Kupiłem aparat natychmiastowy i odkryłem fotografię na nowo

Felieton/Foto 05.07.2016
Kupiłem aparat natychmiastowy i odkryłem fotografię na nowo

Kupiłem aparat natychmiastowy i odkryłem fotografię na nowo

Nigdy nie rozumiałem mody na zdjęcia natychmiastowe, lomografię i tym podobne trendy. W fotografii od zawsze doceniałem wysoką jakość i techniczną doskonałość. Ależ byłem ślepy.

Aparaty natychmiastowe znałem od dawna, lecz w dzisiejszych czasach kojarzyły mi się one wyłącznie z cukierkowymi youtuberkami. Od jakiegoś czasu miałem pewien dysonans poznawczy, kiedy kilku fotografów, których szanuję, fotografowało aparatem natychmiastowym. Co jakiś czas seria takich zdjęć wypływała gdzieś w mediach społecznościowych.

W końcu pękłem i sam kupiłem Instaxa. Trochę z ciekawości, trochę za namową tego wewnętrznego geeka-gadżeciarza. I wiecie co? Jest to najlepszy aparat wakacyjno-imprezowy, jaki miałem.

Instax uświadomił mi że gdzieś w całym tym cyfrowym świecie zagubiłem to, co ważne w fotografii

fujifilm-instax-003

Cyfrowy świat wytworzył w nas złe nawyki. Robimy kopię kopii kopii, w chmurze, na dysku, na serwerze. Pojedyncze zdjęcie przestało się liczyć, a te naprawdę znaczące fotografie są zalewane setkami pstryków zrobionych nawet nie wiadomo po co. Nawet te przemyślane zdjęcia są często perfekcyjne technicznie, lecz puste.

Mało kto szanuje kadr. Nie ma takiej potrzeby, bo fotografowanie jest praktycznie darmowe. Dziesięć fotek przedłużanego latte? Czemu nie. Coś się z nich wybierze na Instagrama.

W tym całym cyfrowym dobrobycie Instax wygląda jak aparat z jakiejś alternatywnej rzeczywistości.

Aparat bez racji bytu. Mędrca szkiełko i oko zobaczy tu jedynie kawałek plastiku z marnym obiektywem produkującym mikrą odbitkę – na dodatek nieprzyzwoicie drogą! I jeszcze ten brak manualnych nastaw. To nie ma sensu.

Ja też tak myślałem, dopóki nie wcisnąłem po raz pierwszy spustu migawki w Instaksie.

W zdjęciach natychmiastowych jest wszystko to, co ważne w fotografii

fujifilm-instax-004

Pomysł. W jednym wkładzie masz tylko 10 zdjęć. Wykorzystaj je mądrze. Świadomość limitu odbitek powoduje, że po aparat sięga się tylko przy naprawdę ważnych i znaczących momentach. Doskonale pamięta się każde wciśnięcie migawki, dzięki czemu każde zdjęcie przywołuje znacznie więcej wspomnień.

Magia. Wywołałem w swoim życiu sporo filmów, w różnych technikach. Mimo to widok pojawiającego się powoli obrazu na białej powierzchni papieru zawsze działa tak samo. Podobne uczucie dało mi wywoływanie zdjęć z mokrego kolodionu. Teraz ten niesamowity miks napięcia, zaciekawienia, ekscytacji i niepewności daje mi Instax.

Nieprzewidywalność. Zarówno w kwestii kadru, jak i efektów ekspozycji. Nie kontrolujesz czasu migawki i przysłony, więc tak naprawdę nie wiesz, co wyjdzie. Może zdjęcie będzie lekko prześwietlone, może lekko poruszone. Takie rzeczy się zdarzają. I nie, nie są irytujące. Są bardzo odświeżające w świecie nudnej cyfrowej perfekcji.

Unikalność. Każde zdjęcie jest jedyne w swoim rodzaju. Nie ma żadnej kopii zapasowej. Nie ma pliku, który można wrzucić w chmurę, nie ma RAW-a, którego można by wywołać na pięć sposobów, nie ma negatywu, z którego można wyprodukować kolejne odbitki. Jest tylko końcowa fotografia, która nabiera realnej wartości. Podarować komuś takie zdjęcie – to jest coś.

Instax nie jest aparatem dla każdego. Nie sprawdzi się też w roli aparatu podstawowego, głównego. Z pewnością w podróż życia nie zabrałbym samego Instaksa. Mimo to jest w nim coś uzależniającego.

Coś autentycznie prawdziwego.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement