Z tego smartfona aż chce się korzystać. Huawei P9 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 09.05.2016
Z tego smartfona aż chce się korzystać. Huawei P9 – recenzja Spider’s Web

Z tego smartfona aż chce się korzystać. Huawei P9 – recenzja Spider’s Web

Pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne. Im dalej w las tym… nie, nie lepiej, ale z pewnością też nie gorzej. Jaki jest Huawei P9? Zapraszam do recenzji.

Huawei P9 to najtańszy flagowy smartfon 2016 roku. Cena na poziomie 2399 zł za podstawową wersję najprawdopodobniej i tak odstraszy przeciętnego klienta, ale z drugiej strony, mocno skonfunduje potencjalnego nabywcę. W końcu inne smartfony tej klasy kosztują 3000, 3200, a nawet 3600 zł. Gdzie tkwi haczyk?

Huawei P9 w pigułce

Huawei P9 na papierze prezentuje się tak, jak na współczesnego flagowca przysłało. Ekran ma przekątną 5,2 cala i rozdzielczość 1920×1080 pikseli (423 ppi). Jest on pokryty odpornym szkłem Gorilla Glass 4, którego krawędzie są wykonane w technologii 2,5D, czyli są ładnie wyprofilowane.

Smartfon jest napędzany przez ośmiordzeniowy procesor HiSilicon Kirin 955, na który składają się cztery rdzenie Cortex-A72 (po 2,5 GHz) oraz cztery Cortex-A53 (po 1,8 GHz). Układ graficzny to Mali-T880 MP4.

Huawei-p9-recenzja-01

Testowana przeze mnie wersja smartfona ma 3 GB pamięci RAM i 32 GB wbudowanej pamięci. Istnieje też wariant 4/64 GB. Oba można rozszerzyć poprzez kartę microSD o pojemności do 128 GB. Smartfon obsługuje jedną kartę SIM. Akumulator ma 3000 mAh i nie możemy go wymienić we własnym zakresie. Zamiast tego obsługuje szybkie ładowanie, a ładujemy go poprzez port USB-C.

W pudełku, poza smartfonem, znajdziemy ładowarkę USB-C z odłączanym kablem i dość przeciętne słuchawki douszne z pilotem do odbioru połączeń i zmiany głośności oraz utworów.

P9 pewnie leży w dłoni, jest ładnie wykonany, no i to szkło 2,5D… Jest dobrze.

Wygląd Huawei P9 bardzo przypadł mi do gustu. Klasyczna bryła i cienkie ramki sprawiają, że telefon nie tylko ładnie wygląda, ale też dobrze leży w dłoni.

Huawei-p9-recenzja-03

Z przodu świetnie prezentuje się połączenie wąskich ramek wokół ekranu i szkła 2,5D, które bardzo ładnie załamuje światło. Uwierzcie, to właśnie ten efekt sprawia, że w porównaniu do Huawei P8, nowa P-dziewiątka wygląda jak smartfon ze znacznie wyższej półki.

Aluminium na bokach i na tyle urządzenia zapobiega wyślizgiwaniu się telefonu z ręki, co niestety zdarza się przy szklanych obudowach. Boczne krawędzie są w P9 lekko zaoblone, dzięki czemu smartfon łatwiej jest podnieść ze stołu. Poprawiono więc ergonomię względem poprzednika.

Jeśli chodzi o porty i przyciski na bocznych ramkach, mamy tu dość standardowy zestaw (przyciski głośności, włącznik, szufladka na SIM+microSD), w którym zdecydowanie brakuje mi dedykowanego przycisku migawki. U dołu mamy port słuchawek, złącze USB-C i pojedynczy głośnik. Ten ostatni jest dość przeciętny, a na najwyższych poziomach głośności irytuje piskliwym, lekko trzeszczącym dźwiękiem.

Huawei-p9-recenzja-05

Niestety aluminiowa obudowa dość kiepsko znosi próbę czasu. Mimo że bardzo dbam o urządzenia elektroniczne, to po miesiącu, nie wiadomo skąd, pojawiła się rysa na tylnej ściance. Przód chroni szkło Gorilla Glass 4, więc nie powinno być takich niespodzianek.

Największa wada ekranu? Nie jest to OLED. Największa zaleta? Nie jest to OLED.

Przede wszystkim: nie daj sobie wmówić, że rozdzielczość Full HD na przekątnej 5,2 cala to za mało. I tak nie będziesz w stanie dostrzec pojedynczych pikseli. QHD z Samsungów jest dobre do VR-u, ale na co dzień tak naprawdę robi więcej złego, niż dobrego. Mam tu na myśli wpływ na baterię. Większa rozdzielczość po prostu pobiera więcej prądu.

Huawei-p9-recenzja-13

A co, jeśli chodzi o jakość obrazu? Panel IPS z P9 ma bardzo wysoką jakość, lecz jest całkowicie inny od paneli OLED. Nie jest ani gorszy, ani lepszy. Jest po prostu inny.

Największymi przewagami nad OLED-em są biel, która nie skręca w zieleń ani pomarańcz, a także świetne kąty widzenia. Z kolei największą wadą jest czerń, która wyraźnie przegrywa z OLED-em… choć widać to dopiero przy bezpośrednim porównaniu obu typów ekranu. W praktyce kontrast ekranu Huawei P9 jest wysoki, a kolory są nasycone, lecz pozostają naturalne. Dużą zaletą jest bardzo wysoka jasność ekranu. Ekran to jedna z dużych zalet Huaweia P9.

Czytnik linii papilarnych umieszczony z tyłu? Uważałem, że to bez sensu. Do momentu, kiedy zacząłem go używać.

Jedną z nowości w P9 jest też czytnik linii papilarnych. Działa on błyskawicznie, nawet w sytuacji, gdy palec jest lekko zawilgocony i obsługuje do 5 różnych odcisków. Początkowo nie byłem przekonany do umiejscowienia na tylnej ściance, ale szybko przyzwyczaiłem się do tego rozwiązania. Teraz uważam je za bardzo wygodne.

Huawei-p9-recenzja-10

Co prawda w nietypowych sytuacjach – np. kiedy smartfon jest w uchwycie samochodowym – takie umiejscowienie może być problemem, ale ostatecznie ekran zawsze można odblokować kodem pin.

Czytnik ma jedną genialną funkcję. Jeśli przesuniemy po nim palcem, możemy wysuwać i chować menu powiadomień. Tak się przyzwyczaiłem do tej funkcji, że jej brak w innych smartfonach zaczyna mnie irytować kiedy tylko biorę je do ręki.

Wydajność? Nie ma powodów do narzekań. System? Cóż, chińskie DNA jest w nim silne.

Autorskie procesory Kirin często były krytykowane za gorszą wydajność w grach. Procesor i układ graficzny Huawei P9 testowałem w kilku tytułach i za każdym razem rozgrywka była płynna. Jeśli jesteś graczem, Huawei P9 cię nie rozczaruje. Smartfon osiąga niemal 98 tys. punktów w benchmarku AnTuTu.

Jeśli chodzi o nagrzewanie się podczas grania – owszem, P9 potrafi się nagrzać, ale ani razu się nie przegrzał. Po prostu robi się ciepły, co jest zupełnie standardowym zachowaniem. Co ważne, taka sytuacja występuje tylko przy graniu.

Huawei-p9-recenzja-09

A system? Też jest szybko i płynnie. Smartfon działa bez zadyszki nawet kiedy mamy wiele aplikacji otwartych w tle. Skłamałbym, gdybym powiedział, że przez miesiąc smartfon ani razu nie miał laga – owszem, zdarzało mu się. W końcu to Android. Czasem wywołanie klawiatury nie jest natychmiastowe, a czasem jakaś aplikacja ma swoje humory i przez moment reaguje na polecenia z lekkim opóźnieniem. To jednak wyjątki, o których wspominam z obowiązku. Najważniejsze, że smartfon ani razu nie przekroczył tej cienkiej granicy irytacji.

Oprogramowanie to Android 6.0 ukryty pod dość dyskusyjnym interfejsem EMUI 4.1. Jednym się to spodoba, innym nie. System wyróżnia się brakiem szuflady aplikacji, a więc wszystkie ikonki są na ekranach głównych. Poza tym dosłownie każdy element systemu jest zmodyfikowany w stosunku do czystego Androida.

P9 jest którymś z kolei smartfonem Huawei, który testuję i zdążyłem się już przyzwyczaić do tego interfejsu. Nowi użytkownicy będą musieli przywyknąć, albo zainstalować inny launcher. Najważniejsze jest to, że z wersji na wersję EMUI działa znacznie lepiej, a w najnowszej odsłonie właściwie przestał się gryźć z Androidem, co wcześniej czasami się zdarzało.

EMIU oferuje szereg dodatkowych funkcji aktywowanych różnymi gestami. Możemy wyciszać dzwonek kładąc smartfona ekranem do dołu, odbierać połączenia przykładając telefon do ucha, czy wykonywać różne akcje kostkami. Jest tego naprawdę sporo, a więc każdy gadżeciarz znajdzie tu coś dla siebie. Zabrakło mi jedynie opcji „double tap to wake”. Huawei P9 pozwala zmniejszyć cały interfejs poprzez przejechanie palcem po pasku nawigacyjnym. Dzięki temu nawet górna krawędź jest w zasięgu kciuka. Jeśli chodzi o pasek nawigacyjny, możemy zmieniać kolejność przycisków, a także schować przyciski pod specjalnym „przyciskiem wiszącym” widocznym przy krawędzi ekranu. Na ekranie blokady mamy też menu ze skrótami wysuwane spod dolnej krawędzi.

Niestety nadal EMUI jest zalane niepotrzebnym oprogramowaniem, którego nie można usunąć. Szkoda.

Już nigdy nie kupię smartfona, który nie będzie miał szybkiego ładowania.

Akumulator Huawei P9 ma pojemność 3000 mAh i zapewnia ok. 3,5 godzin grania w gry 3D albo ok. 7 godzin włączonego ekranu. W praktyce i tak będziesz go ładował co noc, ale przy standardowym użyciu na koniec dnia będziesz miał ok. 40 proc. naładowania, co pozostawia spory komfort psychiczny.

Huawei-p9-recenzja-11

Absolutnie genialną funkcją jest szybkie ładowanie. Kilkanaście minut przy gniazdku potrafi zdziałać cuda. Im bardziej rozładowany akumulator, tym więcej zyska po takim krótkim ładowaniu.

Dla mnie to przełomowa funkcja bez której nie wyobrażam sobie smartfona w 2016 roku.

Aparat, czyli gwóźdź programu.

Dwa obiektywy, sygnatura Leiki i dokładny opis parametrów obiektywu od razu sugerują, że Huawei postawiło mocny nacisk na funkcje foto. Widać to także… w reklamach Huawei, które mocno podkreślają współpracę z Leicą i promują hashtag #OO nawiązujący do podwójnego obiektywu.

Obiektywy mają światło f/2.2, co stawia je daleko za konkurencją (Samsung Galaxy S7 zszedł już do poziomu f/1.7). Z kolei matryce mają po 12 MP, a wielkość piksela to 1,25 µm.

Oba obiektywy mają ten sam kąt widzenia, a więc Huawei obrało inną drogę, niż LG w swoim G5. Za jednym obiektywem znajduje się matryca kolorowa, a za drugim, czarno-biała. Pierwsza daje informacje o kolorze, a druga o drobnych szczegółach. W standardowym trybie smartfon łączy informacje z obu matryc i tworzy szczegółowe zdjęcie kolorowe. Jeśli chcemy, możemy przełączyć się na prawdziwy monochrom uzyskany z matrycy, a nie z oprogramowania. Bardzo polubiłem ten tryb. W wielu przypadkach daje on ostrzejsze i bardziej szczegółowe zdjęcia.

Dwa obiektywy pozwalają też zmieniać głębię ostrości po wykonaniu zdjęcia, ale efekty wyglądają bardzo sztucznie, głównie z uwagi na fakt, że rezultat jest uzyskiwany programowo, a algorytmy dość przeciętnie izolują pierwszy plan od tła.

