Wiem, wiem, zbyt często przypominam wam, że jesteśmy zwierzętami

Artykuł/Nauka 26.04.2016
Wiem, wiem, zbyt często przypominam wam, że jesteśmy zwierzętami

Wiem, wiem, zbyt często przypominam wam, że jesteśmy zwierzętami

Nie lubicie tej myśli, często komentujecie w ostry i niewybredny sposób. Próbujecie udowadniać mi, że się mylę, tłumaczycie, dlaczego powinnam uważać ludzi o innym, niż mój kolorze skóry za gorszych, dlaczego homoseksualizm jest zły i dlaczego mylę się twierdząc, że wasz Bóg nie istnieje. Najlepsze jest to, że większość z tych pseudodowodów tylko potwierdza naszą wspólną, dziką zwierzęcość.

Dziś zobaczyłam wzmiankę o tym, że gadu-gadu zamyka swoje usługi chmurowe. Mój mózg od razu się obudził, krzyknął “gadu-gadu!” i zasypał mnie wieloma wspomnieniami. Gadu-gadu było pierwszym komunikatorem, którego używałam, miałam naście lat i tam odgrywały się wszystkie ówczesne szczenięce dramaty, jak dziś na Snapchacie.

Takie działanie mózgu. Gdy pojawia się określony bodziec, w głowie odświeżają się głęboko schowane wspomnienia i emocje. Te z okresu nastoletniego są niesamowicie mocne, bo nasze mózgi nie są jeszcze do końca ukształtowane, ośrodek odpowiedzialny za poczucie nagradzania i przyjemności działa jak szalony, za to części mózgu odpowiedzialne za ocenę ryzyka i racjonalność nie działają jeszcze tak, jak powinny. Nie bez powodu mówi się, że żadna późniejsza miłość nie jest tak mocna, jak nastoletnia.

W wieku szczenięcym przeżywamy wszystko mocniej, silniej i bardziej bezmyślnie.

Ostatnio ktoś w komentarzach stwierdził, że prezentuję moralną wyższość nad czytelnikami. To nie moralna wyższość, komentator pomylił ją ze świadomością własnej kruchości i zwierzęcości, i chęcią składania człowieka – w tym siebie – z faktów, nauki i wiedzy a nie z romantycznych wyobrażeń.

Może faktycznie jest we mnie jakaś wyższość, bo wciąż nie rozumiem, dlaczego mając tyle wiedzy, takie niesamowite narzędzia do analizy ludzi, zachowań, powodów i przyczynowości powtarzamy wciąż te same schematy, które czasem kończą się tragicznie.

Mój mózg rozpalił się na wspomnienie o gadu-gadu tak samo, jak reaguje za każdym razem, gdy media czy politycy straszą obcymi, czy próbują kultywować strategię dehumanizacji innych i używać ludzi spoza naszej polskiej grupy społecznej do kontrolowania naszych zachowań.

Jestem zwierzęciem. Czasem włącza się we mnie ta pierwotna chęć poddania się narracji patriotycznej, która regularnie zostaje pogłębiana o coraz bardziej nacjonalistyczne wątki. W końcu mam wrodzone skłonności do faworyzowania swoich, do sentymentalnych i nostalgicznych uniesień, do szukania wzorów i znaczeń, które niekoniecznie istnieją, do przerzucania swoich problemów na innych.

Znalazłam świetny artykuł podsumowujący różne wątki, które znajduję w wielu miejscach.

Artykuł opowiada o tym, skąd bierze się nasz patriotyzm, czym różni się od nacjonalizmu i jak cienka linia dzieli te dwa stanowiska. Podsumowuje też to, dlaczego zwracamy się do grupy – czy są nią fani jakiejś drużyny, mieszkańcy miasteczka czy kraju. Okazuje się, że od patriotyzmu do nacjonalizmu jest blisko, wystarczy zmienić narrację z “MY jesteśmy wspaniali” do “ONI są naszym wrogiem”.

Przypomina wam to coś?

“Once you become uncertain about your own self, you seek certainty, and that certainty is afforded by the group ideology that tells you who you are. You are a member of this group and you adopt the group ideology.”

 

Failure, he argues, introduces the need for closure because failure threatens one’s self concept. When one feels discriminated against, it can introduce uncertainty about the self and “embracement of a group ideology that tends to be extreme—more holy than the Pope,” Kruglanski says.

 

“There is ample evidence that failure leads to a tendency to embrace the group, to embrace one’s social identity. Especially if that social identity promises one empowerment and respect. The fact that you are a member of a larger entity is very protective. You are under the shelter of a more powerful transcendental entity and you do not have to worry about your own personal individual failures and anxieties.”

Istnieją też jeszcze dalej idące, wcale nie wykluczające się teorie. Na przykład ta o tym, że patriotyzm czy nawet ksenofobia to mechanizmy pozwalające unikać chorób. Jest w tym jakiś sens.

To smutne, że jesteśmy predestynowani do takich zachowań. Jeszcze smutniejsze jest to, że mając tę wiedzę i każdego dnia ją doskonaląc poddajemy się manipulacjom i naszym najniższym instynktom.

Wszystko dlatego, że tak jest wygodniej i… bardziej satysfakcjonująco. Bliżej naszym zwierzęcym instynktom.

Za każdym razem gdy czytam, że przyjdą obcy i przyniosą choroby, że trzeba bronić naszej ojczyzny przed bliżej nieokreślonymi najeźdźcami, że wrogów mamy też wewnątrz i nasza kultura upadnie, przypominam sobie tragedie z historii powodowane takim myśleniem i dehumanizowaniem obcych, i komentarze twierdzące, że nie jesteśmy zwierzętami.

My. Tu, w naszej grupie. Inni są.

Nie ma lepszego dowodu na to, że wszyscy jesteśmy zwierzętami. Groźnymi, bo wypierającymi się swojej natury.

Dołącz do dyskusji