Oto mój wymarzony smartfon

Artykuł/Blog Forum 03.03.2016
Oto mój wymarzony smartfon

Oto mój wymarzony smartfon

„Technologia jest sztuką wyboru” — tak będzie brzmieć stare chińskie przysłowie w następnym stuleciu. Obecnie postęp znacznie przyśpieszył. Nasze pokolenie ma za sobą już dwie rewolucje technologiczne, a wkrótce dokona się trzecia. Producenci starają się uczynić kombajnami „all in one” nawet nasze zegarki. Tylko co z tego, skoro wybierając sprzęt dla siebie wciąż trzeba się godzić na spore kompromisy? Nie mam na myśli ceny, bo mniejszy budżet zawsze będzie się wiązał z pewnymi ograniczeniami. Chodzi o inny problem, z którym borykają się zarówno biedacy, jak i bogacze — dostępność usług na różnych platformach.

Żyjemy w świecie, gdzie wszytko można mieć na wyciągnięcie ręki, bez wychodzenia z domu. Mamy na przykład streaming, okrzyknięty ostatecznym formatem sprzedaży muzyki. Jeden artysta ma premierę w Tidalu, drugiego wiąże umowa na wyłączność z Apple Music, a trzeci jest filantropem i darmowo udziela się na Spotify.

Słabo? To może filmy? Połowa w Netfliksie, połowa w Hulu, a i tak nie obejrzę żadnego, bo blokady regionalne mi na to nie pozwalają. Mogę za to wykupić abonament na telewizję kablową, tylko po to by móc skorzystać z HBO GO… na smartfonie.

Z aplikacjami nie jest lepiej. Przyjemniejszy w użyciu jest OS X, ale spróbuj zagrać w grę na MacBooku. Pomyślałem i wybrałem konsolę, pech chciał, że Gran Turismo lubię równie mocno jak Gears of War…

Wszędzie to samo. Jeden ma to, drugi tamto, a trzeci pozywa ich obu za naruszenie patentów. Weź tu człowieku bądź mądry i wybierz coś dla siebie.

Wreszcie znalazłem sprzęt idealny do moich potrzeb

Nie powiem wam, jak się nazywa, ale kupiłem go przez internet. Dostawa trwała miesiąc, ponieważ na wyspach Bergamutach, gdzie jest produkowany, wybuchł ostatnio skandal z zatrudnianiem szympansów w roli konsultantów technicznych. Dla mnie to bez znaczenia, bo póki sprzęt działa tak jak chcę, będę przymykał oko na wszystkie afery.

A było ich wiele, choćby ta związana z premierą. To miał być wielki powrót znanego giganta branży IT na rynek smartfonów. Po wielu hucznych zapowiedziach pokazano kopię Lumii połączoną z iPhonem. Przeszklony, czarny front jest spojony z aluminiowym tyłem w zaokrąglony, charakterystyczny dla Apple sposób. Bryła urządzenia jest tylko trochę bardziej kanciasta — w końcu taki kształt sprawia, że telefon najlepiej leży w dłoni, prawda? Tym, co odróżnia go od jabłkowego smartfona jest „lumiowy” obiektyw aparatu umieszczony na środku oraz brak przycisku „home”. Dzięki temu w obudowie iPhona 6 zmieścił się większy ekran o przekątnej 5 cali. Warto dodać, że zajmuje on ponad 80% powierzchni, ramki są więc bardzo małe.

Wyświetlacz został oczywiście wykonany w technologii Super AMOLED z matrycą typu RGB dostarczoną przez Samsunga. Jakością nie odbiega od najnowszych urządzeń z serii Galaxy. Ze względu na otaczające go czarne ramki, często w ogóle nie widać, gdzie kończy się ekran, a zaczyna obudowa. Wygląda to świetnie! Na tym jednak nie poprzestano. Cały przód został pokryty warstwą oleofobową, redukującą powstawanie odcisków palców. Dodatkowo zastosowano w nim technologię Clear Black (wykupioną od Nokii), by zwiększyć widoczność w pełnym słońcu. To jedno z tych urządzeń, które można bez obaw zabrać na plażę. Także z innego powodu — piasek nie zrobi mu krzywdy! Przednie szkło jest bowiem szafirowe i za nic nie da się go porysować. Przy okazji padły też niewybredne słowa w kierunku konkurencyjnego Gorilla Glass, za co potem trzeba było przepraszać w sądzie…

Rozdzielczość to klasyczne Full HD w proporcjach 16 : 9. Brak tutaj odporności na kurz czy wodę. Podczas oficjalnej prezentacji CEO wyśmiał pęd ku większej liczbie pikseli i wodoodporne urządzenia, których gwarancja po zalaniu zostaje anulowana. W zamian zaoferował własną promocję — „niezniszczalny smartfon”. Każdy zalany lub stłuczony telefon zostanie wymieniony na nowy! Oczywiście można to zrobić tylko raz dla danego numeru IMEI.

Czym to się steruje?

Sercem urządzenia jest ośmiordzeniowy Snapdragon wspomagany przez 4 GB RAM-u. Przy tej rozdzielczości ekranu to aż nadto i spokojnie wystarcza do sprawnego działania. System uruchamia się niecałą minutę i już po chwili możemy się cieszyć płynnym interfejsem, i to nie byle jakim. W telefonie została zainstalowana nakładka Swipe UI pochodząca z Nokii N9. Podobno wykorzystano ją bezprawnie, ale skoro na rynku nie ma innego urządzenia działającego pod jej kontrolą, to chyba grzech nie był zbyt ciężki?

Brak tutaj jakichkolwiek przycisków, czy to fizycznych, czy dotykowych. Wszystkim steruje się za pomocą gestów wykonywanych „od krawędzi ekranu”. Można je dowolnie konfigurować, ale domyślnie ustawione są tak:
– od lewej „wstecz”, cofające do poprzedniego ekranu;
– od góry „home”, czyli przejście do głównego menu;
– od prawej „multitasking”, a więc ekran z działającymi w tle aplikacjami;
– od dołu uzyskujemy dostęp do powiadomień w formie dobrze znanej z MeeGo. Mamy tu nie tylko informacje o aktualizacjach lub SMS-ach, ale też ustawienia, swoisty czytnik RSS (nagłówki artykułów), a nawet możliwość podpięcia News Feeda z Facebooka, czy Twittera (obsługiwane są też Slack i LinkedIn). Wisienką na torcie jest integracja ekranu powiadomień z wyszukiwarką Google i usługą Google Now. Można podmienić je na Cortanę, co wiąże się z przykrą koniecznością korzystania z Binga.

Warto dodać, że nie mam problemów z obsługą jedną ręką. Powiadomienia dałem sobie „na górę”, gdyż sięgam do nich najrzadziej. Jeśli któraś z aplikacji ma mi coś do przekazania, obok jej ikony pojawia się kółeczko z cyferką w środku (podobnie jak w iOS). Sam interfejs składa się z trzech pulpitów: powiadomień, menu i multitaskingu. Są przewijane w pionie (tak, menu też), a przełączamy się między nimi w poziomie. Nie ma paska „szybkich” aplikacji na dole, ani panelu skrótów. Ikonki w menu mogę dowolnie przestawiać (zostawiając puste miejsca!), także te najważniejsze mam tuż pod palcem. Fizyczny spust migawki odpowiada za aparat (przytrzymanie) i latarkę (dwukrotne wciśnięcie).

Wraz z nowszą wersją, wyposażoną w ekran rozpoznający siłę nacisku, dodano nowe gesty (w starszej generacji są dostępne poprzez dłuższe przytrzymanie):
– mocne wciśnięcie od lewej lub prawej pozwala przełączać się między pracującymi w tle aplikacjami w trybie pełnoekranowym. Zupełnie jak na MacBookach.
– mocne wciśnięcie od góry od razu zamyka aplikację zamiast ją minimalizować.
– mocne wciśnięcie od dołu przeniesie nas bezpośrednio do panelu ustawień, lub Google Now zamiast do ekranu powiadomień, gdzie te funkcje się znajdują.

Kilka słów o systemie

Pewnie zastanawia was, jaki system siedzi w tym smartfonie? Otóż jest to Android, ale nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, co zobaczymy u konkurencji. Zamknięty, prosty do bólu, za to okraszony animacjami maskującymi lagi. Co roku prezentowane są trzy urządzenia: smartfon (5 cali), tablet (10 cali) i phablet (6,2 cala), a starsza generacja zostaje w sprzedaży jako low-endy. Zdaniem CEO kluczem jest optymalizacja i skupienie się tylko na kilku modelach, by móc je prawidłowo dopracować. Na ostatniej konferencji obrzucił on obelgami innych producentów. Oberwało się Samsungowi za „kopiowanie własnych produktów, kiedy nie może już kopiować cudzych”, społeczności Linuksa i ekipie Cyanogen Moda „klepiących kod w przerwie między imprezami, a sesją” oraz Chińczykom, którzy „jedyne dobre produkty stworzyli, pracując niewolniczo w fabrykach Apple” — to ostatnie zdanie spotkało się z ostrą reakcją zarówno Tima Cooka, jak i prezesa Xiaomi.

Afer i kontrowersji co niemiara, w końcu na tym polega marketing. Ważne że ludzie kupili… Niestety szybko się połapali, że smartfona nie można w żaden sposób spersonalizować. Jeden czarny motyw graficzny i tyle. CEO uciął dyskusję stwierdzeniem, że „prędzej umrze niż pozwoli nastolatkom ustawić na tapecie zdjęcie z chłopakiem i zepsuć design, nad którym pracował latami”. Przy okazji nazwał launchery „lagcherami”, a ich producentów „zdrajcami sabotującymi dobre imię Androida”. Oskarżył też Google o „rozdawanie swojego systemu na prawo i lewo, co odbija się na jego jakości”, ale prawdziwa wojna rozpętała się o co innego.

Smartfon został domyślnie wyposażony w AdBlocka, który działa nie tylko w przeglądarce, ale przede wszystkim blokuje reklamy w mobilnych aplikacjach. Systemowy klient YouTube’a pozwala na pobieranie i odtwarzanie filmików w tle, a z Google Maps możemy ściągnąć zdjęcia satelitarne w wysokiej rozdzielczości. Wszystko po to, żeby „zaoferować klientom lepszą jakość życia”. Proces sądowy toczy się do dziś, a data ogłoszenia wyroku ma się zbiec z datą premiery Half Life’a 3 (również w wersji mobilnej).

Parę bonusów na koniec

Ciekawostką jest brak ekranu blokady, który CEO nazwał „kolejną bzdurną barierą, pomiędzy użytkownikiem na interfejsem”. Smartfon odblokowuje się sam po wyjęciu z kieszeni lub podniesieniu ze stołu i blokuje w przypadku czynności odwrotnej. Jest to możliwe dzięki współpracy czujników: światła, zbliżeniowego i akcelerometru. Wykrywają one, kiedy bierzemy telefon do ręki i automatycznie go uruchamiają. Jeśli to nie zadziała, pozostaje dwukrotne stuknięcie w wyświetlacz w celu wybudzenia lub zablokowania.

W przyszłości ma się pojawić skaner odcisków palców umieszczony w ekranie. Obecnie w celu zabezpieczeń skorzystamy z kodu PIN lub rozpoznawania twarzy za pomocą przedniej kamerki. UWAGA, nie zrobimy nią zdjęć selfie („bo nie”), za to może ona śledzić użytkownika. Gdy wykryje niepowołaną osobę patrzącą na ekran (możemy dodać jej zdjęcie do bazy), to ukryje przed nią wybrane aplikacje (np: Facebooka, czy SMS-y). Warto dodać, że wszystkie połączenia, oraz dowolne pozycje w menu mogą być szyfrowane.

Główny aparat ma „tylko” 8 megapikseli i został wyposażony w optyczną stabilizację obrazu oraz wspomagany laserowo ciągły autofocus (automatyczny lub manualny). Nad wszystkim czuwa dedykowany procesor fotograficzny. Analogiczny układ zawiaduje też odtwarzaczem muzyki, który jakimś cudem potrafi pobierać do pamięci urządzenia muzykę z serwisów streamingowych w formacie mp3 (wraz z aktualizacją ma się pojawić obsługa FLAC). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją potem zgrać na komputer.

Na smartfonie nie zagramy w Candy Crush. Przy próbie instalacji pojawi się komunikat, że „szkoda pamięci na taki syf” wraz z propozycją alternatywnych gier. Ostatnio w sklepie pojawiła się aplikacja odblokowywująca zarówno selfiki jak i zmianę tapety, ale przyjdzie nam za nią zapłacić aż 100 dolarów. Skorzystanie z pirackiej wersji spowoduje natychmiastowe anulowanie gwarancji… Wszystko odbędzie się zdalnie i zostaniemy powiadomieni SMS-em.

Oczywiście taki telefon nie istnieje, a wszystkie podane informacje są nieprawdziwe (naprawdę muszę was o tym informować?), ale chciałbym zaznaczyć, że większość z opisanych tu funkcji jest obecnie możliwa do zrealizowania. Pytanie, czy naprawdę tego chcemy, która z firm mogłaby to dostarczyć i jakie byłyby konsekwencje dla rynku?

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum jest miejscem, w którym Czytelnicy Spider’s Web mogą publikować swoje własne teksty blogowe, a najlepsze z nich trafiają na stronę główną serwisu oraz na naszego Facebooka i Twittera.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement