Nasze Top 30 gier na trzydzieste trzecie urodziny kultowej konsoli NES od Nintendo

Artykuł/Gry 15.07.2016
Nasze Top 30 gier na trzydzieste trzecie urodziny kultowej konsoli NES od Nintendo

Nasze Top 30 gier na trzydzieste trzecie urodziny kultowej konsoli NES od Nintendo

Nintendo Entertainment System to pierwsza konsola, która odniosła sukces po wielkim kryzysie w branży gier. Dzięki NES-owi Japończycy rozpoczęli długoletnią dominację nad globalnym rynkiem, przełamaną dopiero premierą Xboksa. Dzisiaj obchodzimy trzydzieste trzecie urodziny kultowej platformy Nintendo, w związku z czym wspominamy 30 najlepszych gier, jakie kiedykolwiek pojawiły się na NES-a.

Wcale nie musieliście posiadać Nintendo Entertainment System, aby pamiętać gry wymienione poniżej. W Polsce i krajach byłego Związku Radzieckiego bardziej popularny był Pegasus. Sprzęt do grania z żółtymi kartridżami to właśnie nic innego, jak nielegalny klon NES-a, powstały na bazie projektu Japończyków.

Wybrałem swoją „legendarną trzydziestkę”, którą chyba już na zawsze będę nosił w pamięci. Jeżeli jednak zapomniałem o jakimś ważnymi, grywalnym i kultowym tytule, koniecznie dajcie o tym znać w komentarzach:

30. Zombie Nation

Pamiętam, że gdy po raz pierwszy zagrałem w Zombie Nation, nie miałem pojęcia, co właściwie się dzieje na ekranie. Gigantyczna, latająca głowa, strzelająca do masy mniejszych przeciwników… to nie była typowa gra, jakich wiele na NES-a i Pegasusa.

Zombie Nation było wyjątkowe pod jednym względem – destrukcja otoczenia! Żadna inna gra na NES-a nie pozwalała na niszczenie całych wieżowców. Pomyśleć, że dzisiaj nie robi na nas wrażenia destrukcja mapy w sieciowych trybach Battlefielda.

29. Circus Charlie

Produkcja, o której mało kto dzisiaj pamięta i mało kto miał z nią do czynienia. A wielka szkoda, bo Circus Charlie to jedna z najlepszych platformówek dostępnych na Nintendo Entertainment System.

Gra składa się z kilku pomniejszych mini-gier, prezentujących rozmaite aktywności wykonywane w cyrku, ku uciesze rozpikselowanej gawiedzi. Zaczynaliśmy od chodzenia po linie, później było skakanie na piłkach, następnie bujanie się na linach, a nawet przeskakiwanie przez płonące obręcze, na grzbiecie pędzącego rumaka.

Circus Charlie wyróżniało zróżnicowanie, dzięki któremu rozgrywka nie nudziła się, a chęć poznania kolejnych wyzwań była motorem napędowym do pozostania przed telewizorem.

28. Gradius

Moja ulubiona produkcja shoot’em’up – wymarłego dzisiaj gatunku, polegającego na strzelaniu do wszystkiego, co rusza się na ekranie. Gracz wcielał się w rolę pilota futurystycznego myśliwca, który walczył z coraz bardziej wymyślnymi projektami przeciwników.

Gradius zapadł mi w pamięć za sprawą świetnej (jak na tamte czasy) oprawy audio. Do teraz pamiętam charakterystyczną zmianę tonu, towarzyszącą pokonaniu pierwszego bossa. Poza tym producenci świetnie urozmaicali rozgrywkę – walczyliśmy nie tylko z wielkimi maszynami obcych, ale również siłami przyrody. Unikaliśmy erupcji wulkanów, stalagmitów oraz stalaktytów i tak dalej.

27. Lode Runner

Ta gra platformowa nie wyróżniała się grafiką, z kolei warstwa dźwiękowa do teraz straszy mnie po nocach. Dlaczego więc wyprodukowany w 1983 roku Lode Runner znalazł się na mojej liście?

W tamtych czasach to była jedna z niewielu gier wyposażonych nie tylko w kampanię dla jednego i dwóch graczy, ale również edytor poziomów! W nim mogliśmy tworzyć własne przygody, a następnie dawać je do pokonania swojemu rodzeństwu czy kolegom. Wtedy to była prawdziwa rewolucja.

26. Bomberman

Mam wrażenie, że Bomberman był jedną z tych produkcji, które nauczyły mnie planować perspektywicznie, w kontekście kilku następnych ruchów. Z grą spędziłem zdecydowanie zbyt dużo czasu, stając się mistrzem podkładania bomb.

Te w efektowny sposób niszczyły otoczenie. Chociaż Bomberman nie był najpiękniejszą produkcją na Nintendo Entertainment System, na pewno był jedną z najbardziej grywalnych. Do pełni szczęścia brakowało mi jedynie trybu dla dwóch graczy.

25. Vice: Project Doom

Gdyby za czasów świetności Nintendo Entertainment System szukać oskryptowanych, filmowych produkcji z hollywodzką narracją, Vice: Project Doom na pewno byłby jedną z takich gier.

Tytuł posiadał niczego sobie scenariusz, zrealizowany za pomocą filmowych plansz 2D. Sama rozgrywka również była nam podana w formie kinowego hitu akcji. Gracz nie tylko rozgrywał platformowe elementy w stylu Contry, ale również siadał za sterami szybkiego samochodu, co znacząco urozmaicało rozgrywkę. Dzisiaj możecie się z tego śmiać, ale w 1991 roku to było coś!

24. Adventure Island

Adventure Island to jedna z najbardziej wciągających, ale i najtrudniejszych produkcji platformowych, z jakimi miałem do czynienia na Pegasusie i Nintendo Entertainment System. Poziom trudności był świetne zbalansowany, przez co zamiast się frustrować, chciało się rozegrać jeszcze jedno i jeszcze jedno podejście.

Adventure Island wyróżniała także postać głównego bohatera – nie zawsze ma się okazję grać jako komiczny, niziutki grubasek bez koszulki i z wąsem dumnie zakrywającym lico. W związku z jego masą, grze towarzyszyła przezabawna „nadsterowność” głównego bohatera.

23. Ice Climber

Bardzo surowa, prosta w oprawie, ale niezwykle grywalna produkcja od samego Nintendo. Ice Climber nigdy nie stało się równie popularne co Zelda czy Mario, a spędziłem przy tej platformówce porównywalnie chorą liczbę godzin.

Jak wskazuje sama nazwa, w Ice Climber zadaniem gracza było dostanie się na szczyt góry. Przeszkadzali w tym nie tylko przeciwnicy, ale również niebezpieczne zimowe otoczenie. Samemu trzeba było wyrąbywać sobie drogę ku górze, niszcząc bryły śniegu. No i te lodowe platformy, po których ślizgała się postać! Prawdziwy koszmar.

22. Chip ‘N Dale: Rescue Rangers

Jeżeli chodzi o oprawę, Chip ‘N Dale: Rescue Rangers należało do ścisłej czołówki. W 1990 roku gra Capcomu powalała grafiką. Gdyby tego było mało, platformówka pozwalana na rozgrywkę dwóch graczy jednocześnie! Absolutnie nie mam pojęcia, jak NES to wytrzymał.

Chip ‘N Dale: Rescue Rangers do teraz budzi mój uśmiech, fenomenalną muzyką w menu głównym, pochodzącą prosto z bajki. Musicie tego posłuchać na własne uczy.

21. Kung Fu

Prawdziwy klasyk. Kung Fu było namiastką prawdziwej bijatyki, która na NES-ie nie była jeszcze możliwa. Bohater wcielał się w wojownika, który mógł wyprowadzać ciosy w górną i dolną partię ciała przeciwnika, co samo w sobie było już bardzo ciekawe.

Kung Fu zyskało sławę walką z bossami. Ci zostali wyposażeni we własne paski życia, a także unikalne umiejętności, takie jak miotanie shurikenów czy posługiwanie się kijami. Pamiętajcie – nim pojawił się Street Fighter i Mortal Kombat, liczyło się tylko Kung Fu.

20. Teenage Mutant Ninja Turtles

Nie znosiłem tej produkcji, ale jednocześnie byłem pod wrażeniem, jak pieczołowicie została wykonana. Jako dzieciak, nigdy nie byłem fanem TMNT, ale mimo tego nie potrafiłem oderwać się od tytułu na NES-a.

Grę wyróżniały nie tylko udane sekwencje platformowe, ale również urozmaicenie rozgrywki wstawkami z powierzchni. Tam gracz obserwował wydarzenia z lotu ptaka. Świetne przełamanie schematycznej rozgrywki.

19. Rush’n Attack

Gdybym miał wskazać Call of Duty czasów NES-a, byłoby to właśnie Rush’n Attack. Platformowa produkcja usiłowała być bardzo poważna i bardzo filmowa. Nie było tutaj kosmicznych przeciwników, pozaziemskich technologii ani mutantów, demonów i potworów. Tylko komandos gracza i baza przeciwnika.

Bardzo przepiękna baza, trzeba dodać. Tła wrogiej placówki robiły na mnie gigantyczne wrażenie. Do teraz pamiętam te wyrzutnie rakiet, wymierzone w górskie szczyty, a także przepiękne myśliwce znajdujące się w pilnie strzeżonych hangarach. Aż mam ochotę zagrać w to ponownie.

18. Batman: The Video Game

Współcześnie większość gier na podstawie filmów jest fatalna. Dawniej tak nie było, czego kultowy Batman: The Video Game z 1990 roku jest najlepszym przykładem.

Gdy grałem w Batmana z 1990 roku, myślałem, że produkcja o Mrocznym Rycerzu nie może być bardziej realistyczna. Zamaskowany Bruce Wayne potrafił wspinać się po ścianach, rzucać batarangami, korzystać z linki z hakiem, a nawet jeździć batmobilem. Pełen pakiet. No i ta płynna animacja głównego bohatera!

Jak dla mnie najlepsza gra z Batmanem do czasu premiery Arkham Asylum. Nie, nie przesadzam.

17. Tiny Toon Adventures

Przez wielu nazywana „bezczelną kopią Super Mario”, Tiny Toon Adventures zapadło mi w pamięć jako jedna z najbardziej zróżnicowanych, kolorowych, zabawnych i grywalnych platformówek, jakie kiedykolwiek powstały. Nie tylko na NES-a.

Wyróżnikiem Tiny Toon Adventures była możliwość wyboru bohatera. Każdy z nich miał odmienne umiejętności specjalne. Kaczor wznosił się w powietrzu, Królik skakał na wielkie wysokości, a Taz był świetny w walce, zamieniając się w mały huragan.

W grze z 1991 roku kapitalne były również lokacje, nawiązujące do bajki Warner Bros. Nie sposób również nie napisać o doskonałej oprawie audio, czerpiącej pełnymi garściami z telewizyjnej produkcji.

16. Duck Tales

Druga po Tiny Toon Adventures mistrzowska gra platformowa na podstawie licencji. Tym razem od Disneya, z Kaczorem Sknerusem w roli głównej.

Duck Tales stało się hitem na tyle dużym, że dzisiaj możemy zagrać w wersję Remastered tej platformówki, przeznaczoną na mobilne systemy operacyjne. Gorąco do tego zachęcam, bo produkcja jest naprawdę ponadczasowa.

15. Castlevania

Jedna z najbardziej poważnych, mrocznych, dojrzałych i strasznych produkcji w całej historii platformy Nintendo Entertainment System. Gra – legenda, o którą dawniej zabijał się każdy. Szkoda, że dzisiaj ta marka to ledwo widoczny cień dawnej świetności.

Co ciekawe, pierwsza Castlevania jest dopiero siódma pod względem kolejności, z perspektywy historii w uniwersum Konami. Gra zapadła mi w pamięci ze względu na gigantyczny zamek, po którym podróżuje gracz. Zamek pełen nie tylko potworów, ale również znajdziek i bonusowych obszarów. Gra była wypchana sekretami.

No i ta walka z ostatnim bossem! Przed graczem staje sam hrabia Drakula. Gdy już się wydaje, że nareszcie go pokonaliśmy, dzieje się coś bardzo, bardzo złego. No, ale nie będę wam psuł niespodzianki. Kto wie, może za jakiś czas doczekamy się kolejnego podejścia do tego tytułu w wersji remastered.

14. Jackal

Jedna z pierwszych gier na Nintendo Entertainment System, a jaka grywalna! Gracz w Jackalu otrzymywał zadanie sterowania wojskowym jeepem, który z impetem przedostawał się na tereny wroga. Trochę gra zręcznościowa, trochę shoot’em up.

Jckal zapadł mi w pamięci ze względu na rozległe możliwości niszczenia otoczenia. Mogliśmy dewastować baraki, budynki, płoty, ogrodzenia, a nawet kolumny. Do tego produkcja oferowała naprawdę przyjemne, emocjonujące, zróżnicowane starcia z wrogami. Jak na jedną z pierwszych gier NES-a – rewelacja.

13. Excitebike

Najlepsze „motory”, jakie kiedykolwiek powstały. Excitebike to kapitalny, niezwykle grywalny kawałek kodu, który łączył przyjemność i nieco techniki, bardzo potrzebnej podczas zgrabnego pokonywania toru.

Produkcja była dla mnie wyznacznikiem dobrej zabawy. Ekscytująca, zmienna, z wieloma możliwościami jazdy po torze pełnym przeszkód. Co najbardziej niesamowite, Excitebike posiadał tryb edycji, w którym sami mogliśmy stworzyć własny tor z przeszkodami. Jedna z pereł Nintendo.

12. Mike Tyson’s Punch-Out!!

Nintendo wcale nie przeszkadzało, że ówczesna moc konsol nie pozwalała na stworzenie pełnowymiarowej bijatyki. Japończycy zaprosili do współpracy samego Mike’a Tysona, czego owocem był właśnie Mike Tyson’s Punch-Out!!

Przeciwnik po przeciwniku, gracz piął się w federacji bokserskiej Nintendo, z kolei na ringu sędziował nie kto inny, jak sam Mario. Szczytem kariery było pokonanie samego mistrza. Nie było to jednak łatwe, ponieważ Tyson miał niesamowitą wytrzymałość. Ciekawe, czy dzisiaj również dałbym mu radę.

11. Dr Mario

Świetna wariacja Tetrisa, z hydraulikiem Mario w roli głównej. Ulubiona gra mojej mamy, która była prawdziwą mistrzynią w zwalczaniu niedobrych wirusów i bakterii, drażniących graczy z ekranu telewizora.

Doktor Mario rzucał graczowi kolorowe pigułki z lekami, które trzeba było dostosowywać do chorób znajdujących się w buteleczce. Rozgrywce towarzyszyła barwna oprawa i świetne animacje. Gdyby Dr Mario pojawił się dzisiaj na smartfonach i tabletach, grałbym w niego jak zły. Candy Crush się chowa.

10. Tengen Tetris

Chociaż Tetris dla Nintendo Entertainment System nie był tak widowiskowy jak Dr Mario, zdecydowanie miał to coś. Jak dla mnie, edycja przeznaczona na NES-a była tą najlepszą, jaka kiedykolwiek ukazała się na rynku.

Dzisiaj Tengen Tetris może budzić uśmiech politowania na waszych twarzach. Zwłaszcza będąc z menu głównym, gdzie graczy wita napis „Tengen presents the soviet mind game”. Powiało wschodem, powiało zimnem.

9. Metal Gear

Nim Hideo Kojima zyskał sławę jako geniusz i wizjoner branży gier, nim na rynku pojawił się niesamowity Metal Gear Solid dla pierwszego PlayStation, gracze musieli zadowolić się dwuwymiarową produkcją na Nintendo Entertainment System.

Metal Gear z 1987 roku dał się poznać jako produkcja naprawdę nietuzinkowa. Zamiast strzelać do wszystkiego, co się rusza, gracz posiadał możliwość przemykania za plecami wroga, a także ucieczki z niebezpiecznego terenu. Ponadto grę cechował bardzo szeroki wachlarz przedmiotów do wykorzystania, a także niebanalny scenariusz.

Jak na grę akcji, Metal Gear posiadał zadziwiająco dużo dialogów. Był również produkcją doskonale poprowadzoną, ze zmieniającym się otoczeniem i rozmaitymi przeciwnikami. Podczas rozgrywki czuć było, że producenci są ograniczeni mocą platformy Nintendo, ale z chęcią stworzyliby coś znacznie większego i bardziej skomplikowanego.

8. Final Fantasy

Myli się ten, kto myślał, że w erze Pegasusa i Nintendo Entertainment System nie było ciekawych produkcji RPG. Final Fantasy nie tylko uratowało studio Square przed bankructwem, ale również rozpoczęło niesamowitą serię, która trwa po dziś dzień.

Pierwsze Final Fantasy ukazało się na amerykańskim rynku dopiero w trzy lata po wersji japońskiej. Gra wystarczała jednak na długie godziny przygody, oferując turową, drużynową walkę z wykorzystaniem wielu rozmaitych umiejętności.

Paradoksalnie, najsłabszym elementem pierwszego Final Fantasy była właśnie historia, bardzo sztampowa i banalna. To zmieniło się dopiero w nadejściem kolejnych odsłon niezwykle popularnej serii gier.

7. Micro Machines

Moja ulubiona seria gier wyścigowych. Micro Machines było wymagające, zróżnicowane, kolorowe i przesympatyczne. Możliwość jazdy zabawkowymi pojazdami po łazience, kuchni czy ogrodzie całkowicie mnie kupiła.

Pamiętam jednak, że produkcja wcale nie należała do łatwych. Odpowiednie opanowanie trasy było kluczem do zwycięstwa. Tory były pełne przeszkód i niebezpieczeństw, a nawet drobnych skrótów. Świetne było również zastosowanie odmiennych maszyn, o różnych modelach jazdy. Samochody, motorówki, helikoptery – było w czym wybierać.

6. Duck Hunt

Duck Hunt to przejaw geniuszu, za który kochamy Nintendo. Do konsoli dodawany był pistolet, pozwalający na strzelanie do wirtualnych kaczek, fruwających na ekranie telewizora. Samo to pokazywało, jak innowacyjnie Japończycy myśleli o rozgrywce, wychodząc daleko poza prosty schemat siedzenia przed TV.

Duck Hunt to jedna z kilku produkcji wykorzystujących pistolet Nintendo. Moim zdaniem ta najlepsza. Na pewno wielu z was pamięta rechot psa, który śmiał się z gracza pudłującego do ptactwa. Od zawsze narzekałem na tego lenia, który wcale nie pomagał podczas polowania.

5. Mega Man

Jedna z najlepszych gier platformowych, jakie pojawiły się na Nintendo Entertainment System. Dzisiaj o Mega Manie mało kto już pamięta, ale w 1987 roku produkcja Capcomu była gigantycznym sukcesem.

Mega Man miał wszystkie elementy potrzebne do zostania hitem. Bardzo przyjemną dla oka grafikę. Zróżnicowane lokacje. Rozmaitych przeciwników. Dobre tła. Bogatą animację głównego bohatera. No i oczywiście świetne pojedynki z bossami.

