To Mercury – utopijny projekt aparatu uniwersalnego, który… ma szansę powstać

Artykuł/Foto 10.06.2016
To Mercury – utopijny projekt aparatu uniwersalnego, który… ma szansę powstać

To Mercury – utopijny projekt aparatu uniwersalnego, który… ma szansę powstać

Wyobraź sobie całkowicie uniwersalny aparat. Możesz fotografować nim w każdym formacie, cyfrowo i analogowo, z każdym obiektywem. Nie da się? Mercury pokazuje, że się da.

Fotografia to sztuka wyboru i kompromisu, zarówno na etapie tworzenia zdjęć, jak i dużo wcześniej, jeszcze podczas doboru sprzętu.

Przeglądając fora fotograficzne można odnieść wrażenie, że młodzi adepci sztuki fotografii więcej czasu poświęcają na dobór sprzętu i porównywanie tabelek, niż na robienie zdjęć. Właściwie trudno się temu dziwić, bowiem sprzęt nie należy do tanich, a wyborów od początku trzeba dokonać całe mnóstwo.

Kompakt, bezlusterkowiec, czy lustrzanka? Matryca mniejsza, czy większa? A może od razu pełna klatka? No i najważniejsze: Canon, czy Nikon?

uniwersalny-aparat-mercury-1

Po wyborze korpusu zaczyna się kolejny etap, czyli dobór obiektywu. I tu dopiero zaczyna się panika… Na marginesie, dobieranie obiektywów po zakupie aparatu nie ma zbyt wiele sensu. Szkła to inwestycja na lata i to wokół nich należy budować system. To do nich należy dobierać aparaty, nie odwrotnie. Korpusy zmienia się co kilka lat, a dobry obiektyw zostaje w torbie foto nawet przez dekady.

Mercury to próba stworzenia aparatu absolutnie uniwersalnego

Mercury to dość nietypowy projekt modularnego aparatu, do którego z jednej strony można podłączyć (niemal) dowolny obiektyw, a z drugiej (niemal) dowolną tylną ściankę. Małoobrazkową, średnio-, a nawet wielkoformatową, cyfrową, analogową, z papierem natychmiastowym, z kliszą… nie ważne. Domyślnie ma tu działać wszystko ze wszystkim.

mercury-2

Do Mercurego można podłączyć wszystkie dostępne na rynku cyfrowe ścianki średnioformatowe, w tym te od Phase One, Leaf, Hasselblada, etc. Części aparatu są wykonane w kilku technologiach. Niektóre zostały stworzone przez formowanie wtryskowe, a niektóre pochodzą z drukarki 3D.

Aparat ma działać w oparciu o autorski, w pełni otwarty system modularny. To oznacza, że poprzez odpowiedni przejściówki faktycznie będzie można podłączyć każdy obiektyw, zarówno ten współczesny, jak i taki wyprodukowany sto lat temu.

Twórcy projektu Mercury obecnie próbują uzbierać pieniądze w zbiórce na Kickstarterze. Póki co idzie to dość topornie, choć są duże szanse na pozytywny finał. Po kilku dniach twórcy zebrali 17 z zakładanych 50 tys. dol.

Projekt można wesprzeć różnymi kwotami. Począwszy od progu 110 dol. wspierający otrzymają własny aparat w najprostszej możliwej konfiguracji pozwalającej na wykonywanie analogowych zdjęć średnioformatowych. Najdroższy próg to 1500 dol. i obejmuje on aparat z cyfrową ścianką średnioformatową. Najtańszy cyfrowy wariant kosztuje 600 dol. i zawiera ściankę Leaf Valeo 11 formatu małoobrazkowego (pełna klatka).

mercury-1

Oczywiście wspierający akcję dostaną własne aparaty tylko pod warunkiem, że twórcy uzyskają pełne dofinansowanie projektu. Dostawy mają ruszyć w grudniu bieżącego roku.

Pomysł jest ciekawy, choć nie wróżę mu sukcesu

Sama koncepcja na całkowicie uniwersalny aparat brzmi bardzo kusząco i mogłaby znaleźć amatorów. Tyle tylko, że całość nabiera sensu dopiero przy ściankach cyfrowych, zaczynających się od 600 dol. Poziom 1500 dol. jest zupełnie abstrakcyjny.

Nie zrozumcie mnie źle, taka kwota wydana na sprawdzony aparat średnioformatowy nie jest ani trochę wysoka. W przypadku Mercurego potencjalny nabywca inwestuje jednak w produkt zerowej renomy, niewiadomego pochodzenia i niewiadomej jakości wykonania. Rozumiem, taka jest w końcu idea Kickstartera. Tyle tylko, że sprzęt jest na tyle niszową konstrukcją, że raczej nie zyska poklasku wśród fotografów.

Dołącz do dyskusji

Advertisement