Na pokaz Overwatch szedłem bez przekonania, a po dwóch godzinach wyszedłem oczarowany

Relacja/Gry 08.04.2016
Na pokaz Overwatch szedłem bez przekonania, a po dwóch godzinach wyszedłem oczarowany

Na pokaz Overwatch szedłem bez przekonania, a po dwóch godzinach wyszedłem oczarowany

Piątkowym popołudniem udałem się na pokaz nowej gry wideo od Blizzarda. Overwatch, bo taki tytuł nosi nowy shooter twórców serii Diablo i Starcraft topowego MMO ostatnich lat, World of Warcraft, okazał się szalenie miłym zaskoczeniem. Po dwóch godzinach ze sporym żalem odkładałem pada i zdejmowałem z głowy słuchawki.

Najnowsza gra Blizzarda, czyli cieszącego się ogromną estymą studia produkującego hitowe gry wideo, została nazwana Overwatch. Podobnie jak wiele poprzednich produkcji gra nastawiona jest na rozgrywkę wieloosobową, a twórcy po raz pierwszy przygotowali dla graczy grę osadzoną w futurystycznych realiach z widokiem FPP.

Graliśmy już w Overwatch

Overwatch to dynamiczny drużynowy shooter.

Za małolata spędziłem długie godziny przy drugiej odsłonie Diablo i sam sobie dziękuję, że nigdy nie wkręciłem się na dobre w World of Warcraft. W Diablo 3 zagrałem niejako z obowiązku, a chociaż gra mi się podobała, to oddałem płytę – żeby nie kusiło mnie grindowanie po nocach i przechodzenie tych samych map poszukiwaniu nowych przedmiotów.

Wiedząc, że gry Blizzarda uzależniają i z premedytacją nie interesowałem się zbytnio najnowszą grą studia. Doskonale zdaję sobie sprawę, że studio ma wielu fanów, a ich produkcje powstają latami i są zwykle szalenie grywalne, ale łączy je to, że pożerają też niemożebnie wiele czasu. Mając okazję pograć w Overwatch przed premierą postanowiłem sprawdzić nowy tytuł.

Nie ma wątpliwości, że Overwatch to gra Blizzarda.

Nie ma tutaj może potworów z piekła rodem, orków i walki na miecze, ale gra jest szalenie grywalna i momentami i w trakcie starć przypomina futurystyczne Diablo przerobione na shootera. Co prawda gra nastawiona jest na multiplayer – nie ma tu questów, zwiedzania lochów i craftingu – ale sama rozpierducha, że tak to dosadnie ujmę, daje ogromnie dużo frajdy.

Graliśmy już w Overwatch

Miałem okazję rozegrać kilka meczów w dwóch różnych trybach stając po obu stronach barykady. W obu naprzeciwko siebie stawały grupy składające się z sześciu zawodników, a każdy z graczy wybierał swojego herosa. Bawiliśmy się wspólnie w przejmowanie lub bronienie punktów kontrolnych oraz w prowadzenie lub atakowanie konwoju.

Stylistycznie gra przypomina trochę… League of Legends przeniesione w futurystyczne realia.

Overwatch osadzone jest w futurystycznym klimacie, a gracze stają przeciwko sobie na różnorodnych arenach. Zamiast zwykłych żołnierzy pod kontrolę zawodników oddawani są mocno przerysowanie i nieco mangowi herosi. Każda z postaci ma inny zestaw broni i umiejętności specjalnych – mamy typowych wojowników z ciężką bronią, różne tanki, postaci defensywne itp.

Dwie godziny, a tyle trwała prezentacja Overwatch w której brałem udział, to zdecydowanie za mało, by zagrać przynajmniej jedną pełną partię każdym z bohaterów. Na szczęście po każdej śmierci awatara można było wymienić bohatera na inną jednostkę po powrocie do bazy. Skwapliwie z tej możliwości korzystałem i znalazłem nawet kilku faworytów.

Graliśmy już w Overwatch

Najbardziej do gustu przypadła mi żeńska bohaterka z rakietnicą, a granie nią przypomniało mi długie godziny spędzone przy niesamowitym Quake III: Arena.

Plejada postaci jest naprawdę różnorodna, tak samo jak ich zdolności. Eksperymentowałem też z innymi postaciami, a wybór był całkiem spory – od typowych żołnierzy z karabinem maszynowym, przez roboty zamieniające się w stacjonarne wieżyczki strzelnicze i teleportującą się dziewuchę, po mrocznego ninję i ducha rzucającego we wrogów kulkami energii.

Część bohaterów może regenerować zdrowie drużyny i rzucać pozostałym graczom pancerz, inni zapewniają drużynie zdolność widzenia przez ściany, a kolejni zostawiają pułapki. Gra wydaje się przez to nieco chaotyczna, ale po dwóch godzinach zabawa szła nam całkiem sprawnie, a moja drużyna zaczęła łapać, które postaci sprawdzają się przy obronie, a które przy ataku.

overwatch-preview-gameplay-5

Overwatch pewnie nie przypadnie do gustu starym wyjadaczom, którzy zjedli zęby na polach bitew w Battlefieldzie, Call of Duty lub Counter Strike’u. Może za to przypaść do gustu młodszemu pokoleniu, które przyzwyczajone jest do uproszczonej mechaniki i nie wyobraża sobie długich czasów od respawnu do respawnu, zbierania amunicji z ziemi i wybierania samodzielnie zestawu spluw i wyposażenia przed rozpoczęciem meczu.

W Overwatch bardzo łatwo się wkręcić, ale już teraz widzę, że na poznanie map, bohaterów, umiejętności i opracowanie taktyk trzeba będzie poświęcić długie, długie godziny.

Dołącz do dyskusji