Jakość zdjęć jest bardzo, bardzo dobra. Przykłady mówią same za siebie. Aparat przy zdjęciach z bliska bez problemu rozmywa tło i robi to bardzo ładnie. Kolory są naturalne, zakres tonalny wręcz imponujący. Dość trudno jest tu przepalić niebo. Zdjęcia nocne też prezentują się bardzo dobrze, choć oczywiście są mniej szczegółowe.

Niestety optyka Huawei P9 jest wyraźnie zoptymalizowana pod małe odległości ostrzenia. Jeśli fotografujemy obiekty znajdujące się blisko smartfona, będą one bardzo szczegółowe. Gorzej wyglądają ujęcia krajobrazowe. Odległym planom brakuje szczegółów, a efekt pogarsza dość intensywne wyostrzanie.

Aparat uruchamia się szybko, a autofocus też nie rozczarowuje, chociaż nie jest tak szybki jak w nowych Samsungach. Aplikacja aparatu jest logiczna i czytelna. Mamy tu bardzo udany tryb PRO, który aktywuje się wyciągnięciem z dołu dodatkowej belki z ustawieniami. Aparat zapisuje pliki RAW, ale tylko z kolorowej matrycy. Wielka szkoda, że nie nie mamy surowych plików z matrycy czarno-białej.

W trybie wideo spodobała mi się wydajna stabilizacja. Nagrania z ręki wyglądają dobrze, nawet w ruchu. Jakość wideo niestety rozczarowuje kiedy oglądamy filmy na dużym ekranie. Brakuje mi tu tej szczegółowości ze zdjęć. Niestety zabrakło też nagrywania w 4K, co jest dość sporym minusem u flagowego smartfona. Jakość 1080p w 60 kl/s to trochę za mało.

Z kolei przednia kamerka ma 8 MP, światło f/2.4 i nagrywa w 1080p. Huawei nie byłby sobą, gdyby nie zaimplementował dodatkowych trybów do zdjęć selfie, takich jak upiększanie.

*Zdjęcia w pełnej rozdzielczości można pobrać z tego adresu. Archiwum ZIP, 138 MB.

No więc gdzie tkwi ten haczyk?

Po miesiącu spędzonym z Huawei P9 już mam odpowiedź na to pytanie. Nie ma jednego haczyka, z którego wynikałaby niższa niż u konkurencji cena. Jest za to cały szereg elementów, które dla jednych będą ledwie istotnymi, drobnymi minusami, a dla innych będą dyskwalifikującymi wadami.

Huawei P9 wygląda bardzo ładnie, ale obudowa ma tendencje do zarysowań. Smartfon jest szybki, ale na pewno zniechęci część osób nakładką EMUI. Czytnik linii papilarnych jest bardzo dobry, ale jego umiejscowienie nie wszystkim się spodoba. Bateria obsługuje szybkie ładowanie, ale nie każdy jest fanem nowego standardu USB-C. Z kolei aparat robi świetne zdjęcia, ale jest dość przeciętny w wideo. Jak widać, takich kontrastów mamy tu sporo, lecz wcale nie oznacza to, że P9 jest złym smartfonem. Patrząc przez pryzmat ceny, jest wręcz jednym z najlepszych.

Huawei P9 bardzo przypadł mi do gustu. Bez porównania bardziej, niż jego poprzednik, czyli Huawei P8. Ba! Choć miesiąc temu wydawało mi się to niemożliwe, dziś uważam, że P9 jest lepszy od Samsunga Galaxy S6, którego używałem przez długi czas i wręcz uwielbiałem. Na pewno wielu z was będzie rozważać, czy wybrać Galaxy S6, czy P9, z uwagi na porównywalną cenę. Oba smartfony są bardzo dobre, żaden nie rozczaruje, ale P9 będzie odrobinkę lepszym wyborem.

Huawei nareszcie stworzyło smartfona, którego chce się używać.

SPRAWDŹ: Spider's Web TV na YouTubie - zasubskrybuj teraz, żeby nie przegapić nowych materiałów!

Dołącz do dyskusji