Na ten smartfon warto czekać. Sprawdziliśmy nową Moto Z!

Artykuł 11.07.2016
Na ten smartfon warto czekać. Sprawdziliśmy nową Moto Z!

Na ten smartfon warto czekać. Sprawdziliśmy nową Moto Z!

Rynkowa premiera nowych flagowców Lenovo Moto Z i Moto Z Force będzie miała miejsce dopiero we wrześniu, ale dzięki uprzejmości polskiego oddziału Lenovo miałem możliwość przez tydzień pobawić się przedprodukcyjnym egzemplarzem. I już teraz mogę wam powiedzieć, że jest na co czekać choć… mam pewne obawy.

Stali czytelnicy wiedzą, że mam ogromną słabość do smartfonów z linii Moto. Moim prywatnym smartfonem jest Moto X Style i szczerze mówiąc, dobrze wiem, że nie jest to najlepsze urządzenie na rynku – a jednak nie zamieniłbym go na żadne z topowych urządzeń, które pojawiły się na rynku w tym roku.

Z tego tytułu byłem też pełen obaw jeśli chodzi o następcę Moto X Style, czyli Moto Z. Miałem przyjemność uczestniczyć w premierze tego smartfona podczas Lenovo TechWorld i już tam, w San Francisco, biorąc po raz pierwszy Moto Z do ręki, miałem dość mieszane uczucia. Teraz smartfon ten trafił do mnie na tydzień, żebym mógł mu się bliżej przyjrzeć, nim trafi do sprzedaży i… nadal nie wiem, co o nim myśleć.

Moto-Z-vs-Moto-X-Style-12

Moto Z jest po prostu… inna.

Jedno muszę przyznać Lenovo – są diabelnie odważni. Przecież mogli po prostu nieco odświeżyć desing ubiegłorocznych Moto, wstawić mocniejsze podzespoły i voila, gotowe. A jednak nowo powstała po przejęciu Motoroli dywizja Lenovo Moto poszła w zupełnie innym kierunku. Czy to był dobry ruch?

Pierwsze, co uderza po wzięciu do ręki Moto Z, to jej niemożliwa wręcz „cienkość”. Pewnie, na rynku mnóstwo jest smartfonów cienkich i lekkich, nawet cieńszych od Moto Z. A jednak 5,2 mm grubości nadal nieco szokuje i wymaga przyzwyczajenia. I jest też bodajże największym odejściem od filozofii Motoroli, bo uprzednio firma nie przejmowała się grubością, ale stawiała na ergonomię. Moto Z nadal świetnie leży w dłoni, ale nie osiąga tego wymyślnym wyprofilowaniem, a właśnie cieniutkim profilem.

Moto-Z-vs-Moto-X-Style-13

Ów cieniutki profil pociągnął jednak za sobą dwa kompromisy. Pierwszy to oczywiście akumulator. Ogniwo zawarte w Moto Z liczy sobie tylko 2600 mAh, co przy potężnych podzespołach i 5,5-calowym ekranie AMOLED o rozdzielczości QHD raczej nie zapowiada spektakularnych czasów pracy. Przez ostatni tydzień zazwyczaj byłem w stanie wycisnąć z przedprodukcyjnego egzemplarza cały dzień pracy, ale raczej z wysiłkiem. Na szczęście nowa Moto Z będzie miała w zestawie ładowarkę turbo charge, która naładuje smartfon do pełna w nieco ponad pół godziny.

Moto-Z-vs-Moto-X-Style-7

Drugi kompromis to brak gniazda słuchawkowego. W zestawie, który trafi do sprzedaży, będzie co prawda stosowna przejściówka z USB typu C na jack 3,5 mm, niemniej jednak jeśli planujecie zakup tego smartfona, polecam od razu zaopatrzyć się w słuchawki bezprzewodowe, lub pracujące na złączu USB C.

Nieco mieszane uczucia budzi też we mnie umiejscowienie przycisków i ich rozmiar – są malutkie, a chociaż mają wyczuwalny skok, to są umieszczone nieco za wysoko na prawej krawędzi urządzenia.

Moto-Z-vs-Moto-X-Style-3

W końcu mamy też czytnik linii papilarnych, którego bardzo brakowało w Moto X Style. Jak można się spodziewać po sztandarowym urządzeniu w 2016 roku, skaner działa bezbłędnie i natychmiastowo. Szkoda tylko, że umieszczono go na podbródku urządzenia, poświęcając tym samym doskonałe głośniki stereo z ubiegłorocznej Moto X.

Topowa specyfikacja = topowa płynność działania.

Chociaż sprawdzałem egzemplarz przedprodukcyjny, to nie mogę złego słowa powiedzieć na płynność pracy. Snapdragon 820, 4 GB RAM-u, 32 GB pamięci wbudowanej… takie parametry gwarantują płynne działanie w każdej sytuacji. Nie ma co się jednak rozwodzić – dokładnie tego oczekujemy od flagowca w 2016 roku i dokładnie to otrzymujemy. Codzienne zadania nie są żadnym wyzwaniem dla Moto Z, tak samo jak nawet najbardziej wymagające gry, podczas grania w które Moto Z nawet się przesadnie nie nagrzewa.