Ciekawą opcją była możliwość swobodnego wyboru planszy. Dzięki temu nie musieliśmy pokonywać połowy gry, aby zobaczyć ulubione miejsca i walczyć z ulubionymi oponentami. Przypominam bowiem, że za czasów NES-a mogliśmy jedynie pomarzyć o czymś takim jak stany zapisu.

4. The Legend of Zelda

Gra, której bało się samo Nintendo. Twórcy Mario mieli obawy, że nowa produkcja będzie zbyt ambitna i zbyt trudna dla graczy. Wszystko przez eksplorację i rozwiązywanie zagadek, na których oparto The Legend of Zelda.

Ostatecznie ambitna, wyprzedzająca swoją epokę (zwłaszcza w warstwie muzycznej) produkcja okazała się hitem na światową skalę. Zelda do dzisiaj jest jednym z najlepszych towarów eksportowych Nintendo, zaraz obok Pokemonów i hydraulika Mario.

Chociaż współcześnie The Legend of Zelda wypala oczy prostą grafiką, polecam zagrać w ten tytuł, o ile będziecie mieli taką sposobność. Będziecie zdumieni, jak skomplikowana i niebanalna to produkcja. Zwłaszcza w zestawieniu z takimi klasykami jak Super Mario Bros.

3. Metroid

Jeżeli chodzi o otoczkę i klimat, Metroid to dla mnie najlepsza produkcja w historii Nintendo Entertainment System. Dojrzała, poważna, no i jak na tamte czasy – momentami naprawdę straszna. Pierwsze chwile, polegające na eksploracji „opuszczonej” stacji kosmicznej, już zawsze będę miał w pamięci.

Dzisiaj Metroidem powinni zainteresować się zwłaszcza miłośnicy Obcego, Predatora i Prometeusza. Niepokojące, mroczne tła to jak żyw najlepsze dzieła artysty Gigera. Grę wyróżniała ponadto narracja, pełna zwrotów akcji i świetnie wykorzystująca już raz zwiedzone lokacje.

Naprawdę ubolewam nad tym, że Nintendo od lat nie dało swoim fanom kolejnej świetnej produkcji z Metroid w tytule. Ta marka ma znacznie większy potencjał w stosunku do tego, jak jest teraz wykorzystywana. Cóż, może Nintendo NX coś zmieni w tej kwestii. Trzymam za to kciuki.

2. Contra

Chociaż Contra nie jest platformówką idealną, dla mnie to symbol ery Pegasusa i NES-a. To kapitalne doświadczenie i zmienna, pokazana z różnych ujęć kamery rozgrywka. Świetna muzyka, świetna grafika i chyba najlepsze walki z bossami w całej historii Nintendo Entertainment System.

Gdyby tego było mało, Contra posiada kapitalny tryb dla dwóch graczy, działający w czasie rzeczywistym. Wspólne przechodzenie Contry to wspaniała zabawa i dobra alternatywa dla deszczowych dni z okresu dzieciństwa. Nigdy też nie zapomnę ostatniego przeciwnika, który wzbudzał we mnie autentyczne obrzydzenie.

1. Super Mario Bros.

Chyba nie jesteście zaskoczeni, prawda? Gdy myślę o Nintendo Entertainment System, przed oczami mam właśnie kolorowe, pogodne, przesympatyczne Super Mario Bros.

Gra z wąsatym hydraulikiem przykuwała u mnie całą rodzinę do ekranu. Po prostu miała to coś, że nawet domownicy sceptycznie nastawieni do gier wideo chcieli się zmierzyć z początkowym etapem. Etapem, który znam w zasadzie na pamięć.

Dzisiaj, w 33 lata od azjatyckiej premiery NES-a, Super Mario Bros. to wciąż jedna z najlepszych gier, jaka kiedykolwiek powstała. Symbol doskonałej, pogodnej zabawy, będącej niezmiennym znakiem rozpoznawczym całego Nintendo. Niesamowite, że minęły 33 lata od premiery Nintendo Entertainment System, a ja znowu z wielką chęcią rozegrałbym rundkę na Level 1-1.

Dołącz do dyskusji

Advertisement