System Google bliski perfekcji. Android N – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Artykuł/Technologie 10.03.2016
System Google bliski perfekcji. Android N – pierwsze wrażenia Spider’s Web

System Google bliski perfekcji. Android N – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Od kilku godzin mam okazję korzystać z systemu Android N. W tym krótkim czasie udało mi się poznać wiele nowości wprowadzonych w tym oprogramowaniu i muszę przyznać, jestem pod wrażeniem.

Łatwa instalacja Android N

Pierwszą miłą niespodzianką, jaką przyniósł Android N, był sposób, w jaki mogłem go zainstalować. Do tej pory wgrywanie testowych wersji systemu na smartfon było prawdziwą udręką. Konieczność ściągania na komputer dodatkowego oprogramowania, podłączania urządzenia do peceta, flashowania – poziom skomplikowania tego procesu sprawiał, że nowe oprogramowanie trafiło na mój smartfon dopiero po kilkudziesięciu zmarnowanych minutach. Teraz wystarczyło wejść na odpowiednią stronę, zalogować się na konto Google i wybrać z listy urządzenie, które chcemy zaktualizować. Po dosłownie sekundzie na urządzeniu pojawiło się powiadomienie o dostępności nowej systemu. Teraz wystarczyło wykonać kilka kliknięć, by ją pobrać i zainstalować. Szybkie, intuicyjne, proste.

Android N Beta Program

W ten sam sposób mogę określić działanie jednej z najważniejszej funkcji, która pojawiła się w systemie Android N, czyli możliwości uruchamiania kilku aplikacji na podzielonym ekranie urządzenia.

Mimo że nie wiedziałem, jak ją uruchomić, zrobiłem to bez jakiegokolwiek problemu. Po prostu uruchomiłem menu przełączania się jednej z aplikacji i przytrzymałem jedną z nich. Potem to samo zrobiłem z drugim programem i wybrałem, jaką powierzchnię ekranu ma zajmować każdy z nich. To wystarczyło, by móc działać na dwóch programach. Jasne, tryb ten nie działa idealnie. Przykładowo, chęć jednoczesnego uruchomienia Twittera i innej aplikacji w tym trybie powoduje wyświetlenie komunikatu mówiącego, że program ten może działać niepoprawnie. Podczas korzystanie z tego trybu nie można też oglądać YouTube’a. Da się za to przeciągać między programami zaznaczony tekst.

Android N – zmiany w centrum powiadomień

Zmieniło się też centrum ustawień i powiadomień. Po wykonaniu delikatnego gestu z góry ekranu widać zaledwie kilka ikonek znajdującym się na cienkim pasku. Dopiero mocniejsze rozwinięcie go sprawia, że zaczyna on bardzo przypominać centrum powiadomień znane z poprzednich wersji Androida. Teraz jednak może ono zajmować kilka stron i jest w pełni modyfikowalne. Wystarczy wybrać opcję “Edytuj”, by zdecydować, które kafelki opcji mają być dostępne w centrum ustawień i gdzie w nim mają się znajdować. Gdy dana opcja zostanie umieszczona na samej górze, będzie dostępna z poziomu najmniej rozbudowanej wersji centrum ustawień. Dodatkowo, po przytrzymaniu palca na ikonie ustawień (kółko zębate) widocznej po rozwinięciu centrum, w ustawieniach pojawią się dodatkowe opcje konfiguracji. Te ukryte opcje były dostępne już w poprzedniej wersji Androida, ale mniej rozbudowane.

Bardzo zmienił się też wygląd samych powiadomień, które są bardziej płaskie, minimalistyczne, użyta na nich czcionka jest mniejsza, a poszczególne powiadomienia oddziela od siebie tylko cienka linia. Na powiadomieniach znalazła się mała ikonka, która informuje użytkownika, z której aplikacji pochodzi dane powiadomienie. Niestety na czytelność negatywnie wpływa zmniejszenie rozmiaru znajdującego się obok niej zdjęcia.

Prosto z poziomu tego ekranu można skonfigurować ustawienia dotyczące powiadomień pochodzących z danej aplikacji.

Bardzo wygodnym rozwiązaniem są grupowe powiadomienia, które działają inaczej, niż do tej pory. Jeden program stara się wyświetlić na pojedynczym kafelku wszystkie swoje wiadomości, ale prostym gestem można go rozwinąć tak, by zobaczyć kilka pojedynczych powiadomień, na których można wykonywać standardowe akcje. W ten sposób można oszczędzić miejsce na ekranie, jednocześnie zachowując wygodę korzystania ze zwykłych powiadomień.

Android N – nowy ekran ustawień

Zdecydowanie zmienił się też ekran ustawień. Widać, że wywodzi się on z ekranu znanego z poprzednich wersji Androida, jednak znajduje się na nim zdecydowanie więcej informacji. Pod każdą kategorią znajduje się informacja na jej temat. Przykładowo, przy ustawieniach łączności WiFi widać, z jaką siecią połączyło się urządzenie, podobnie jest w przypadku Bluetooth. Ustawienia akumulatora pokazują stopień jego naładowania i przewidywany czas pracy, zaś ustawienia aplikacji liczbę zainstalowanych programów. Podobna adnotacja znajduje się praktycznie przy każdej możliwej opcji.

W ustawieniach widać również sugestie, czyli podpowiedzi opcji, z których powinniśmy skorzystać. Mi na przykład sugerowano zmianę tapety z domyślnej na inną, bardziej pasującą do preferencji.

W ustawieniach pojawiła się też bardzo ciekawa funkcja szybkiej zmiany wielkości wszystkich elementów interfejsu. Wystarczy wybranie odpowiedniego miejsca na suwaku, by szybko dopasować oprogramowanie do możliwości własnego wzroku i palców.

Powrócił też tryb nocny, który wyświetla mniej odcieni niebieskiego, dzięki czemu jego użytkownik może lepiej spać. A skoro jesteśmy przy spaniu, świetnie sprawuje się tryb Doze, który działa nie tylko przy wyłączonym ekranie. Android doczekał się też narzędzia do lepszego zarządzenia zużywanym pakietem danych. Teraz można wybrać, jak wiele danych będzie zużywał konkretny program.

Wcześniej wspominałem też o ukrytych opcjach w systemie. Są one całkiem zaawansowane i znalazł się wśród nich nawet kalibrator ekranu, na którym można wybrać udział poszczególnych barw podstawowych palety RGB w wyświetlanym obrazie.

Moja opinia o Android N

Słowem podsumowania warto wspomnieć o wydajności i stabilności testowej wersji Android N Preview. Otóż nie sposób na nią narzekać. Od czasu instalacji system się nie zaciął, nie zawiesił i mam wrażenie, że wręcz działa szybciej niż Android 6.0 Marshmallow.

Należy jednak pamiętać, że to w każdym momencie może się zmienić. Android N jest w końcu wczesną wersją oprogramowania, nie przeznaczoną do użytku codziennego. Swoją drogą, możliwe, że wbrew pozorom nie będzie on nosił numerka 7.0. W ustawieniach bowiem można znaleźć informacje na temat jego numeracji, która sugeruje, że Android N nadal będzie należał do serii 6.X.X.

Po paru godzinach używania Android N mogę powiedzieć, że ten system nie jest rewolucją. Nie przewraca estetyki i działania urządzeń mobilnych tak, jak uczynił to Android 5.0 Lollipop. Gdybym miał porównać to oprogramowanie do smartfonu, uznałbym, że jest to Samsung Galaxy S7. W obu produktach pojawiło się wiele drobnych zmian względem poprzednika, dzięki którym wydają się one znacznie bardziej przemyślane.

Warto jednak pamiętać, że opisane przez nas nowości to tylko wierzchołek góry lodowej. Z oczywistych względów w tak krótkim czasie nie mogłem poznać wszystkich nowości zawartych w tym systemie. Dlatego jeśli sami zobaczycie ciekawe funkcje, o których zapomniałem wspomnieć, dajcie znać w komentarzach. Pamiętajcie też, że nowe funkcje będą pojawiać się w Android N aż do jego premiery, a wyżej wymienione nowości mogą ostatecznie z niego zniknąć. Dlatego za bardzo się do nich nie przywiązujcie. Jeszcze wszystko może się zmienić.

Dołącz do dyskusji

Advertisement