Nie samym Swipe UI człowiek żyje

Blog Forum 06.03.2016
Nie samym Swipe UI człowiek żyje

Nie samym Swipe UI człowiek żyje

Też żałuję, że prace nad MeeGo zostały porzucone, jednak stwierdzenie, że obecnie nie ma, w czym wybierać to gruba przesada. Na rynku łatwo znaleźć wiele interesujących propozycji. Może ich interfejs nie grzeszy bystrością, ale przewyższają kultową Nokię pod wieloma względami. N9 to w końcu już stary telefon, który odstaje parametrami od dzisiejszych standardów.

Co ja bym polecił komuś innemu? Pewnie najpierw spytałbym o jego potrzeby, sposób korzystania ze smartfona i tym podobne sprawy („tryb doradcy”). Może to dziwne, ale uważam to za błąd. Okazuje się, że niezależnie od potrzeb zainteresowanego, zawsze rekomenduję te same modele. Wszystkie mają jedną wspólną cechę — to flagowce, nowe lub używane, ale zawsze flagowce. Osobiście wolę urządzenie 2 lata temu projektowane jako najlepsze, niż sprzęt, któremu już na starcie czegoś brakuje. Zwłaszcza teraz, gdy rynek dojrzał, a pomiędzy kolejnymi generacjami nie ma takiej przepaści, jak kiedyś. Co więc polecałem na przestrzeni lat? Przede wszystkim to, czego sam używałem, a było tego dość sporo:

Nokia N90 — niecały rok

To był mój pierwszy smartfon. Dla niewtajemniczonych, istniały one na długo przed premierą pierwszego iPhona, który był dla mnie bardziej miniaturowym tabletem. Wyposażony w aparat bez trybu macro i nagrywania wideo zwyczajnie nie był sprzętem dla mnie. Z kolei Nokia, to co innego. Bardzo chciałem model N93 z optycznym zoomem, ale stać mnie było tylko na starszą wersję, w dodatku używaną. Nie było jednak tak źle. Bardzo podobał mi się duży wyświetlacz (2.1 cala!) w rozdzielczości 352×416 pikseli i kosmicznym PPI równym 260 punktów na cal. Obecnie zdarzają się smartfony z mniejszą wartością, a to chyba coś znaczy.

Najlepszym bajerem był jednak obrotowy aparat, pozwalający filmować z ukrycia. Obiektyw znajdował się z boku obudowy! Wystarczyło stanąć obok kogoś, udając że piszę SMSa i bezczelnie go nagrywać. Dodam, że jakość filmów (320×240 pikseli z 15 fps) była oszałamiająca. Żaden z konkurentów nawet nie zbliżał się do tego poziomu. Szału jednak nie zrobił. Kupiłem za 1200 złotych, a po roku sprzedałem za połowę tej ceny.

Nokia N95 — 5 lat

Tak bardzo chciałem N93, że aż kupiłem N95. Nową, ze sklepu, w dniu premiery za astronomiczną kwotę 3000 złotych. Był to dla mnie ogromny wydatek, ale zrobiłem najlepszy zakup w życiu. Telefon był u mnie dopóki się nie rozleciał. Najbardziej lubiłem w nim niezniszczalność. Wiele razy upadał na beton, czy do kałuży, a po złożeniu działał jak nowy. Żaden z obecnych flagowców tego nie potrafi, czego strasznie żałuję. Z początku narzekałem na prędkość, ale Nokia zrobiła jakieś czary-mary z pamięcią RAM („demand paging”) i system dwukrotnie przyspieszył. W międzyczasie używałem też Sony Ericssona K800i oraz LG Renoir KC910 jako drugich telefonów, ale poziomem nawet nie zbliżały się do N-ki. LG na przykład pomimo aparatu 8 megapikseli nie potrafił zrobić dobrego zdjęcia macro.

Samsung Wave — pół roku

Mój pierwszy dotykowiec z prawdziwego zdarzenia. Płynny, szybki z dobrą jakością muzyki. Najbardziej lubiłem jego wyświetlacz i fabrycznie zainstalowaną klawiaturę Swype. Od tego momentu wiedziałem, że będę pisać tylko w ten sposób i tylko na ekranie typu AMOLED. Był to więc najważniejszy telefon w moim życiu, ponieważ na zawsze zmienił mój sposób postrzegania smartfonów. Dlaczego Wave, a nie Galaxy S? Ponieważ ten drugi był tandetny i plastikowy. Kupiłem używanego za 600 złotych, a na wieść o porzuceniu Bada OS przez Samsunga sprzedałem za 300.

Nokia N8 — pół roku

Jeśli coś mi przeszkadzało w Wave, to aparat, który nie grzeszył jakością. Wybierając kolejny telefon kierowałem się właśnie tym kryterium. Padło na Nokię N8 z ksenonowym flashem, który lubiłem już w K800i. Oczywiście tutaj lampka była mocniejsza, choć nocą dawała fatalne rezultaty. Na szczęście za dnia było idealnie! Narzekałem też na system. Symbian Belle to twór, który prosto z pudełka do niczego się nie nadaje. Dopiero po kilku modyfikacjach stawał się używalny. Ja usprawniłem przewijanie kinetyczne, zainstalowałem Swype i podmieniłem przeglądarkę na Operę. Została jednak niska rozdzielczość ekranu. Tego nie dało się przeskoczyć, więc smartfon poszedł na sprzedaż. Dałem 600 złotych, 500 dostałem z powrotem.

Galaxy Nexus — pół roku

Dochodzimy już do urządzeń, które się zbytnio nie postarzały. To pierwszy model z listy, który mógłbym obecnie komuś polecić. Oczywiście pod warunkiem, że zna się na flashowaniu, bowiem oficjalnie wsparcie skończyło się na Androidzie 4.3 i z taką też wersją go otrzymałem. Mogłem wybrać Nexusa 4, ale ten nie miał AMOLEDa, czego do dziś nie mogę wybaczyć LG. Telefon był pięknie zaprojektowany, ale szarawy IPS psuł cały efekt. Wróćmy jednak do Samsunga. Płynny, szybki, pozbawiony lagów, bez problemów radził sobie z najbardziej wymagającymi grami. Byłem pewien, że długo przy nim zostanę. Hejt na Androida zrozumiałem dopiero w momencie, gdy ucegliłem swojego Nexusa przez jedną aplikację.

Należę do użytkowników mocno eksploatujących zasoby sklepu. Instaluję, testuję, usuwam. Ustawiam automatyczną aktualizację i pozwalam, by wszystko odbywało się w tle za pośrednictwem sieci komórkowej. Pech chciał, że jedna z aplikacji po aktualizacji zaczęła sprawiać problemy. Niestety miałem ich ponad 50 i do dziś nie wiem, która to była. Najpierw telefon sam odblokowywał się w kieszeni, a potem w ogóle przestał reagować na polecenia. Pomógł format, ale byłem tak zły, że pod wpływem impulsu Nexus wylądował na allegro. Kupiłem go za 1000 złotych, a sprzedałem za 900, także straciłem bardzo niewiele. Miesiąc później Google ogłosił zakończenie wsparcia… Nieoficjalnie dostępny jest teraz Android 5.1.

Nokia N9 — pół roku

Już wtedy był to telefon kultowy. Kupiłem z ciekawości za 500 złotych, żeby zobaczyć, czym ludzie się tak zachwycają. Od razu zrozumiałem. O Swipe UI powiedziano już bardzo wiele, więc nie ma co się rozpisywać. Interfejs jest po prostu genialny i nikt do tej pory nie wymyślił lepszego! Telefon wyprzedził swoją epokę. Dopiero teraz widzę u producentów trend odchodzenia od fizycznych przycisków na rzecz gestów, a raczej łączenia obydwu rozwiązań. Ogromną zaletą była też technologia Clear Black. N9 to jedyny znany mi smartfon, którego ekran w pełnym słońcu nie tracił na jakości! Nie minę się z prawdą, mówiąc że zarówno w ciemności, jak i na plaży kolory wyglądają niemal tak samo. Jeśli nie potrzebujesz aplikacji, głównie dzwonisz i SMSujesz, to urządzenie jest dla ciebie! Oczywiście domyślnie wgrany jest Swype!

Żeby nie było, N9 ma też swoje wady. Dwie największe to powolna przeglądarka i słaba bateria. Wskaźnik naładowania potrafił wyczyniać cuda! Podczas grania spadał z 50 do 20%, by po chwili, gdy telefon ostygł, podskoczyć na 40. Nie wiem, czy to wina awarii, czy też po prostu system podawał szacunkowy poziom naładowania zależny od aktualnego zużycia procesora? Mnie do sprzedaży (bez strat) „przekonał” zupełny brak aplikacji. Jednak mi tego brakowało po przesiadce z Androida.

Nokia Lumia 925 — okrągły rok

Ponieważ brakowało mi aplikacji… wybrałem Windows Phone! Po martwym MeeGo było ich tutaj aż nadto, a zdążyłem zapomnieć, jaki wybór miałem na Androidzie (za to dobrze pamiętałem awarię i format). Tym razem długo podejmowałem decyzję. Padło na Lumię ponieważ ujęła mnie swoją szybkością i prostotą systemu. Do tego miała ekran AMOLED (z funkcją Glance Screen) i aparat z optyczną stabilizacją, który w końcu dawał radę w nocy! Jakość muzyki też na wysokim poziomie, no i ta klawiatura… Na nic nie narzekałem… do czasu aktualizacji do Windows Phone 8.1. Dodatkowy rząd kafelków to fajny bajer, ale aplikacje zaczęły się wznawiać w nieskończoność. Coraz bardziej mi to przeszkadzało. W momencie, gdy już wiedziałem, że Microsoft poniósł rynkową porażkę, sprzedałem Lumię po taniości. Dałem 1100 złotych, a „poszła” za 300 (wersja 32GB!)… Najgorsza transakcja w mojej karierze.

Wciąż jednak uważam Lumie za sprzęt godny polecenia (byle nie z Windows 10!). O ile komuś wystarczą podstawowe programy (jak Facebook) i nie korzysta z sieci LTE. Transmisja danych to prawdziwy zabójca baterii. 3 godziny przeglądania internetu to wynik gorszy nie tylko od N9, ale nawet od starej N95!

iPhone 6 — już ponad rok i będzie więcej

Telefon Apple zostawiłem sobie na koniec. Był najdroższy, więc sięgnąłem po niego dopiero, gdy już nie miałem wyboru. Dodatkowo szczęśliwie korzystam z MacBooka (mój drugi najlepszy zakup), więc padła szybka decyzja. Drugi raz w życiu kupiłem nowy sprzęt tuż po premierze, tym razem prosto ze strony Apple. 3400 złotych za wersję 64GB to spora suma i nigdy wcześniej nie miałem tak drogiego urządzenia. Ważne, że się opłaciło! Nie narzekam na nic. iOS daje mi święty spokój. Bez zmiany daty na 1970, nie da się uwalić systemu. O ile Apple czegoś nie zepsuje, mój następny smartfon też będzie od nich…
Od premiery modelu 2G iPhone bardzo się zmienił. Teraz mogę na nim zainstalować SwiftKey i wreszcie ma ekran normalnych rozmiarów (4 cale to jednak za mało). Okazało się, że na IPS też da się wytrzymać, choć liczę że AMOLED pojawi się w kolejnej generacji. Mimo to, z czystym sumieniem polecam go każdemu, kto ma zasobny portfel.

Co jeszcze mogę polecić?

LG G2, G3 lub G4 — Bardzo porządne smartfony, które imponują jakością zdjęć. Chciałbym zwrócić uwagę na dobre zarządzaniem RAMem. Jedyna wada to źle wykonana obudowa i może lekkie problemy z wydajnością w G3 (oj za dużo pikseli…). Nie lubię też przycisków z tyłu ekranu, ale to już zwykłe czepianie się.

Motorola Moto X i Moto G — Chyba jedne mid i low-endy w zestawieniu. Firmie udało się dokonać cudu i zrobić budżetowe urządzenie z Androidem, z którego da się normalnie korzystać.

Samsung Galaxy S6, Note 4 i Note 5 — Dla wielbicieli najlepszych ekranów na świecie. RAMu maksymalnie na dwie aplikacje, ale kto by się tym przejmował…

HTC One M7 i M8 — Jedne z niewielu telefonów, obok iPhona, dające przyjemne uczucie korzystania z produktu premium.

Huawei P8 — Osobiście wciąż jestem uprzedzony, ale znajomi mają i jakoś nikt nie narzeka. No i cena bardzo niska!

Dlaczego nie BlackBerry 10?

Czterokrotnie inwestowałem w system bez przyszłości i nie chciałem robić tego ponownie. W modelu Z10 nie spodobał mi się wyświetlacz, a Z30 był dla mnie zdecydowanie za duży. Sceptycznie podchodziłem do pomysłu uruchamiania androidowych aplikacji przez emulator. Swoje zrobił też brak funkcji „pisania ciągłego” znanej ze Swype. To spory minus, nieważne jak bardzo innowacyjna była systemowa klawiatura.

Naprawdę jednak zraził mnie interfejs. Po sprzedaniu N9 wybierałem pomiędzy Lumią 925 i właśnie BlackBerry Z10. Ten ostatni wydał mi się powolny w porównaniu do Nokii, a gesty jakoś nie wchodziły tak zamaszyście. Miałem wrażenie, że w MeeGo wszystko zostało lepiej pomyślane. Sposób obsługi BlackBerry 10 był prawie identyczny jak Swipe UI, ale odczucia zupełnie inne.

Dołącz do dyskusji