Moto-Z-vs-Moto-X-Style-16

Miłośnicy marki z wielką ulgą przyjmą też fakt, że Lenovo postanowiło pozostawić Androida w jego czystej formie, tak, jak miało to miejsce w poprzednich modelach Moto. Nie ma tu więc żadnych dziwnych nakładek, a jedynie kilka drobnych dodatków, takich jak Moto Display, Moto Assist, akcje gestów czy – nadal niedostępne w Polsce – Moto Voice.

Jednym z elementów, którego nie byłem w stanie teraz sprawdzić, jest aparat – aplikacja w egzemplarzu przedprodukcyjnym miała wyraźne problemy z działaniem i najwidoczniej jest jeszcze w fazie ostatnich szlifów. Cieszę się jednak, że nieco zmienił się jej interfejs i w końcu możemy wybrać, czy chcemy robić zdjęcie dotykając ekranu w dowolnym miejscu, czy naciskając wirtualny spust migawki. Na ocenę efektów przyjdzie pora we wrześniu, ale prawdę mówiąc, cudów się nie spodziewam.

Kilka zdjęć z 16-megapikselowej matrycy, które zrobiłem na próbę, raczej nie odstają jakością od zeszłorocznej Moto X Style. Czyli nie są złe, ale do Top 5 smartfonowej fotografii daleko.

Czy wspominałem już o modułach?

No tak, byłbym zapomniał o najważniejszym. Moto Z i Moto Z Force to smartfony modułowe. Szerzej o Moto Mods pisaliśmy przy okazji ich premiery, poświęcimy im również dedykowany materiał po wrześniowym debiucie na półkach, ale na dziś muszę powiedzieć, że wierzę w te moduły.

Moto-Z-vs-Moto-X-Style-8

Na pewno Lenovo Moto zrobiło to nieporównywalnie lepiej od LG. Moduły do LG G5 nie dość, że są trudno dostępne, to jeszcze… raczej nie mają większego sensu. W przypadku Moto Z te moduły są o wiele bardziej przemyślane, przystępne w użyciu i faktycznie mogą się podobać.

Moto Mods podczepiane są magnetycznie do plecków smartfona i komunikują się z nim przez złącze u dołu obudowy. Do wyboru będziemy mieli moduł z dodatkowym akumulatorem oraz ładowaniem bezprzewodowym, moduł z głośnikiem, moduł z dodatkowym aparatem, moduł z projektorem, oraz szereg modułów czysto stylistycznych.

Moto-Z-vs-Moto-X-Style-11

Jeden z tych ostatnich trafił do mnie razem z egzemplarzem Moto Z i spisał się naprawdę doskonale, na ile oczywiście możemy tak powiedzieć o skórzanych pleckach smartfona. Moją największą obawą było to, czy moduły nie będą się samoczynnie odczepiać np. nosząc telefon w kieszeni. Na szczęście obawy były bezpodstawne – dodatkowe plecki ani razu nie zsunęły się ze smartfona, bo trzymające je magnesy są naprawdę silne. O ile bardzo łatwo jest taki moduł założyć, o tyle ściągnięcie go wymaga już zdecydowanego ruchu.

Moto-Z-vs-Moto-X-Style-1

Codzienne korzystanie z Moto Z to czysta przyjemność, ale… czy to wystarczy?

Tydzień z Moto Z wcale nie uspokoił moich obaw. Z jednej strony – to świetny smartfon. Z drugiej – w 2016 roku to za mało. Na moim biurku leży w tej chwili jakieś 6 świetnych smartfonów. Kilka z nich pewnie znacznie tańszych, niż Moto Z (chociaż na ogłoszenie sklepowej ceny musimy jeszcze poczekać).

Zastanawia mnie, czy moduły w Moto Z wystarczą, by przyciągnąć klienta, który naprawdę ma w czym wybierać. Zastanawia mnie, czy Moto Z przyciągnie fanów marki Moto, bo dość radykalnie odchodzi o filozofii Motoroli – o czym zresztą napiszę jeszcze osobny artykuł.

O sukcesie Moto Z zadecydują oczywiście portfele klientów. Ale czy klienci po nie sięgną, by kupić Moto Z? Tego dowiemy się dopiero w ostatnim kwartale roku, kiedy nowe Moto na dobre zadomowią się na rynku.

Zobacz: Lenovo Moto Z – pierwsze wrażenia, tylko u nas!

SPRAWDŹ: Spider's Web TV na YouTubie - zasubskrybuj teraz, żeby nie przegapić nowych materiałów!

Czytaj również: 

Dołącz do dyskusji

Advertisement