Jak zdobyć serce kobiety w Walentynki zabierając ją na idealną randkę

Felieton/Technologie 08.02.2016
Jak zdobyć serce kobiety w Walentynki zabierając ją na idealną randkę

Jak zdobyć serce kobiety w Walentynki zabierając ją na idealną randkę

Ach, Walentynki. Ten jedyny dzień w roku, kiedy są Walentynki. Doskonała okazja na romantyczny wieczór z piękną kobietą. Jeśli nie masz jeszcze pomysłu, jak go spędzić, mam kilka propozycji. Kilka sprawdzonych sposobów na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia (dla świeżo zakochanych), lub ostatniego złego (dla tych męczących się w związkach tak nudnych, że Coldplay pisze już o nich piosenki).

Najważniejsza rzecz to zaskoczyć kobietę. Kobiety uwielbiają niespodzianki. Oraz romantyzm. Romantyzm i niespodzianki. Romantyczne niespodzianki. Trzeba odpowiednio połączyć te dwa elementy. Zrobić coś zaskakującego, a jednocześnie romantycznego. Na przykład umówić się z dziewczyną przy stacji metra (będzie myślała, że przyjedziesz do niej na dwudziestominutowym ulgowym), a zjawić się w samochodzie. Już niespodzianka. Myślała, że zabierzesz ją na Kabaty linią M1, a ty podjeżdżasz nowiutkim Passeratti, jak ten niemiecki książę. Już punkty lecą na twoje konto. Ale to nie wszystko.

Podjeżdżasz do niej, opuszczasz szyby. Ona zagląda, a w środku, w twoim samochodzie, wszędzie świeczki. Tak. Rozpaliłeś cały samochód świeczkami. Czerwonymi. Romantycznymi. Świeczki się palą na desce rozdzielczej, na fotelach, na kierownicy, na skrzyni zmiany biegów. Twój samochód wygląda jak sala balowa na Titaniku. Ty jesteś Jack, a ona Rose. Zapraszasz ją do tańca. Do poloneza. Znaczy do Passata.

Jedziecie do restauracji. Siadacie przy stoliku. Kładziesz na nim kierownicę z dwunastoma płonącymi świeczkami. Patrzy sobie w oczy. Ona się uśmiecha. Przychodzi kelner. Również się uśmiecha. Pytasz dziewczyny, co sobie życzy.

– Chciałabym coś mocnego – odpowiada. – Coś, po czym nie będę się mogła pozbierać.

Taka jest. Taką ją sobie wybrałeś. Romantyczna, ale z pazurem. Chodzi w sukienkach, we włosy wplata kokardę, ale zamiast białego wina pije gorzką żołądkową. Nigdy nie gra Protossami, woli chamski rush Zergami zanim zbudujesz pierwszy bunkier. A teraz zabierasz ją na kolację, a ona prosi o coś mocnego. Coś, po czym nie będzie się mogła pozbierać.

– Słońce stanowi 99,8% masy naszego Układu Słonecznego – odpowiadasz jej.

Ona otwiera usta. Widelec spada jej na ziemię. Kelner kiwa głową z uznaniem.

Znów zrobiłeś na niej wrażenie. Jesteś już baronem dżungli. Niedługo będziesz królem.

Wieczór mija wam bardzo przyjemnie. Jecie spaghetti carbonara nad płonącą kierownicą twojego Volkswagena, rozmawiacie o sztuce, kulturze i nauce. Po tym tekście o Układzie Słonecznym ona próbuje ci zaimponować swoją wiedzą.

– Wiesz, że Newton odkrył prawo powszechnego ciążenia w wieku dwudziestu trzech lat? – pyta cię.
– To jeszcze nic – odpowiadasz. – Lady Gaga w wieku dwudziestu trzech lat napisała “Bad Romance”.

Widelec znów leci na ziemię. Oczy tej dziewczyny błyszczą w płomieniu kierownicy Passata, a jej usta robią się suche.

Już praktycznie jest twoja. Już za chwilę.

Prosisz o rachunek. Kelner przynosi ci paragon. Teraz uwaga, bo to jeden z kluczowych momentów wieczoru. Musisz uważać. Jeżeli zapłacisz sam, zapunktujesz u dziewczyny o tak zwanym klasycznym spojrzeniu na świat. Takiej, która uważa, że to mężczyzna powinien utrzymywać kobietę. Natomiast jeżeli podzielisz rachunek, zdobędziesz uznanie dziewczyny, która preferuje związki partnerskie i uważa się na osobę niezależną. Ale nigdy nie wiadomo, z jaką dziewczyną masz do czynienia. Przecież wprost nie zapytasz. Dlatego zrób tak: zapłać 51% rachunku. Będziesz jednocześnie dżentelmenem i równorzędnym partnerem. A te 49% gotówki w kieszeni jeszcze ci się przyda.

Wychodzicie z restauracji. Ulicą jadą wozy strażackie. Karetki, radiowozy. Zrobiło się zbiegowisko. Ludzie stoją na chodniku i robią zdjęcia. Robią zdjęcia twojemu samochodowi. Twojemu płonącemu Passeratti. Tak. Twój samochód płonie. To przez te świeczki. Dziewczyna patrzy z przestrachem w twe oczy. Szuka w nich bólu i żalu. Szuka słabości. Ale ty pozostajesz niewzruszony. Obejmujesz ją. Obejmujesz ją swym silnym ramieniem. Ona płacze.

– Nie płacz – mówisz jej. – Tak miało być. Wszystko jest tak, jak tego chciałem.

Po czym całujesz ją. Całujesz ją długo w usta. Ona już nie płacze. Uśmiecha się, szczęśliwa. Sama podaje ci usta. Znów się całujecie. Zdobyłeś jej serce. Jesteś królem dżungli tego miasta. Nie masz samochodu, ale jesteś królem. Zabierz ją teraz do siebie metrem. Teraz przyda ci się reszta z rachunku. Na bilet. Albo nawet i na kartę miejską. Miłych Walentynek.

karol mrozinskiKarol Mroziński - poeta, dziennikarz, prawie prawnik. Szuka poklasku na portalu Facebook, kolekcjonuje serduszka na Twitterze i śledzi trendy żywieniowe na Instagramie. Kontakt z rzeczywistością łapie jedynie, gdy rozładuje mu się bateria w telefonie.

* Grafika: Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement