Nie potrafię spokojnie patrzeć, jak nawołuje się do ponownego otwarcia Auschwitz

Felieton/Social media 16.05.2016
Nie potrafię spokojnie patrzeć, jak nawołuje się do ponownego otwarcia Auschwitz

Nie potrafię spokojnie patrzeć, jak nawołuje się do ponownego otwarcia Auschwitz

Trzy francuskie organizacje przeciwdziałające dyskryminacji, rasizmowi i homofobii planują pozwać Facebooka, Twittera i YouTube za nieusuwanie w sensownym czasie zgłoszonych postów i komentarzy, które naruszają francuskie prawo. Nie panikujcie. Wbrew temu, co krzyczą nagłówki, Francja nie pozywa tych serwisów, a całość nie będzie miała żadnych konsekwencji; no, może prócz rozgłosu dla tychże organizacji i zwrócenia odrobiny uwagi na problem nielegalnych treści w mediach społecznościowych.

Wszyscy znamy te komentarze zapraszające do gazu, do wieszania, gwałtów, kamienowania ze względu na pochodzenie, kolor skóry, religię czy orientację seksualną. Chociaż lubimy wmawiać sobie, że ekstremalna nienawiść w sieci to taka polska przypadłość, to faktycznie zdarza się na całym świecie.

Różne kraje mają różne prawa, wolność słowa nie zawsze oznacza tego samego w różnych krajach. W większości Europy ze względu na naszą historię zabronione jest nawoływanie do nienawiści czy przemocy na tle rasowym czy religijnym. W Stanach natomiast wolność słowa jest taką całkowitą wolnością słowa – możesz wyzywać i opluwać niemal jak chcesz każdego, bo nie słowa, a czyny są zabronione.

Serwisy społecznościowe to znowu państwa same w sobie. Mają własne zasady, własne regulaminy, zwykle ostrzejsze w tym, czego zabraniają. Niemal każdy ma zapisy o zakazie używania języka nienawiści i dyskryminacji. Tyle że takie zapisy trudno wyegzekwować.

A w artykule o pozywających Facebooka, Twittera i YouTube’a organizacjach podano informację, że zgłosiły one w miesiąc 586 postów, z czego Twitter usunął z nich tylko 4 proc., YouTube 7 proc., a Facebook 34 proc.

Nie wiem jak traktować te informacje, bo nie mam pojęcia co to były za posty, jakie miały treści i czy faktycznie były nieregulaminowe, lub nawet nielegalne. Według informacji z mediów ma to jednak świadczyć, że serwisy te są winne niereagowaniu na zgłoszenia.

Ustalmy jedno: Facebook, YouTube i Twitter to każde z osobna jedyne w swoim rodzaju piekiełko, z ogromnym wyzwaniem w postaci moderacji postów i komentarzy.

Większość ze zgłaszanych treści albo nie trafia nawet to żywych moderatorów i oceniana jest przez algorytmy, albo jest oceniania przez sekundę, przez zmęczonego pracownika z translatorem. Dlatego często pomijany jest kontekst, dlatego serwisy czasem usuwają niewinne rzeczy, a pozostawiają posty jawnie łamiące prawo.

Dopóki nie ma wielkiego protestu ze strony użytkowników, dopóty serwisy nie przeznaczą większych środków na lepszą moderację treści. W tym kontekście pozew organizacji z Francji może przynieść pozytywny skutek.

Jednak mam dużo wątpliwości względem samego pozwu, bo nie wiem, czy dotyczy on postów pisanych z Francji, po francusku? Czy – tak jak postuluje się w pozwie – Facebook mając obowiązek usuwać posty niezgodne z francuskim prawem musi je usunąć z całego Facebooka, bo Francuzi mogą potencjalnie mieć do nich dostęp?

Czy jeśli polskie organizacje religijne pozwą Facebooka za niekasowanie postów obrażających uczucia religijne (a przecież w naszym prawie istnieje taki denny zapis, o karaniu za obrazę uczuć religijnych) z Facebooka, to na zawołanie polskich, wrażliwych osób wierzących będą musiały zniknąć wszystkie satyryczne strony przedrzeźniające katolicyzm, i to strony z całego świata?
Mam spory dylemat. Jestem tym, co pewnie wielu z was nazywa lewakiem; nie lubię języka rynsztoku używanego w rasistowski, homofobiczny, dyskryminujący sposób, nie potrafię spokojnie patrzeć na nawoływanie do ponownego otwarcia Auschwitz.

Jednak w lakonicznej, przerysowanej informacji z Business Insidera o tym, że “Francja pozywa Facebooka, YouTube’a i Twittera” widzę wiele nieścisłości i problemów. Internetowa globalizacja sprawiła, że międzynarodowi giganci próbują wymykać się prawu poszczególnych krajów, tworzą własne prawo w postaci swoich zasad i wprowadzają własne służby porządkowe, zwykle działające kiepsko.

Nie wiem, czy chcę, by wolność słowa, w którą wierzę – ta wolność kompletna, pozwalająca każdemu pokazać, jakim jest idiotą – była ograniczana w sieci jeszcze bardziej, niż teraz. A wyżej wspomniany pozew mógłby stanowić precedens niosący za sobą potężne konsekwencje.

Nie wiem, co gorsze.

Dołącz do dyskusji

Advertisement