Tylko zobaczcie, jak Apple pięknie drepcze w miejscu

Felieton/Technologie 13.06.2016
Tylko zobaczcie, jak Apple pięknie drepcze w miejscu

Tylko zobaczcie, jak Apple pięknie drepcze w miejscu

Gdy podczas prezentacji pokazano zmiany, jakie pojawią się w watchOS miałem silne poczucie, że Apple ze mnie żartuje. Pisanie palcem na ekranie o wielkości 38 czy 42 mm? Wolne żarty. Nie zrobiły też na mnie wrażenia nowe wzory „tarcz” zegarka czy dzielenie się aktywnością. Wybuchnąłem śmiechem, gdy zobaczyłem Breathe. Apple nauczy nas jak oddychać? Prawie. Stworzył aplikację, która pomoże zestresowanym korposzczurkom zażyć kilku minut spokojnego oddechu z “przewodnikiem” w postaci zegarka.

Równie nudne były nowości w tvOS. Koncern z przytupem ogłosił, że wystarczy jedno logowanie, by mieć dostęp do wszystkich kanałów i serwisów VOD. Szczerze powiedziawszy zdziwiłem się, że wprowadził to dopiero teraz.

Więcej emocji wzbudziły zmiany w OS X. I nie chodzi wcale o nową nazwę, macOS. Odblokowywanie komputera z pomocą zegarka? Ruch wydaje się sensowny w kontekście współpracy poszczególnych urządzeń w ramach jednego ekosystemu. Ta możliwość to drobnostka, ale pokazuje konsekwencję w udoskonalaniu współpracy między różnymi gadżetami. Podobnie rzecz ma się z funkcją Universal Clipboard. W skrócie działa ona tak: kopiujesz tekst czy zdjęcie na iPhonie czy iPadzie, możesz je wykorzystać na Maku. Wygodne i ułatwiające pracę.

Zdecydowanie najciekawsze wydają się nowości pokazane w iOS.

Po raz kolejny nie mamy do czynienia z rewolucją, to oczywiste. Uśmiechnąłem się, gdy zobaczyłem, że podniesienie iPhone’a spowoduje jego wybudzenie. Killerficzer. Szkoda, że tak późno.

Najważniejszą i jakościową zmianą jest obsługa aplikacji z poziomu ekranu blokady. To oczywiście ewolucja całego systemu powiadomień. Rozwiązanie wydaje się bardzo wygodne. Dzięki niemu dużą część aktywności będziemy mogli wykonać bez odblokowywania iUrządzenia (nie oszukujmy się, ta funkcja sprawdzi się przede wszystkim na iPhonie). Równie interesujące jest zintegrowanie map z aplikacjami czy serwisami. Przykład podany na konferencji jest sugestywny: nie wychodząc z mapy będzie można wyszukać restaurację, zarezerwować w niej stolik, następnie zamówić taksówkę. Wygoda i jeszcze raz wygoda.

Nie przyspieszyły mojego pulsu inteligentne podpowiedzi nazwane Quick Type. W tym roku tego typu rozwiązanie zobaczyliśmy po raz trzeci. Pokazali je już Facebook i Google. Jasne, fakt że np. aplikacja Wiadomości wyłapie kontekst naszej wypowiedzi i podpowie, że na pytanie „Gdzie jesteś?” możemy odpowiedzieć zrzutem lokalizacji ma sens, ale już nie zaskakuje. Ważny jednak jest trend: automatyzacja i myślenie za użytkownika – to chcą wprowadzić giganci.

Totalnie nie zrobił na mnie wrażenia redesign aplikacji Apple Music. Koncern musiał ją poprawić, była po prostu kiepska. Równie mało ekscytujące wydaje się zintegrowanie aplikacji telefonu z serwisami VOIP. Ok, rozumiem, że są ludzie, którzy z nich korzystają. Zapewne się ucieszą. Tyle w temacie. Na siłę pompowano podczas konferencji zmiany w Wiadomościach. “Bańki” konwersacji podkreślające nastrój poprzez różne sposoby ich prezentacji? Trzy razy większe emoji? Sugestie zamiany tekstu w emoji? Fakt, jestem za stary na korzystanie ze Snapchata i te zmiany nie są dla mnie. Zapewne Apple chce wyjść naprzeciw młodzieży. Rozumiem to, ale nigdy z tych możliwości nie skorzystam.

Konferencja Apple zaskoczyła mnie mimo wszystko pozytywnie.

W głowie miałem już gotowy akapit o tym, że koncern nie pokazał nic nowego, a sam keynote nie powinien się odbyć. Nie było wielkich zapowiedzi, ale też nie spełniły się moje kasandryczne przewidywania na podstawie plotek, które od tygodni wyciekały do sieci. Apple ma ten sam problem, co inni giganci: w zasadzie drepcze w miejscu. Szuka nowego świętego Graala. W praktyce daje kolejne usprawnienia. Często przydatne i ułatwiające życie. O przełomie jednak nie ma mowy.

Czytaj więcej o nowościach Apple:

Dołącz do dyskusji

Advertisement