Weźcie sobie rozszerzone rzeczywistości i asystentów głosowych. Ja czekam na inną rewolucję

Felieton/Technologie 28.05.2016
Weźcie sobie rozszerzone rzeczywistości i asystentów głosowych. Ja czekam na inną rewolucję

Weźcie sobie rozszerzone rzeczywistości i asystentów głosowych. Ja czekam na inną rewolucję

Poza zgiełkiem premier nowych smartfonów, czy gorących, nowych komputerów, dzięki których wirtualna rzeczywistość znajdzie się bliżej nas, na rynek wkroczyła technologia, co do której mam ogromną nadzieję, iż jak najszybciej zagości dosłownie wszędzie.

Pisząc te słowa siedzę właśnie w jednej z trójmiejskich galerii handlowych. Rozglądam się dookoła i widzę, jak z absolutnie każdej witryny atakują mnie plakaty. Tu nowa promocja, tam reklama nowego produktu, w innym miejscu 8 milionów kumulacji Lotto.

Jadąc w to miejsce minąłem po drodze dziesiątki billboardów, w tym wiele z ogromnymi wyświetlaczami, zużywającymi dziennie tyle samo prądu, co przeciętne gospodarstwo domowe.

Tymczasem firma E-Ink, której wyświetlacze znamy głównie z czytników e-booków, pokazała właśnie nowy typ „elektronicznego papieru”, który w końcu może na dobre usunąć z krajobrazu te paskudne, zmieniane co kilka dni plakaty, zastąpić prądożerne bilboardy, znaki drogowe, rozkłady jazdy.

E-papier w końcu potrafi poprawnie wyświetlać kolor.

Nowy e-papier, nazwany Advanced Color ePaper (ACeP) wykorzystuje tę samą technologię, co zwykłe, monochromatyczne panele tego typu. Tyle tylko, że zamiast tylko czarnych i białych kapsułek pigmentowych, ma on kapsułki dla wszystkich ośmiu podstawowych kolorów. Tym sposobem na każdy piksel przypada osiem kapsułek, które będą podświetlane zależnie od zapotrzebowania na kolor.

E-Ink zaprezentował póki co panele o przekątnej 20” i rozdzielczości 1600 x 2500 pikseli (150 PPI), czyli nastawione właśnie na zastąpienie znaków drogowych, rozkładów jazdy czy plakatów. Według planów firmy komercyjna produkcja tych paneli ma się rozpocząć już za dwa lata i prawdę mówiąc – nie mogę się doczekać.

Nowa technologia jest ekscytująca na wielu płaszczyznach, a przede wszystkim, jej globalne wdrożenie z pewnością będzie odczuwalne pod kątem ekologicznym. Wystarczy pomyśleć, ile mniej papieru będą zużywać sklepy mało- i wielkopowierzchniowe, gdy nie będą już musiały przy każdej zmianie promocji drukować nowych plakatów, zamiast tego jednym kliknięciem zmieniając wyświetlane informacje na panelach E-Ink.

Już teraz coraz więcej sklepów korzysta z elektronicznych cen wykorzystujących e-papier, bo to nie tylko oszczędność papieru, ale też czasu i energii: zamiast kilka razy w tygodniu drukować i wymieniać ceny na półkach, ceny zmieniają się automatycznie po wprowadzeniu nowych wartości do systemu. A że panele E-Ink odświeżają się tylko przy zmianie treści, taka elektroniczna cena może pracować ponad rok na pojedynczej bateryjce od zegarka.

Pisałem już kilka razy o innych zastosowaniach e-papieru: w Australii e-papier już teraz zaczyna zastępować znaki drogowe. W Londynie rosnąca liczba przystanków autobusowych korzysta z e-inkowych rozkładów jazdy, połączonych siecią 3G do systemu komunikacji miejskiej.

Czytelnicy też mogą już zacierać ręce, bo chociaż w tej chwili mowa tylko o panelach dużej wielkości, to możemy być pewni, że za kilka lat technologia się zminiaturyzuje i panele ACeP trafią także do e-czytników. Czyli w końcu będziemy mogli czytać komiksy w kolorze, na wyświetlaczach nie męczących wzroku i na urządzeniach, których nie trzeba co noc podłączać do ładowarki.

To jest rewolucja, na którą czekam. Nie żadne tam asystenty czy wirtualne rzeczywistości.

Naszą uwagę na co dzień konsumują technologie, które robią większe wrażenie, ale bardzo często ich użyteczność w powszechnym zastosowaniu nie wykracza poza rolę… cóż, gadżetu.

Tymczasem to właśnie taka technologia jak nowy e-papier będzie miała na nas większy wpływ, niż powolnie rozwijająca się wirtualna/rozszerzona rzeczywistość, czy asystenci głosowi. Te technologie potrzebują jeszcze wielu lat, by stać się spełnieniem naszego futurystycznego snu. E-papier zaś, wdrożony wszędzie tam, gdzie obecnie widzimy tradycyjne plakaty i oznaczenia, to rzeczywistość, którą odczujemy wszyscy.

Łatwo mi spojrzeć na sklep, przed którym właśnie siedzę i wyobrazić sobie, że zamiast paskudnych, pogniecionych, kartonowych nakładek na bramki zabezpieczające, za kilka lat zobaczę tam po prostu nałożony panel E-Ink. Że informację o godzinach otwarcia sklepu w długi weekend, nadrukowaną na zwykłą kartkę A4 i krzywo przyklejoną do witryny zastąpi schludny, wielofunkcyjny wyświetlacz z informacjami.

Że w końcu pojawi się technologia, która uprzątnie ten bajzel, na który już się po prostu nie da patrzeć. Nie łudzę się, że zmieni się dzięki temu polityka reklamowa, skąd; nadal będziemy zakrzyczani przez wszechobecne banery.

Ale może w końcu zaczną one jakoś wyglądać, a przy okazji ich obecność przestanie być przynajmniej szkodliwa dla natury, skoro – niestety – musi pozostać szkodliwa dla naszych mózgów.

Czytaj również:

Dołącz do dyskusji

Advertisement