HoloLens swoje, a VR swoje – Microsoft ma kilka pomysłów na ulepszenie Oculusa

News/Nauka 05.05.2016
HoloLens swoje, a VR swoje – Microsoft ma kilka pomysłów na ulepszenie Oculusa

HoloLens swoje, a VR swoje – Microsoft ma kilka pomysłów na ulepszenie Oculusa

Microsoft uważa, że wirtualna rzeczywistość to tylko szczególna forma rzeczywistości rozszerzonej, na którą stawia na pierwszym miejscu. To jednak nie oznacza, że w VR nie należy inwestować. Zwłaszcza, że zajmuje się nim partner Microsoftu, a więc firma Facebook.

Czym jest wirtualna rzeczywistość? Okiem Microsoftu, to tryb rzeczywistości rozszerzonej, w której ta całkowicie zasłania świat realny. Różnica jest jednak większa, niż ten podział nam sugeruje, szczególnie jeśli chodzi o postrzeganie przez odbiorcę. To zasadnicza różnica pomiędzy goglami Microsoft HoloLens a Oculus Rift od Facebooka: te pierwsze mieszają wirtualne i realne światy, zaś te drugie przenoszą nas całkowicie do innego wymiaru, tworząc piękną, ale i niedoskonałą iluzję.

Microsoft nie ma własnego rozwiązania dedykowanego wirtualnej rzeczywistości. Stwierdzając, że nie ma dostatecznych zasobów by móc się zajmować obiema gałęziami rynku, skupia całe swoje wysiłki na Windows Holographic i rzeczywistości rozszerzonej, czego efektem są działające pod kontrolą Windows gogle HoloLens. Za to jeśli chodzi o wirtualną rzeczywistość, wszedł w sojusz z Facebookiem i pomaga ulepszać gogle Oculus Rift. Co kilka miesięcy informuje o swoich pracach, a dziś pokazał dwa nowe, związane z VR wynalazki. Jeden bardzo ciekawy, a drugi, z uwagi na swój wiek niemowlęcy, ciut zabawny. Zacznę od tego drugiego.

Użyj Kinecta i dotknij Minecrafta, czyli Microsoft VR

Problemem wirtualnej rzeczywistości na chwilę obecną jest fakt, że ta opiera się na oszukiwaniu dwóch zmysłów: wzroku i słuchu. Niestety, nie możemy niczego w owym VR poczuć na własnej skórze. Microsoft ma na to pewien pomysł, choć jak już wspominałem, jest on na bardzo, bardzo wczesnym etapie rozwoju.

Wynalazek na powyższej prezentacji wykorzystuje Oculusa, czujnik Kinect oraz grę Minecraft. Polega on na oszukiwaniu naszego mózgu poprzez drobne zmiany naszego pola widzenia. W efekcie wykorzystując tylko jedną tekturową kostkę możemy odczuwać złudzenie, że faktycznie coś własnymi rękoma budujemy w Minecrafcie. Ta dość złożona a zarazem prymitywna „stacja robocza” nie ma oczywiście szans na zastosowanie w rynkowych produktach, ale sam pomysł na manipulacją pola widzenia może być wykorzystany w kolejnych prototypach.

Nudności podczas przygód z VR? Rozwiązanie tego problemu kosztuje kilkanaście złotych

Kolejnym problemem wirtualnej rzeczywistości jest nasz błędnik. Co prawda Facebook (i konkurujący z nim sojusz HTC i Valve) po latach rozwiązał problem mikroopóźnień w reagowaniu na ruchy głową, ale jedna rzecz pozostaje: symulacja ruchu w przestrzeni wirtualnej powoduje nudności u wielu osób. Jak udało się ustalić z badań Microsoftu, główną przyczyną jest ograniczone pole widzenia. Jesteśmy przyzwyczajeni do prawie 180-stopniowego, podczas gdy gogle zapewniają nam około stu stopni. To, okazjonalne problemy z płynnością grafiki i niedoskonała jakość soczewek, to prosta droga do złego samopoczucia.

Rozwiązanie tego problemu okazało się zaskakująco proste. Rzekomo wystarczy na krawędziach pola widzenia zainstalować proste diody LED imitujące kolejne piksele. Kojarzycie jak działa technika Philips Ambilight w telewizorach? Pomysł Microsoftu jest bardzo podobny. Podobno skuteczny, a przede wszystkim bardzo tani.

Microsoft zaprezentował działanie tego mechanizmu zarówno na Oculus Rift od Facebooka, jak i na Gear VR od Samsunga. Czy którakolwiek z firm zainteresuje się tym pomysłem? Tego jeszcze nie wiemy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement