Najlepszym dowodem na problemy mediów w Polsce są Wasze komentarze na Spider’s Web

Felieton/Media 30.07.2016
Najlepszym dowodem na problemy mediów w Polsce są Wasze komentarze na Spider’s Web

Najlepszym dowodem na problemy mediów w Polsce są Wasze komentarze na Spider’s Web

A z tym moim powrotem na Spider’s Weba to było tak. “Kubuś, ja tak lubię twoje teksty, przecież widzę, że ty też musisz z siebie czasem coś wyrzucić, napisz coś na Spider’s Weba raz czy dwa w tygodniu”. No i się zgodziłem pod warunkiem, że nie każą mi pisać o prawie, bo po ośmiu godzinach użerania człowiek ma już naprawdę dość. Przemysław odparł “Kubuś, dla mnie to ty możesz sobie nawet o piłce nożnej pisać, tylko pisz”, no to piszę

Ale drugim z tematów, o których często piszę, a w których się dobrze czuję, to są media, ich rozwój i okolice. Niektórzy twierdzą, że media nie mają wiele wspólnego z technologiami, ale moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie – rozwój prasy papierowej, radia, telewizji jest dzisiaj już całkowicie zależny od tego, co zrobi i co powie czwarty gracz na medialnym rynku – internet. A tym samym świat technologii de facto anektuje rynek medialny i nadaje mu tempo.

Światy te zresztą bezustannie się przenikają, Jimmy Fallon będzie odgrywał coraz większą i większą (niż na przykład Joshua Topolsky) rolę dla kolejnych modeli iPhone’a, a pewnego dnia Przemka Pająka zaproszą do telewizji żeby komentował najpierw rządowe inwestycje w start-upy, potem politykę podatkową, aż w końcu zupełnie nie wiadomo którędy skończy za kilka lat w jakimś TVN24 BiŚ jako talking head opowiadająca o potrzebie umacniania stosunków geopolitycznych z Chinami.

Przemek to akurat nie najlepszy przykład, bo dość ostro zakreśla granice swoich kompetencji, ale nie oszukujmy się – 99 proc. blogerów poleciałoby tam bez zastanowienia. Rezultaty mogłyby być różne, ale – umówmy się – już teraz TVP, Polsat czy TVN mają ekspertów i Ekspertów. Zresztą, to już się dzieje, w pamięci mam graczy Minecrafta, którzy publicznie opowiadali bzdury występując w mediach w roli autorytetów od ACTA.

Z tymi mediami to jest zresztą zabawny problem w Polsce, a najlepszym tego benchmarkiem są komentarze pod moimi artykułami na Spider’s Web. Ja te komentarze oczywiście rozumiem, gdy zniechęcone narzekają, że Spider’s Web znowu bawi się w politykę. Zabawne jest jednak, że dla takiego zarzutu nie trzeba przywołać ani jednego nazwiska, nazwy ani jednej formacji, ba – nie trzeba się nawet odwoływać do konkretnej doktryny politycznej czy ustrojowej.

Jakie słowa-klucze muszą dziś paść, aby uznać artykuł opublikowany w internecie za polityczny? W zupełności wystarczą: “TVN”, “TVP”, “TV Republika”, “Na Temat”, “Newsweek”, “Onet”, “Gazeta.pl” czy “Gazeta Polska”.

To jest jednak wielka porażka polskich mediów, wszystkich, że stały się dziś synonimem walki politycznej i niczym takie słowa-wytrychy ich nazwy prowokują do bezpośredniej batalii pod sztandarami Petru, Schetyny czy Kaczyńskiego. Nie jest to natomiast zjawisko w świecie zupełnie wyjątkowe. Wręcz przeciwnie, media w Stanach Zjednoczonych, ale i Europie Zachodniej znane są z tego, że prezentują sporą dozę sympatii do pewnych poglądów (bardziej chyba poglądów niż partii, ale ponieważ tam kultura polityczna stoi na wyższym poziomie, a tradycja polityczna jest dłuższa, pojęcia te należy uznać za tożsame).

Oczywiście dziennikarze w USA pod pewnymi względami też mają łatwiej. Nikt na przykład nie wymaga od nich obiektywizmu, a poważne zachodnie media są zarezerwowane dla intelektualistów –  typowy mieszkaniec Bronxu czy redneck o dość ograniczonych horyzontach nie prowadzi krucjaty światopoglądowej przeciwko Washington Post.

Obiektywizm nie istnieje, to jest mrzonka prawicowa wymyślona ze złości na to, że liberalne media są chętniej oglądane i czytane, a w rezultacie popularniejsze. Natomiast dla łagodzenia obyczajów mimo wszystko warto unosić się szlachetnością i chociaż dla pozoru znajdować dwie strony medalu. Polskie media pod tym względem absolutnie sobie nie radzą, wSieci z Newsweekiem przekrzykują się niczym kibice dwóch przeciwnych drużyn i nawet jeśli jedna ze stron aktualnie przegrywa 6-0, to i tak za winnego uważa się wyłącznie sędziego. Ja płaczę czasami po Newsweeku czy Tomaszu Lisie, którzy przed kilkoma laty nie wytrzymali spokojnego racjonalizowania sytuacji politycznej w kraju, złapali za bejzbol i pobiegli bić się z tymi przysłowiowymi “kibolami” pod sztandarem Gazety Polskiej Codziennie.

Ja nawet lubię, kiedy dziennikarz nie jest obiektywny.

Tylko, że ktoś taki nazywa się publicysta, bloger, ma swoją jasno wydzieloną i odseparowaną kolumnę w gazecie czy program telewizyjny, w którym każdy wie, że teraz ten wariat będzie przekonywał nas do swojej wizji świata – z całym dobrodziejstwem inwentarza. Programy Cejrowskiego, Wątłego czy Ziemkiewicza były/są świetne, nawet jeśli nie podzielamy ich spojrzenia na rzeczywistość.

Że “wSieci” i (choć zdecydowanie rzadziej) “Do rzeczy” to makulatura na przemiał, wiadomo niestety od dłuższego czasu. Wielu z Was ma pretensje, że w ostatnim artykule na temat Gazeta.pl tego nie podkreśliłem, ale wydało mi się to zupełnie oczywiste. Lubię natomiast od czasu do czasu rzucić okiem na “Uważam Rze”, które pomimo licznych swoich skrętów w kierunku konserwatywnym naprawdę mieni się różnymi kolorami. I rzetelnością. Takimi magazynami był też kiedyś Wprost i Newsweek, liberalnymi, centrowymi, lewicującymi, ale zawsze z głową. Niestety dały się wciągnąć w dziennikarską debatę z trollami, co odbiło się na ogólnej kondycji polskich mediów.

Kto przegrywa? Przegrywają wszyscy.

Swoją szansę znajdują media o nieco mniejszym zasięgu, często eksperckie, działające pod takimi banderami jak Klub Jagielloński czy multum innych organizacji. Znaczenia nabierają niezależni komentatorzy prawicowi i lewicowi na Twitterze (przykładowo Wojciech Szewko jest już jednocześnie ekspertem, ale i instytucją medialną od spraw Bliskiego Wschodu). Ich siła przebicia wciąż nie jest jednak duża.

Kilka lat temu, a sytuacja była wtedy o wiele spokojniejsza niż dzisiaj, przeprowadzono badania zaufania społecznego – dziennikarze zajęli tam miejsce nawet za taksówkarzami, a taksówkarze od pewnego czasu bardzo ładnie nam się przedstawiają ze wszystkimi swoimi intelektualnymi atutami w mediach społecznościowych.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie. – F. Nietzsche

Elitę polskich dziennikarzy najpierw zaczęły niszczyć środowiska prawicowe, ale potem ta elita w zdecydowanej większości zaczęła tańczyć, tak jak im zagrali i niestety dała się wciągnąć w ten spór na całego, stając się dokładnie tym, co im bezpodstawnie zarzucano lata temu. Zmieniając sędziowski trykot na koszulkę klubową. Nie dziwi zatem, że nawet warsztatowa dyskusja o mediach na łamach Spider’s Web ostatecznie przeradza się w przerzucanie partyjnymi hasłami i wyciąganie afer, tylko czy startując z takiego pułapu jesteśmy w stanie odbudować w Polsce niezależny, neutralny i rzetelny charakter tych mediów?

Dołącz do dyskusji

Advertisement