Neutralność Sieci – w teorii jest zapewniona, w praktyce przypadek Netflixa pokazuje, że wciąż są w Sieci „równi i równiejsi”

Artykuł/Blog Forum 12.04.2016
Neutralność Sieci –  w teorii jest zapewniona, w praktyce przypadek Netflixa pokazuje, że wciąż są w Sieci „równi i równiejsi”

Neutralność Sieci – w teorii jest zapewniona, w praktyce przypadek Netflixa pokazuje, że wciąż są w Sieci „równi i równiejsi”

Od kilkunastu lat trwa na Świecie emocjonalna debata o tak zwanej Neutralności Sieci – idei, zgodnie z którą wszyscy użytkownicy mieliby być równo traktowani, a dostawcy ani rządy nie mogłyby ingerować w sposób, jakimi korzystamy z Internetu. To się wydaje tak naturalne i oczywiste, że aż nie podlegające dyskusji. A jednak…

Są duże pieniądze, są i duzi gracze…

Debata nabrała tempa po tym, kiedy amerykańska telewizja kablowa i dostawca Internetu – ComCast, zaczęła maksymalnie spowalniać pobór przez klientów dużych plików z serwisów P2P, co zapychało sieć. Chwilę później operatorzy mobilni zaczęli blokować lub nadawać najniższy priorytet danym wysyłanym przez mobilny Skype, w obawie o utratę przychodów z rozmów. Duże firmy operujące w sieci wykupywały u dostawców „autostrady” umożliwiające szybki dostęp do ich serwerów – szybszy niż w przypadku konkurentów. Mniejsze, jak start-upy zakładane przez kierowanych pasją studentów poczuły się zagrożone i spychane na margines. Pojawiły się zarzuty o dyskryminację i faworyzowanie.

Dyskusja znalazła swój finał w 2015 roku, kiedy FCC przyjęła „Title 2” – aneks do Ustawy o Komunikacji, zapewniający (jak się później okazało, nie w 100%) neutralność sieci na rynku amerykańskim. W listopadzie 2015 roku taką dyrektywę – ale z pewnymi różnicami w stosunku do amerykańskiego pierwowzoru, przyjął Parlament Europejski, zobowiązując Państwa Członkowskie do odpowiedniego dostosowania prawa „u siebie”. Okazuje się jednak, że to nie likwiduje problemu.

Dostawcy Internetu są trzymani w ryzach, dostawcy treści – mogą wszystko.

Te regulacje są jednak mocno dziurawe, i to zarówno w USA jak i w UE, ponieważ dotyczą jedynie ISP (Internet Service Provider), nie dotykając w ogóle dostawców treści. Wiecie, że otwierając stronę o tym samym adresie zobaczycie inną zawartość w zależności od tego, czy logujecie się z Polski, czy ze Stanów Zjednoczonych? A to, że jakość pobranego pliku może być różna w zależności od kraju, z którego rozpoczęto połączenie? To dzisiaj normalna praktyka. Rezultat jest taki, że i tak nie jesteśmy „równo traktowani” w kontekście jakości pobieranych z Sieci materiałów. To mrzonka. Jest to nawet bardziej widoczne, jeśli zachodzi w Internecie mobilnym.

Doskonałym przykładem jest niedawny przypadek działania Netflixa, który przesyłał do klientów AT&T i Verizon pliki o bardzo niskiej rozdzielczości obrazu, aby – jak tłumaczyli przedstawiciele firmy – nie doprowadzić do sytuacji, w której wyczerpią oni swoje pakiety danych i będą narażeni na dodatkowe koszty. Taka praktyka nie dotyczyła klientów T-Mobile US i Sprint, ponieważ ci operatorzy nie pobierają dodatkowych opłat od klientów po przekroczeniu wykupionych pakietów. Z jednej strony można to zrozumieć jako działanie na korzyść klienta. Z drugiej to jawna dyskryminacja i pozbawienie odbiorców szansy podjęcia decyzji, czy sobie tego życzą, czy nie. Nikt nie lubi być traktowany jak dziecko przez władczego rodzica w imię zasady „wiem, co dla Ciebie dobre, nie chcemy przecież, żeby Ci się kieszonkowe skończyło”.

W kontekście chwilę wcześniej przyjętego uregulowania pojawia się też pytanie: „no to gdzie ta równość?” Nie można jednak stwierdzić, że Netflix naruszył prawo, bo ono go zwyczajnie nie dotyczy. Takie przypadki będą mogły się zdarzać, dopóki ta rozbieżność nie zostanie usunięta. Dzisiaj bowiem telewizje internetowe, serwisy VOD i muzyczne mają możliwość dostarczać klientom mobilnego Internetu pliki o różnej jakości, różnicując jej według uznania, i nie jest to niezgodne z prawem. Jednak ISP już nie może tego robić, ponieważ by to prawo naruszył. Dostawca Internetu nie może nawet – jak w przypadku ComCast – blokować przesyłu plików P2P z pirackich serwisów, co bardzo obciążało jego sieć, i co mogłoby rozwiązać palący problem piractwa.

Grzesiek Ułan w 2012 roku dziwił się, jak to możliwe, że Chomik wciąż działa. Jest 2016 rok, a ten serwis ciągle istnieje, i chociaż coraz więcej plików jest z niego usuwanych, to jednak nadal można na nim znaleźć takie, których istnienie i możliwość darmowego pobrania narusza prawa autorskie twórców. Dopóki więc nie będzie równości zobowiązań wszystkich stron, dopóty użytkownicy wciąż będą narażeni na nieprzyjemne niespodzianki, a faktyczna neutralność będzie zależeć od prowadzonej przez kontentodawców polityki.

Ma być sprawiedliwie, wysokiej jakości i najlepiej za darmo

Kiedy mowa o pieniądzach, to piękna idea równości i niedyskryminacji w Sieci napotyka na konkretne bariery. Internet mobilny wymaga odpowiedniego zarządzania ruchem, aby zapewnić użytkownikom satysfakcjonujące prędkości przesyłu, małe opóźnienia i wysoką jakość obrazu. Nowe technologie rozwiązują kolejne problemy, a LTE może już swobodnie konkurować z Internetem stacjonarnym. Pozostaje jednak kwestia dużych nakładów inwestycyjnych, jakie operator musi ponieść i oczywiście – zwrotu z tych inwestycji. Żaden ze znanych mobilnych dostawców nie działa przecież charytatywnie i można to zrozumieć, bo sam zakup częstotliwości to wielkie pieniądze. Ostatnia aukcja, jaką mogliśmy obserwować w Polsce zamknęła się kwotą 9 mld złotych, a to tylko część kosztów.

Rośnie zainteresowanie mobilnymi usługami, kolejni użytkownicy przesiadają się na smartfony, strony i serwisy stają się coraz cięższe, a ilość przesyłanych w mobilnym Internecie danych – a więc i zapotrzebowanie na nie – rośnie coraz szybciej, i według przewidywań analityków będzie dalej rosnąć. Do niedawna nikt o zdrowych zmysłach nie myślałby przecież nawet o ściągnięciu pliku pdf na komórkę, dzisiaj to kwestia kliknięcia i sekundy, może kilku sekund. A mp3? Serwisy muzyczne? Nawigacja online albo streaming? Kto chociaż raz nie skorzystał z takiej usługi będąc poza zasięgiem WiFi?

Operatorzy poradzili sobie z tym, sprzedając określonej wielkości pakiety danych i ograniczając transfer po ich przekroczeniu lub naliczając dodatkowe opłaty. Powstał konflikt między wysokiej jakości obrazem, którego pobranie zużywa dużą część pakietu danych a w rezultacie jest drogie, a pojemnością portfela użytkownika i jego skłonnością do poniesienia wyższych kosztów.

