Nadzieja umiera ostatnia, ale tym razem nie zdarzył się cud. VirtusPro odpadł z turnieju Intel Extreme Masters 2016

Relacja/Gry 04.03.2016
Nadzieja umiera ostatnia, ale tym razem nie zdarzył się cud. VirtusPro odpadł z turnieju Intel Extreme Masters 2016

Nadzieja umiera ostatnia, ale tym razem nie zdarzył się cud. VirtusPro odpadł z turnieju Intel Extreme Masters 2016

Stało się to, czego zapewne większość fanów polskiego esportu się obawiała – zespół Virtus Pro – jedyna nadzieja Polaków w rozgrywkach, odpadł w w ćwierćfinałach, po sromotnej porażce z faworytami turnieju – szwedzkim zespołem Fnatic.

Nie ma co ukrywać, że Polacy nie byli faworytem tego spotkania. Bardzo mocne, praktycznie bezbłędne Fnatic, od początku faz grupowych uważane było za pretendenta do wygranej całego turnieju. Dlatego też niewielu wierzyło, iż Virtusi są w stanie w jakikolwiek sposób zagrozić ich pozycji. Zresztą, przedmeczowe prognozy nie pozostawiały złudzeń – 71% na Fnatic i odpowiednio 29% na Virtus Pro świadczyło samo za siebie. Ostatnią deską ratunku mogło być jednak niesamowite wsparcie polskiej publiczności, którą katowicki Spodek wypełniony był po same brzegi. Na długo przed rozpoczęciem meczu tłum skandował głośno “Virtus Pro!” by okazać wsparcie swoim idolom, a kiedy polscy zawodnicy weszli na scenę, cały Spodek klaskał im na stojąco.

Ćwierćfinał rozgrywany był w systemie BO3, a ogrywane mapy to de_train, de_inferno i ewentualnie de_overpass, jeżeli dwie poprzednie nie wyłoniłyby zwycięzcy. Po przegranej rundzie nożowej, zespół Fnatic wybrał stronę antyrerrorystów, a po wygranej pistoletówce, zaczął mocno karać naszych rodaków. Mapa de_train wybrana została przez Virtus Pro, tym bardziej zatem bolał wynik, który błyskawicznie wgniatał wszystkich fanów Virtusów w krzesło. Wielokrotnie uzyskiwane przewagi liczebne po chwili odchodziły w zapomnienie. Zespół Virtus Pro zupełnie nie potrafił poradzić sobie z siłą przeciwnika, który dzięki wypracowanej wcześniej przewadze grał coraz pewniej.

W pewnym momencie wynik 6:0 przełamał Neo, któremu udało się podłożyć bombę i wygrać 1 vs 1 z Krimzem. Mimo ogromnej straty rund, tłum oszalał, mając nadzieję, iż po tym przełamaniu odrabianie strat stanie się nieco łatwiejsze. Tak się jednak nie stało. Za jedną wygraną rundą nie poszły kolejne, a gracze Fnatic nadal zwiększali swoją przewagę, by błyskawicznie doprowadzić do wyniku 10:1. Ostatecznie po stronie terrorystów Polakom udało się ugrać jeszcze 3 rundy i z wynikiem 11:4 dla Szwedów skończyła się pierwsza połowa mapy.

Wygrana pistoletówka po zmianie stron dawałaby nam jeszcze jakąkolwiek szansę na zawalczenie o de_train, lecz tak się nie stało, a mapa skończyła się bardzo słabym dla nas wynikiem 16:5. Fakt ten smuci tym bardziej, iż była to mapa wybrana przez naszych rodaków i wydawać by się mogło, że jesteśmy w stanie powalczyć na niej nawet z takim przeciwnikiem jak Fnatic.

Virtus Pro nie mieli najmniejszych szans z Fnatic.

Po krótkiej przerwie rozpoczęła się mapa “ostatniej szansy”, bowiem przegrana na de_inferno oznaczała koniec przygody Virtus Pro z Intel Extreme Masters 2016 w Katowicach. Rozpoczynający po stronie antyterrorystów Virtusi kompletnie nie radzili sobie z atakami zespołu Fnatic. Spotkanie było jednostronne do tego stopnia, iż pierwszy punkt Virtusi zdobyli dopiero w dziewiątej rundzie. Po zmianie stron było nieco lepiej. Udało nam się wygrać pistoletówkę i nieco jeszcze powalczyć, ale w pewnym momencie przy wyniku 15:5 dla Fnatic miałam wrażenie, że Szwedzi nieco bawią się z nami przedłużając agonię.

Kibice wyczuli chyba także, że Virtusi w tym spotkaniu nie mają absolutnie nic do powiedzenia i nieco przycichli, zasmuceni słabym występem swoich idoli. Na widowni, w porównaiu do tego, co działo się przed spotkaniem, było bardzo spokojnie i już nikt nie wierzył, że cokolwiek nas uratuje. Mapa de_inferno zakończyła się wynikiem 16:8 a Virtus Pro odpadł z turnieju. Mimo tak sromotnej porażki katowicki Spodek obudził się i pożegnał naszych rodaków głośnym “Dziękujemy!”.

Przegrana Virtus Pro smuci, ale musimy być realistami – biorąc pod uwagę ich formę, która od dłuższego czasu pozostawia wiele do życzenia i ciągle spada, nie mieliśmy większych złudzeń, iż zagramy w finale turnieju. Mimo wszystko nadzieja umiera ostatnia i zapewne większość kibiców łudziła się, iż grając u siebie, z tak ogromnym wsparciem swojej publiczności, zdarzy się cud. Cuda zdarzają się jednak bardzo rzadko, a wspaniała dyspozycja Fnatic nie pozostawiła pola do walki. Mam wrażenie, że jeżeli nic nie zmieni się w grze naszej drużyny, będziemy musieli przywyknąć do tego stanu rzeczy, różnica w poziomie gry była bowiem widoczna gołym okiem.

Dołącz do dyskusji