Euro 2016 – dzień #23. Chyba jestem winien Bońkowi i Nawałce przeprosiny…

Artykuł 01.07.2016
Euro 2016 – dzień #23. Chyba jestem winien Bońkowi i Nawałce przeprosiny…

Euro 2016 – dzień #23. Chyba jestem winien Bońkowi i Nawałce przeprosiny…

Kiedy Zbigniew Boniek (którego rewolucję w PZPN wspierałem od samego początku) ogłosił, że selekcjonerem kadry będzie Adam Nawałka, nie byłem największym entuzjastą tego rozwiązania. 

Przepraszać wprawdzie nie muszę, bo nie mam w zwyczaju biegać za zainteresowanymi i obrzucać ich błotem, tylko dlatego, że nie podzielają mojej wizji świata. Z drugiej strony Pająk mi płaci – wcale nie tak mało o czym, jak co miesiąc, był mi łaskaw przypomnieć – głównie za moje opinie. A blogerzy to jednak nie dziennikarze sportowi, którzy po trzech meczach potrafią czasem wydać trzy różne, sprzeczne ze sobą opinię na ten sam temat. Liczę się z tym, że po czasie za swoje opinie, nawet jeśli niewypowiadane na Spider’s Web publicznie, muszę wziąć odpowiedzialność.

Przepraszam więc głownie przed swoim sumieniem i ewentualnie swoimi znajomymi, którym przy kawie  wyjaśniałem w 2013 roku, że to będzie powtórka z Fornalika, chyba czas już wykorzystać kontakty szefa PZPN-u i ściągnąć jakiegoś Włocha, a może warto zatrudnić Felixa Magatha, który akurat jest wolny…

W mojej ocenie Polacy na Euro 2016 osiągnęli rezultat sportowy na miarę swoich możliwości, choć sama gra była trochę poniżej ich możliwości

Długo myślałem jak ubrać tę opinię w słowa. Boję się też, że niektórzy automatycznie zareagują na nią agresją. Mam wrażenie, że wielu kibiców w Polsce zapomina, że w pomocy mamy prawdopodobnie drugiego defensywnego pomocnika na świecie, a w ataku jedną z czołowych “dziewiątek” globu. Że kibice nie widzą różnicy między Baszczyńskim a Glikiem, że nie zdają sobie sprawy porównując Golańskiego z Piszczkiem, że to jakby swego czasu mierzyć Niedzielana z Bergkampem. Wydaje mi się, że o swoich możliwościach sportowych najlepiej wiedzieli sami piłkarze, który nie cieszyli się ochłapami i przyjechali do Francji zagrać o coś dużego.

Transfermarkt to nie jest źródło bezwzględnej wiedzy o piłce – podkreślam to ilekroć się na niego powołuję. Ale na papierze, w ocenie ekspertów serwisu, mamy 10 najwyżej wycenianą reprezentację w Europie (i to jeszcze bez poturniejowej aktualizacji), 13 na świecie. Wprawdzie my mamy Lewandowskiego (75 mln euro), który nieco wypacza tę statystykę, ale też warto zauważyć, że jesteśmy zespołem pozbawionym ławki rezerwowych.

13552588_10208406571435903_669392499_n

Nawet gdyby przyjąć, że wyceny finansowe nie są miarodajne i Polska w tej hierarchii znajduje się troszkę dalej, to i tak (uwzględniając drabinkową specyfikę europejskich turniejów) ćwierćfinał Euro 2016 aktualnie był naszym miejscem w Europie. Polscy piłkarze zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, zagrali na miarę oczekiwań sportowych (nie mylić z kibicowskimi, które najpierw marzyły o wyjściu z grupy, a potem od razu o finale), no i wcale nie mieli obowiązku ograć Portugalii, choć mogli, byli blisko, przez co żal jest oczywiście jeszcze większy. A skoro rezultat sportowy okazał się zupełnie satysfakcjonujący, jak to w piłce, sukces idzie na konto selekcjonera.

Zresztą Adam Nawałka miał wiele atutów

Wyobraźcie sobie, że “na rękę” zarabiacie powiedzmy te 30 milionów złotych rocznie. Że strzelacie kilkadziesiąt goli rocznie w rozgrywkach, które śledzi pół Europy. Że Jose Mourinho biegnie przez pół stadionu, bo chce zbić z wami piątkę po meczu. Że prawdopodobnie poznaliby was na ulicy w każdym kraju na świecie. I nagle przyjeżdżacie na reprezentację, gdzie jakiś półanalfabeta w spranym sweterku usiłuje, który za granicą był tylko po to, żeby zrywać azbest, próbuje wam wyjaśniać, że wszystko do tej pory robiliście źle i będziecie robili na jego sposób.

To zresztą wcale nie musi być zły trener, mało kto dziś o tym pamięta (sukces ma wielu ojców, ale porażka…), ale takiego na przykład Smudę na selekcjonera to w pewnym momencie chciało pół Polski.

Ale dla kontrastu wchodzi nagle Nawałka – reprezentant kraju, uczestnik Mundialu, mała legenda Wisły Kraków. W wieku 60-lat wygląda tak, jak chyba każdy z nas chciałby wyglądać. Ba, wygląda lepiej niż większość z nas będzie wyglądać w wieku 30 lat. Wygląda, jest obyty, wypowiadane zdania zawierają podmiot, przydawkę i orzeczenie. Nie chciałbym zostać uznany za osobę próżną w ocenach, ale jestem przekonany, że taka postać robi zdecydowanie większe wrażenie na piłkarzach, niż facet, który sprawia wrażenie jak gdyby oderwał się od mongolskiej hordy.

Nie wiem jak to się dokładnie robi, ale ponoć to właśnie Nawałka jest też odpowiedzialny za zbudowanie rewelacyjnej atmosfery w drużynie narodowej, którą mogliśmy śledzić za sprawą Łączy Nas Piłka. Wcześniej piłkarze na zgrupowaniach ponoć znali się tylko z widzenia, a większość czasu spędzali przed tabletami.

Jedną z największych zalet Nawałki – już mówiąc o takich poważnych, piłkarskich rzeczach – jest fenomenalny nos skauta. To przecież Nawałka z jednego z lepszych obrońców nadal tragicznie słabej ligi stworzył Pazdana (Leo Messi ponoć już nawet wybrał mu apartament w pobliżu Camp Nou) – defensora, który prawdopodobnie miał jedne z najlepszych statystyk w historii narodowych turniejów w historii. Nawałka wyciągnął znikąd Kapustkę, który zapowiada się na piłkarza o potencjalne na miarę Kuby Błaszczykowskiego. Nie jestem do końca przekonany czy ten Jędrzejczyk na lewym boku obrony był autorskim pomysłem Nawałki, ale na pewno były legionista odpłacił się trenerowi zaufaniem.

Nawałka był też jednym z promotorów talentu Arkadiusza Milika, bez którego na tym turnieju (gońcie się Janusze) na pewno bylibyśmy gorszą drużyną. I wreszcie Krzysztof Mączyński, też jeden z firmowych chłopaków Nawałki. Mąka był wprawdzie jednym ze słabszych elementów tej kadry, ale rozumiem, że miał pełnić rolę zbliżoną do Thiago Motty – tego gościa nigdy nie widać na boisku, a potem się okazuje, że cały mecz był na jego barkach. I Mączyński, choć wolałbym w jego miejscu bardziej kreatywnego Zielińskiego (ale tego do kadry dopiero trzeba wkomponować), swoją misję w miarę rzetelnie wypełniał.

Gdybym musiał polemizować z trenerem, to dziwiły mnie jego decyzje odnośnie obsady bramki. Moim zdaniem Łukasz Fabiański nie powinien tuż przed turniejem stracić miejsca w siatce na rzecz (fenomenalnego zresztą również) Wojciecha Szczęsnego, co zresztą udowodnił zostają bohaterem meczu ze Szwajcarią – bez niego Portugalię reszta drużyny oglądałaby w telewizji. Natomiast kto wie czy nie należało podjąć jeszcze jednej decyzji odnośnie bramki, ale nie winię za to trenera, gdyż do tego typu wyborów trzeba mieć naprawdę wielkie jaja. I mówiąc wielkie jaja, naprawdę mam na myśli wielkie jaja – Van Gaal, 2014, Holandia-Kostaryka, #KMWTW.

Adam Nawałka dał się też poznać jako dobry taktyk. Pamiętacie jak obawiałem się meczu z Ukrainą? Było dokładnie tak, jak przewidywałem – Jarmolenko i Konoplanka ogrywali naszych na skrzydłach jak dzieci. Ale Nawałka ustawił drużynę w niezwykle błyskotliwy sposób, zamiast bić się z nimi na skrzydłach, zagęścił środek pola. Choć w meczu nie błyszczeliśmy, taktyka odniosła skutek.

Mnie wprawdzie nie porywała gra Reprezentacji Polski w eliminacjach. Z drużynami z wysp męczyliśmy się zdecydowanie zbyt często i zbyt mocno jak na dysproporcję gwiazdorskich potencjałów. Ale na turniej awansowaliśmy pisząc po drodze nawet historię. Gra Polski na turnieju nie była wybitna, z Ukrainą się męczyliśmy, Szwajcarii i Portugalii po strzeleniu bramki trochę zbyt łatwo oddawaliśmy inicjatywę. Z drugiej strony, były też takie momenty, kiedy Polska grała jak sam Real Madryt.

Dobry taktyk, motywator i ze świetnym okiem do piłkarzy. Wygląda na to, że nie doceniłem instynktu Zbigniewa Bońka, a Adamowi Nawałce należą się przeprosiny. Osiągnął bowiem wynik na miarę możliwości prowadzonego przez siebie zespołu i był tylko o krok od sprawienia bardzo pozytywnej niespodzianki. O krok od medalu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement