Umrzesz, bo jesteś biedny

Felieton/Technologie 28.07.2016
Umrzesz, bo jesteś biedny

Umrzesz, bo jesteś biedny

Miasta przyszłości, turystyczne loty w kosmos, ewakuacja na Marsa? Jaki wspólny mianownik łączy te trzy dziedziny? Nie będą dostępne dla ubogich.

Przyszłość widziana oczami futurystów to loty w kosmos, supernowoczesne miasta, po których będzie można poruszać się innowacyjnymi środkami transportu. Nawet w przygnębiających dystopiach książkowych i filmowych najbliższe dekady czy stulecia charakteryzować się mają wysokim stopniem rozwoju technologicznego. Najczęściej technika służy w nich „tym złym”. Różnej maści zbawiciele świata operują raczej prostymi środkami.

Książki i filmy science fiction pokazują niezbyt pozytywny obraz przyszłości. Patrząc na kierunki rozwoju naszej cywilizacji możemy dostrzec inny niepokojący trend.

Jego beneficjentami będą bogaci, a w zasadzie najbogatsi.

Przyglądając się swojemu smartfonowi, konsoli czy 50-calowemu telewizorowi dumnie wiszącemu na ścianie zaprotestujesz przeciwko powyższej tezie. Nie jesteś przecież bogaty, może nie należysz nawet do klasy średniej, a dysponujesz nowoczesnymi środkami komunikacji, korzystasz z Internetu, masz dostęp do zaawansowanej rozrywki. Z miasta do miasta możesz poruszać się pendolino, jeżeli masz akurat szczęście mieszkać na trasie jego przejazdu. Na wakacje latasz czasem tanimi liniami.

Niedawno Bill Gates mówił wywiadzie dla Bloomberga, że badania nad chorobami ludzi ubogich, takimi jak malaria są niedofinansowane. Dlaczego?  Bo nie opłacają się firmom farmaceutycznym. Założyciel Microsoftu, jeden z najbogatszych ludzi na Ziemi nie pozostawia złudzeń i stwierdza, że głos biednych niewiele znaczy na rynku. Gates mówi wręcz, że kapitalizm z zasady niewystarczająco wspiera badania naukowe, bo społeczeństwa nie korzystają doraźnie z sukcesów wynalazców. Oczywiście nie oznacza to, że sama nauka stoi w miejscu. Rozwija się i ma się świetnie, ale dzieje się to przede wszystkim w obszarach, które można skomercjalizować.

Elon Musk, jeden z największych żyjących wizjonerów w dziedzinie technologii ostrzegał w grudniu ubiegłego roku, przed możliwością wybuchu III wojny światowej. Według miliardera, który twierdzi, że należy przewidywać nuklearną zagładę, ratunkiem dla ludzkości może być ucieczka na Marsa. Jeżeli pominiemy problemy techniczne i przymkniemy oko na ewentualny komfort życia na Czerwonej Planecie, łatwo możemy wyobrazić sobie, jak wyglądałaby ewentualna ewakuacja. Umówmy się, czynnik finansowy będzie kluczowy. A bilet do życia zdobędą wyłącznie ci, których na to stać.

Trzeci obrazek jaki przychodzi mi do głowy w kontekście poruszanego tematu to program New Shepard firmy Blue Origin. Przedsiębiorstwo założyciela Amazonu, Jeffa Bezosa zamierza oferować m.in. wycieczki suborbitalne. Oczywiście cały system ma być znacznie tańszy niż dotychczas. Gdy weźmiemy pod uwagę, że miejsce w rosyjskim statku Sojuz dla kosmicznego turysty kosztuje około 20 milionów dolarów, łatwo zrozumiemy dlaczego Bezos chce obniżyć koszty. Przy okazji można przywołać ciekawostkę dotyczącą oferty, jaką złożyła miliarderowi rosyjska agencja Roskosmos. Za jedyne 200 milionów dolarów mógł on zapewnić sobie miejsce w kapsule, która przeleci w niedalekiej przyszłości nad Księżycem. Nie zgodził się.

„Co ma piernik do wiatraka, a biedni do lotów w kosmos?” – zaprotestujesz.

Pozornie nic. Ale zadajmy proste pytanie: w której grupie znalazłbyś się, gdyby rzeczywiście ludzkość opracowała plan ewakuacji, jeżeli nie na Marsa, to na na przykład na któryś z księżyców Jowisza. Załóżmy, że w grę wchodziłby Kallisto ze względu na dość niski poziom promieniowania lub Europa z możliwymi pokładami wody pod lodową skorupą. W takim, przyznajmy mało prawdopodobnym i dość abstrakcyjnym scenariuszu, twoje szanse na ocalenie byłyby znikome.

Wróćmy więc jeszcze na chwilę do malarii. Według danych WHO w 2015 roku odnotowano 214 mln nowych przypadków zachorowań. Szacuje się, że zmarło 438 tys. ludzi. Prawie pół miliona! Dla mieszkańców Afryki, skąd pochodzi 90 proc. ofiar, szczepionki, walka z czynnikami rozprzestrzeniania się choroby są jak ten futurystyczny statek kosmiczny. Problem w tym, że w przeciwieństwie do niego nie ma zbyt wielu chętnych do inwestowania w niego.

Dwa miesiące temu przywoływałem w swoim tekście raport Oxfama. Zrobię to po raz kolejny, by uzmysłowić w jakim położeniu znajdują się takie szaraczki, jak my. 62 najbogatszych ludzi na Ziemi posiada tyle, co 3,5 mld najbiedniejszych razem wziętych. Rozwarstwienie się pogłębia. Nadal wierzysz, że twój iPhone czy Samsung Galaxy S7 będzie paszportem do przetrwania, gdy pojawi się widmo zagłady?

Dołącz do dyskusji