Brzmienie znacząco przewyższające gabaryty. Razer Leviathan Mini – recenzja Spider’s Web

Recenzja/RTV 29.02.2016
Brzmienie znacząco przewyższające gabaryty. Razer Leviathan Mini – recenzja Spider’s Web

Brzmienie znacząco przewyższające gabaryty. Razer Leviathan Mini – recenzja Spider’s Web

Głośniki Bluetooth to dość trudny temat. Każdy producent chce uszczknąć kawałek tego tortu, więc rynek jest dosłownie zalewany mniej lub bardziej udanymi propozycjami, za mniejsze lub większe pieniądze. Wyłowienie z tego gąszczu wartościowych produktów robi się coraz trudniejsze, ale czasem zdarza się tak, że perełki trafiają się w miejscu, którego byśmy się nie spodziewali. Takim przykładem jest Razer Leviathan Mini.

Razer to firma, która jeśli już kojarzy się z dźwiękiem, to tylko w wydaniu dla graczy w postaci gamingowych headsetów, czy całkiem udanej linii mikrofonów USB. W zeszłym roku Razer pokazał jednak soundbar Leviathan, który zaskoczył potężnym brzmieniem i dość rozsądną ceną. Był jednak głośnikiem naprawdę sporym. W tym roku więc Razer pokazał jego miniaturkę – głośnik Razer Leviathan Mini, którego miałem przyjemność testować przez kilka ostatnich tygodni i który okazał się być prawdziwym, małym potworem.

Pakowanie z najwyższej półki.

Zacznijmy od zawartości opakowania, bo jest się tutaj nad czym rozwodzić. Rozpakowałem naprawdę sporo głośników Bluetooth i niewiele jest w stanie równać się doświadczeniu, jakim jest rozpakowanie Razera Leviathan Mini. Po podniesieniu kartonowej pokrywy naszym oczom ukazuje się głośnik, postawiony niejako na piedestale, a pod spodem, w wyściełanych gąbką przegródkach znajdziemy ładowarkę z dwiema końcówkami (zależnie od regionu), papierologię, kabel USB oraz dwie naklejki Razera. Ośmielę się powiedzieć, że rozpakowaniu tego głośnika naprawdę blisko do wrażeń towarzyszącym rozpakowaniu produktu Apple.

razer-leviathan-mini-9

W zestawie znajdziemy też bardzo dobrej jakości, siatkowe etui do transportu głośnika.

Jakość wykonania też niczego sobie.

Tym, co uderza po wyjęciu głośnika Razer Leviathan Mini z pudełka, jest to, jak dobrze został wykonany i ile waży. Na papierze masa 538 g i wymiary 54 x 185 x 55 mm nie robią wielkiego wrażenia, ale po wzięciu głośnika do ręki czuć, że to kawał solidnego sprzętu. Bryła jest bardzo prosta i przywodzi na myśli laptopy z serii Blade, ale taka stonowana stylistyka bardzo przypadła mi do gustu. Dzięki temu głośnik wygląda dobrze praktycznie w każdym miejscu w mieszkaniu.

Jeśli chodzi o złącza i przyciski, to też jest skromnie i minimalistycznie. Na jednej krawędzi mamy przyciski zasilania i Bluetooth oraz gniazdo jack 3,5 mm i microUSB, z drugiej strony znajdziemy tylko malutkie logo NFC, sygnalizujące miejsce, w którym możemy z pomocą tej technologii sparować z głośnikiem naszego smartfona. Na górze mamy klawisze głośności oraz play/pauza (dublujący także jako przycisk do odbierania połączeń).

Razer Leviathan Mini łączy się przez NFC.

Przedni i tylny grill skrywają zestaw dwóch głośników o średnicy 45 mm oraz dwóch pasywnych, 40 mm radiatorów. Całość daje moc 24W i choć może się to wydawać niewielką wartością, to głośność, z jaką jest w stanie zagrać to małe pudełko, jest naprawdę spora.

Razer Leviathan Mini to znacznie większy dźwięk, niż wskazuje na to opakowanie.

Pierwszym co zaskakuje jest właśnie natężenie, z jakim Razer Leviathan Mini potrafi wypluwać z siebie dźwięk i to bez najmniejszych zniekształceń czy przesterowania. Bez problemu napędzi małą domówkę, nie mówiąc już o słuchaniu muzyki na co dzień, nawet w salonie.

Co jednak bardzo istotne, Razer Leviathan Mini potrafi też zagrać bardzo cicho, nie tracąc przy tym jakości brzmienia, o czym napisałem osobny artykuł – ten mały głośnik sprawił, że o wiele chętniej słuchałem muzyki płynącej właśnie z niego, niż z dużego zestawu 2.0, który stoi na moim biurku.

Razer Leviathan Mini posiada kodek aptX.

Jeśli miałbym Razera przyrównać do innego produktu na rynku, to z pewnością byłby to głośnik Bose Soundlink Mini, co samo w sobie mówi, z jak wysokiej klasy produktem mamy do czynienia. Zaskakujące są przede wszystkim tony niskie. Zazwyczaj małe pudełko = niewiele basu, a tutaj jednak dół pasma jest bardzo wyraźny, ale przy tym nie dominujący. Tylko w gatunkach pokroju rapu czy muzyki elektronicznej, gdzie nastawiamy się na soniczne wstrząśnięcie klatki piersiowej, można być zawiedzionym możliwościami Razera Leviathan Mini. W każdym innym gatunku muzycznym basy są przyjemnie miękkie, ale zachowują klarowność i selektywność. Dzięki temu basowe pochody są wyraźnie słyszalne i nie zlewają się ze sobą.

Odrobinę za bardzo ściśnięta jest średnica, nawet jak na mój gust. Dzięki temu jednak muzyka gitarowa brzmi bardzo dobrze, bo gitary elektryczne zyskują należytą separację od tonów wysokich i niskich. A jeśli dla kogoś środka pasma jest za mało, to drobna korekta equalizerem załatwi sprawę. Przy czym naprawdę musi być ona drobna, bo Razer Leviathan Mini jest bardzo czuły na wszelkie zabawy EQ.

razer-leviathan-mini-1

Tony wysokie za to śpiewają przepięknie. Słychać to było szczególnie w muzyce klasycznej i filmowej, gdzie separacja instrumentów i klarowność np. sekcji smyczkowych była naprawdę niebywała, jak na sprzęt takiej wielkości i tej klasy.

Miejsce, w którym Razer Leviathan Mini niedomaga (jak i każdy inny, mały głośnik Bluetooth) to szerokość sceny muzycznej. Czuć niestety, że dźwięk wydobywa się z małego pudełka i nic na to nie poradzimy. Chyba że… kupimy drugiego Razera. Dzięki możliwości Combo Play możemy połączyć ze sobą dwa Leviathany Mini na odległość max. 4 metrów. Takie połączenie zagwarantuje odpowiednią scenę stereo i mówiąc szczerze, nie pogardziłbym takim zestawem na biurku. Już jeden głośnik w codziennym użyciu spisuje się naprawdę przednio. Dwa głośniki byłyby tylko dwa razy lepsze.

razer-leviathan-mini-5

Słuchając muzyki przez Razer Leviathan Mini, podobnie jak w innym sprzęcie obsługującym kodek aptX, trzeba zwrócić uwagę na jakość muzyki, którą dostarczamy do głośnika. Leviathan Mini jest bardzo wrażliwy na kiepski bitrate – warto więc zwrócić uwagę, czy mamy w smartfonie ustawioną najwyższą możliwą jakość streamingu, czy też nasze pliki mają przynajmniej te 256 kbps. Razer Leviathan Mini to jeden z tych sprzętów, w których usłyszymy różnicę między stratnym i bezstratnym formatem audio, oraz niższą i wyższą jakością strumieniowania.

Razer Leviathan Mini na co dzień jest przyjemnie bezobsługowy.

Niejednokrotnie zdarzało mi się testować głośnik Bluetooth, o którym ciągle trzeba było pamiętać. Wyłączać go ręcznie, bo nie potrafił wyłączyć się sam po okresie nieaktywności, za każdym razem parować ponownie ze smartfonem… tutaj takich problemów nie ma. Po włączeniu głośnika łączył się on z moim smartfonem momentalnie, nie było żadnego lagu między włączeniem muzyki a jej odtwarzaniem z głośnika.

Szkoda, że czas pracy na jednym ładowaniu to tylko 10 godzin. Mówię “tylko”, choć 10 godzin jest tak naprawdę standardem w sprzęcie tej klasy. Chciałoby się jednak odrobinę więcej, szczególnie po tym, jak testowałem głośniki innej firmy, które może nie grały tak dobrze, ale wytrzymywały na jednym ładowaniu aż 25 godzin, a wcale nie były wiele większe.

Minimalistyczne wzornictwo wyróżnia Razer Leviathan Mini.

Jako miły dodatek mogę zaliczyć opcję rozmów głosowych poprzez Razera Leviathan Mini, co sprawia, że jest jeszcze lepszym kompanem na biurku. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby jakość tych rozmów zwaliła mnie z nóg. Jest po prostu poprawnie. Zarówno po stronie jakości połączenia, głosu rozmówcy jak i redukcji szumów. Nie odnotowałem nic szczególnie in plus, ani szczególnie na minus.

W ostatecznym rozrachunku… będę tęsknił za tym głośnikiem.

Ciepłe, bardzo “muzyczne” brzmienie, bezobsługowość, świetna jakość wykonania, przyjemna dla oka stylistyka… to wszystko sprawia, że Razer Leviathan Mini naprawdę mnie zauroczył, nie mniej niż np. sprzęt Bose. Niestety, podobnie jak za sprzęt Bose również i tutaj przyjdzie nam zapłacić spory pieniądz za tę całą jakość. Na stronie Razera widnieje cena 170 Euro, więc podejrzewam, że w momencie debiutu Leviathana Mini na polskich, sklepowych półkach, cena wyniesie jakieś 800-900 zł.

To bardzo dużo, a konkurencji w tym segmencie nie brakuje. Razer może mieć tutaj twardy orzech do zgryzienia, szczególnie ze względów wizerunkowych – ta marka nie kojarzy się ze sprzętem audio, więc kupujący mając do wydania taką kwotę, zapewne w pierwszej kolejności spojrzy w stronę firm takich jak Bose czy JBL.

Niemniej jednak, pomimo wysokiej ceny, Razer Leviathan Mini jest w moim odczuciu wart swoich pieniędzy i z pewnością stanowi godną alternatywę dla tych bardziej “oczywistych” sprzętów.

Dołącz do dyskusji

Advertisement