Za pełną Neutralność Sieci możemy zapłacić wszyscy

Parlament Europejski w dyrektywie z 2015 roku ujął pewne wyjątki i ograniczenia. Popularny w Europie „zero rating” będzie nadal mógł być stosowany, dostawca będzie decydował, z jaką prędkością będzie transferował określone rodzaje plików, a niektóre usługi – na przykład internetowa telewizja – zostały spod tych regulacji wyjęte. Moim zdaniem – bardzo dobrze, że tak to zostało rozwiązane. Dzięki temu wciąż możemy korzystać z takich aplikacji jak Tidal, Facebook czy YouTube bez płacenia za transfer danych, jeśli taka jest oferta operatora. Możemy mieć dostęp do wszystkich rodzajów usług w przyzwoitej jakości bez ryzyka, że zabraknie przepływności dla tych z nich, które potrzebują jej więcej (jak wspomniana telewizja). Czy nie o to chodzi? Okazuje się, że nie wszystkim. Idealistyczni puryści twierdzą bowiem, że każdy „zero-rating” to nadużycie, bo preferencja jednego serwisu to dyskryminacja innych i może doprowadzić do wypaczenia Neutralności Sieci a nawet – do zdominowania Internetu przez wielkich graczy, w związku z czym ten kształt dyrektywy jest rzekomo niewłaściwy. Wytoczono też argument, że usługi powinny być równo traktowane, ponieważ inaczej powstaje luka, umożliwiająca obejście prawa. Kojarzy mi się jedno hasło – „socjalizm”. System, który nigdzie dobrze nie zadziałał.

Temat jest gorący, a żadne prawo nie jest na zawsze. Komisja Europejska żywo interesuje się rynkiem telekomunikacyjnym, a nowe propozycje uregulowań – żeby wskazać choćby kolejne obniżki stawek roamingu w Unii – pojawiają się co chwilę. I chociaż coraz tańszy roaming przynosi przeciętnemu klientowi radość i redukuje rachunki za wakacje, to istnieje ryzyko, że w kwestii mobilnego Internetu może być inaczej. Jeśli bowiem miałaby nastać pełna równość, to zero-rating nie będzie możliwy. Albo wszyscy płacimy za transfer danych w Tidalu, Spotify, Wimp i Deezer; albo wszystkie one są darmowe. Czy jednak znajdzie się operator, który sobie na to pozwoli bez jednoczesnego podnoszenia cen pakietów? Mało prawdopodobne.

Podobnie z dedykowaną internetową telewizją oglądaną na tabletach i smartfonach. Streaming tych treści wymaga albo wyższej przepływności, albo redukcji jakości. Dzisiaj działa to tak, że odpowiedni kontent jest zcache’owany na dedykowanych serwerach i ma nadany wyższy priorytet, dzięki czemu dociera przy zagwarantowanych minimalnych opóźnieniach. Jeśli odebrać operatorom taką możliwość – stracą możliwość konkurowania usługą, pliki będą się długo ładować, a klient straci ochotę na oglądanie materiału. No, ale dzięki temu o ułamki sekundy szybciej załaduje stronę www. Mamy więc klasyczny przypadek „równania w dół”. Wygląda więc na to, że skutkiem wdrożenia takiej absolutnej równości wszystkich dostawców i serwisów sieciowych będzie to, że zwyczajnie straci na tym klient.

Krajobraz po bitwach…

… jest następujący: dostawcy Internetu muszą tak samo traktować wszystkich odbiorców, i te same rodzaje plików; twórcy treści nie są w żaden sposób zobowiązani do niedyskryminacji. Mamy galimatias i brak gwarancji „równego traktowania”. Próby blokowania pirackich serwisów przez ISP są łamaniem prawa o neutralności sieci, a w dalszej perspektywie możliwe jest, że z ofert operatorów komórkowych znikną promocje z „zero rating”. Unia ma skłonności do przeregulowywania i kolejnych ingerencji, nie zawsze trafnych – znamy wszyscy przypadki bzdurnych, niepotrzebnych przepisów, które bardziej szkodzą niż pomagają. Aktualny status europejskiego prawa wydaje się być przyzwoity na początek, ale wymaga dopracowania. Jeśli jednak Komisja Europejska ulegnie swoim socjalistycznym zapędom i nawoływaniom do wprowadzenia całkowitej równości w Sieci, to może się okazać, że zmiany pójdą w niewłaściwym kierunku i stracimy na tym wszyscy.

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum jest miejscem, w którym Czytelnicy Spider’s Web mogą publikować swoje własne teksty blogowe, a najlepsze z nich trafiają na stronę główną serwisu oraz na naszego Facebooka i Twittera.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement