Blady strach padł na wydawców żyjących z Facebooka

Felieton/Social media 30.06.2016
Blady strach padł na wydawców żyjących z Facebooka

Blady strach padł na wydawców żyjących z Facebooka

Trochę głupio tak samego siebie cytować, ale zaryzykuję: a nie mówiłem? Facebook w końcu wytnie wydawców mediów, którzy żyją prawie wyłącznie z ruchu z jego serwisu. Albo każe płacić, choć to na jedno wychodzi.

Lament – takim słowem można określić to, co dzieje się po wczorajszym ogłoszeniu zmian w sposobie wyświetlania treści w facebookowym News Feedzie. A zmiany są poważne – Facebook oficjalnie mówi, że jeszcze bardziej będzie stawiać na informacje przekazywane przez przyjaciół, członków rodzin oraz bliższych znajomych. Kosztem wiadomo kogo – wszelkiej maści wydawców oraz właścicieli fanpage’y.

Zresztą Facebook jest w tym przypadku zabójczo transparentny:

The specific impact on your Page’s distribution and other metrics may vary depending on the composition of your audience. For example, if a lot of your referral traffic is the result of people sharing your content and their friends liking and commenting on it, there will be less of an impact than if the majority of your traffic comes directly through Page posts.

czyli przekładając na nasze: jeśli nie masz zyliona udostępnień swoich wpisów, szczególnie tych z linkami do stron zewnętrznych, nie licz na to, że (prawie) komukolwiek z fanów wyświetlimy twoje treści.

Co to oznacza?

Z jednej strony oczywiście jeszcze niższe zasięgi fanpage’y, szczególnie tych, które należą do wydawców medialnych i którzy wykorzystują je do napędzania ruchu na stronach docelowych.

Rozkręcałeś fanpage’a, płaciłeś grube dziesiątki tysięcy złotych na różne aktywności dla fanów, uwierzyłeś przedstawicielom agencji, że Facebook to jedyna przyszłość? Zapomnij, że będziesz teraz z tego czerpał profity. Chcesz dotrzeć do swoich fanów, których już wcześniej kupiłeś? Płać. Płać jeszcze więcej, niż dotychczas, bo Facebook jeszcze bardziej ograniczył organiczny zasięg twoich postów.

Z drugiej strony obniżenie jakości serwisów internetowych. Pomyślcie tylko – jeśli płynie komunikat: masz zylion udostępnień = masz od nas zasięg, to co zrobią wydawcy dużych serwisów typu BuzzFeed z USA, czy Onet z Polski? Będą tłuc jeszcze więcej zdjęć kotów, roznegliżowanych WAGs, czy list w stylu: 10 największych wpadek modowych celebrytów. Bo niestety tylko takie treści mają szansę na wiralowe rozprzestrzenianie się, a to chce jeszcze bardziej doceniać Facebook.

Gdy się posłucha przedstawicieli największych firm tech na świecie, głównie: Google’a, Facebooka, czy Apple’a, to można by dojść do wniosku, że wybitnie zależy im na jakości mediów i dobrobycie ich wydawców.

Prawda jest jednak taka, że – sorry za kolokwializm – mają w dupie media. Tak jak program DNI wsparcia mediów europejskich przez Google’a jest farsą, tak apple’owskie zapędy naprawiania reklam są zamachem na kasę z nich, tak facebookowa troska o jakość mediów jest po prostu pięknie oprawionym bullshitem.

Facebook dba o siebie i tylko o siebie

W tym konkretnym przypadku chodzi o to, by jeszcze dłużej przytrzymać użytkownika w serwisie, by jeszcze bardziej zmusić wydawców do wydawania pieniędzy i by na koniec kwartału zaprezentować kolejne wzrosty we wszystkich parametrach.

Kto wierzy w brednie o szczytnych celach Facebooka, jest głupi. Ale w Facebooku mogą robić sobie co chcą. Mnie najbardziej wkurzają mądralińscy przedstawiciele agencji marketingowych, którzy wciskają swoim klientom kity nt. Facebooka.

Może teraz oddacie klientom kasę za pompowanie fanpage’y i społeczności na Facebooku, hę?

Dołącz do dyskusji