Days Gone to wielka gra. Dosłownie!

Relacja/Gry 16.06.2016
Days Gone to wielka gra. Dosłownie!

Days Gone to wielka gra. Dosłownie!

Miałem przyjemność obcować na zamkniętym pokazie z grą Days Gone, która… no cóż, jest powiewem świeżości na ścigającym własny ogon rynku gier wideo. Szykuje się potencjalny hit!

Trzy i pół roku utrzymywanych w tajemnicy prac, by wreszcie ujrzeć światło dzienne w dość zaawansowanej, ale nadal rozwojowej wersji. Days Gone to bardzo specyficzna gra. To połączenie lekkiego RPG z wielkim, otwartym światem i specyficznej gry akcji. W której choć nadal będziemy masakrować tysiące wrogów, to szybko nasza rola łowcy zmieni się w rolę zwierzyny.

Nasz główny protagonista to były członek gangu motocyklistów. „Były”, bo nastąpił koniec świata. Wybuchła tajemnicza zaraza w wyniku której większość ludzi zamieniła się… nie, nie w zombiaki. Kreatury, które opanowały świat, nie są nieumarłe. To zarażeni tajemniczym wirusem ludzie, choć ich zachowanie i ogólna wizja artystyczna wyraźnie były inspirowane filmową adaptacją World War Z.

Freakersi, bo tak twórcy nazwali naszych przeciwników, poruszają się w chmarach. Gigantycznych chmarach. Pierwsze, co zdumiewa od strony technicznej gry, to ich liczba generowana na ekranie. Dziesiątki, jeśli nie setki wrogów, prących w naszą stronę, każdy z własnym algorytmem sztucznej inteligencji.

Nie miejmy żadnych złudzeń: broń, którą przy sobie posiadamy, nie posłuży nam do masowej masakry. Odstrzelenie kilkunastu z nich da nam ciut czasu, by ratować swoją skórę. Jeśli nam się poszczęści. W grze cały czas jesteśmy w defensywie, próbując osiągnąć swój cel i nie dać się pożreć przez hordy przeciwników.

Days Gone, czyli próba dostosowania się do nowego świata

Z pokazanych mi fragmentów wynikało, że główny bohater to postać tragiczna. Ukochana, dzieci, przyjaciele… wszystko to przeminęło, a stan emocjonalny naszego bohatera niewiele różni się od Maksa „Mad” Rockatansky’ego. Bohater przyjmuje rolę łowcy nagród, który za godziwą wypłatę jest gotów podjąć się każdego zadania. I jest bezlitosny. Bez mrugnięcia okiem pozostawił podczas prezentowanego mi fragmentu rozgrywki błagającego o litość i pomoc kryminalistę na pożarcie przez freakersów, tylko po to, by samemu zyskać czas na ucieczkę.

Days Gone

Po wielkim, oszałamiająco szczegółowym świecie, poruszamy się za pomocą naszego motoru (trzeba będzie dbać o pełny bak…), który pełni też rolę dodatkowej skrytki na znalezione przedmioty, broń i amunicję. Część z nich będziemy mogli przerabiać na własne potrzeby przez prosty system craftingu (pokazywano mi, jak główny bohater przerabia tłumik samochodowy na taki do broni palnej).

Wspominałem już, że ta gra jest wielka?

Skala świata, który jest nam udostępniony w grze, jest imponująca. Dziesiątki kilometrów kwadratowych do eksploracji już widzieliśmy w innych grach, ale każde miejsce ma być bardzo, bardzo szczegółowo odwzorowane.

Days Gone

Patrząc po fragmencie gry, jaki mi zaprezentowano, ta obietnica zostanie spełniona. Przedmioty, elementy otoczenia, wszystko to jest interaktywne i może być przez nas wykorzystane do obrony. Wyobraźcie sobie dopieszczenie szczegółów znanych z liniowych, oskryptowanych gier i zmieszajcie to ze skalą i otwartością takich produkcji, jak Wiedźmin III czy Grand Theft Auto V.

Na dodatek również warstwa wizualna szokuje i aż trudno uwierzyć, że odpowiada za nią relatywnie prymitywna konsola do gier. Choć, niestety, jedna rzecz o tym przypomina. Gra z trudem osiąga płynność 30 klatek na sekundę, raczej operując bliżej 24 kl./s. Pamiętajmy, że prace nad nią nadal trwają i to może się zmienić, ale jedyna rzecz, jaka przeszkadza w zabawie, to ewidentny brak płynności rozgrywki.

Kto wie, może to będzie jedna z tych gier, dla których warto będzie wymienić PlayStation 4 na wersję Neo…

Dołącz do dyskusji