z właśnie straciliście czytelnika” nie jest też populistyczne schlebianie gustom większości, bo mniejszość i tak uderzy w patetyczne tony.

Osobiście różnię się w swoim podejściu od wielu wydawców internetowych twardo przywiązanych do jak największych liczb. Jestem zdania, że 300 000 właściwych osób jest o wiele cenniejsze niż 3 miliony. Jeśli ktoś nie rozumie, co i jak tutaj robimy, to chrzanić ich, nigdy mi na takim czytelniku nie zależało. W Spider’s Webie z takimi czytelnikami bywa różnie, o czym na przykład przekonał się jakiś czas temu Szymon Radzewicz. Oberwało mu się za bardzo fajny film o wadach iPhone’a. Niektórym z widzów nie mieściło się w głowie dlaczego Spider’s Web (utożsamiany z Przemkiem Pająkiem) nagle pojechał po Apple. Oni naprawdę nie mieli pojęcia na jakiej idei oparty jest serwis, który czytają/oglądają. Narzekali mi na to strasznie twórcy zaprzyjaźnionego bloga lifestyle’owego – że powyżej 10 000 fanów na Facebooku ich fanpage zaczął żyć własnym życiem, nagle zaczęli być czytani przez ludzi, dla których nigdy nie chcieli pisać.

Po drugie tego typu deklaracje to słowa rzucane na wiatr – rzadko kiedy znajdują oparcie w rzeczywistości.

A nawet gdyby znajdowały, to czasem wydawca serwisu internetowego jest gotów takiej idei przyklasnąć, skoro jakiś maruda zapowiada, że honorowo więcej o wartość merytoryczną serwisu, oczywiście wedle swojej koncepcji, walczyć nie będzie.

Po trzecie, najważniejsze, choć przy okazji najbardziej brutalne – internauci zdecydowanie przeceniają siebie jako jednostki.

Jednostka nawet w małym serwisie internetowym nie ma za dużego znaczenia w ogólnym rozrachunku, a co dopiero w molochach typu Spider’s Web czy jeszcze wyżej – Onet. Przyrost ruchu w serwisach rozwijających się jest na tyle duży, że na twoje miejsce jeszcze tego samego dnia przyjdzie 5 innych czytelników. na dodatek pozyskiwanie ich odbywa się na trzech niezależnych od siebie frontach wyszukiwarek, serwisów społecznościowych i innych witryn.

Dlaczego o tym piszę?

„Właśnie straciliście czytelnika” to dobry sposób  zamanifestować swój sprzeciw przeciwko pewnemu zjawisku. Ale zanim zostaniesz królową dramatu musisz mieć świadomość, że przez adresatów tego stwierdzenia nie jest to zwrot traktowany zbyt serio, a na dodatek ściśle wkalkulowany w ryzyko zawodowe.

Dołącz do dyskusji

Advertisement