Tak odchodzi ostatnie prawdziwe BlackBerry

News 05.07.2016
Tak odchodzi ostatnie prawdziwe BlackBerry

Tak odchodzi ostatnie prawdziwe BlackBerry

Miał być powrót do korzeni. Miała być odpowiedź na potrzeby wiernych klientów. Wyszło… nijak. Na tyle nijak, że BlackBerry kończy produkcję Classica i próżno szukać jego prawdziwego następcy.

Patrząc na to, czym był Classic, można z całą pewnością uznać, że spełniał wszystkie wymagania, by określać go mianem prawdziwego BlackBerry. Pełna klawiatura sprzętowa umieszczona pod panoramicznym ekranem? Jest. Trackpad pomiędzy nimi, czego zabrakło w Q10? Jest. Autorski system, od podstaw przygotowany przez BlackBerry? Również na pokładzie. Do tego akumulator o rozsądnej wydajności.

Nie brakowało tu nic, absolutnie nic, żeby określić dodatkowo Classica mianem pierwszego prawowitego następcy archaicznego już BlackBerry 9900. To, co w chyba najlepszym Boldzie w historii było kiepskie – tutaj zostało poprawione. Większy ekran, większa klawiatura, większy akumulator, nowszy system operacyjny, więcej aplikacji, lepsze podzespoły.

I gdyby świat nie poszedł do przodu, pewnie by na jego punkcie oszalał.

Tyle tylko, że świat nie tyle ruszył do przodu, co wystrzelił w kierunku przyszłości i to na długo przed tym, jak mocno spóźniony Classic – bazujący zresztą na podzespołach równie spóźnionego Q10 – trafił na rynek.

Najbardziej zapaleni fani BlackBerry mieli więc mocno pod górkę. Najpierw na rynek trafił wyłącznie dotykowy Z10, który dla wielu okazał się na tyle dobry, że można było o klawiaturze fizycznej zapomnieć. Dopiero potem do sklepów zawitał Q10, który jednak… pozbawiony został TrackPada, czyli jednego z najbardziej rozpoznawalnych elementów BlackBerry.

Tak naprawdę nie było wiadomo, dla kogo jest Classic.

Najbardziej oczywistą opcją wydawały się być korporacje, które mogłyby chcieć w takie telefony wyposażyć swoich pracowników. Zresztą i takie komunikaty płynęły ze strony kanadyjskiej firmy – to produkt dla naszych najwierniejszych klientów, a więc głównie dla tych, którzy niekoniecznie zafascynowani są tym, czy na ich smartfonie uruchomią Instagrama albo Snapchata.

Ich interesuje telefon bezpieczny, niezawodny, do tego z klawiaturą, która pozwoli im odpisać każdego dnia na dziesiątki, jeśli nie setki maili.

Ale, jak się okazało, ten plan – niemal identyczny jak w przypadku Leapa i Z3 – koszmarnie zawiódł.

Tak, Classic musiał odejść

Nie dość, że pewnie rekordów sprzedaży nie bił, to jeszcze był na rynku – co zresztą przyznaje samo BlackBerry – „dłużej niż większość współczesnych smartfonów”. A to, biorąc pod uwagę jego cenę i parametry, sprawiało, że po prostu musiał w końcu wypaść z oferty. Zaskoczenie? Żadne.

Następcy, cóż, nie ma i – w formie prawdziwego BlackBerry – nigdy już nie będzie. Poza tym co w formule Classica dałoby się poprawić? Parametry i tak były jak najbardziej ok, lepsze byłyby sztuką dla sztyki. Większy ekran psułby pomysł na urządzenie. Dotykowa klawiatura jak w Passporcie czy Privie? Sztuka dla sztuki.

Classic był ostatnią gałęzią linii urządzeń, której w tej formie nie dało się po prostu dalej rozwijać.

Tak, tak, będzie jeszcze pewnie jeden, może nawet więcej modeli BlackBerry z fizyczną klawiaturą i pewnie Androidem na pokładzie. O to możemy być spokojni.

Tylko czy będzie można dalej powiedzieć, że to jest to prawdziwe BlackBerry? Sama klawiatura i TrackPad to raczej trochę za mało.

Cóż, będziemy tęsknić. A swoje wzruszające historie o dobrych czasach z Boldem 9900 czy 9700 będziemy wysyłać na Twittera lub Facebooka prosto ze swojego Samsunga, Huawei albo iPhone’a.

Szkoda.

Dołącz do dyskusji

Advertisement