Wybić cały gatunek dla ludzkiej wygody, czyli przygnębiająco o komarach, wirusach i naszej krótkowzroczności

Artykuł/Nauka 09.02.2016
Wybić cały gatunek dla ludzkiej wygody, czyli przygnębiająco o komarach, wirusach i naszej krótkowzroczności

Wybić cały gatunek dla ludzkiej wygody, czyli przygnębiająco o komarach, wirusach i naszej krótkowzroczności

Być może powinniśmy wybić te zwierzęta na całym świecie, przynajmniej niektóre gatunki. Ich przydatność jest zbyt mała, by usprawiedliwić istnienie krwiożerczych bestii.

Uwielbiam lato. Jest w trakcie lata jedna rzecz, o której zapominam, a która psuje wiele wieczorów – komary. Te małe krwiożercze potworzyce uwielbiają moją krew i sprawiają, że czasem nie mogę w nocy spać, a gdy już zasnę, budzę się z podrapanymi nogami.

To i tak nic – komary to najbardziej zabójcze stworzenia na świecie.

Zabijają prawie milion ludzi rocznie, roznoszą malarię (którą co roku zaraża się prawie ćwierć miliarda osób), czikungunię, dengę, żółtą febrę i wiele innych chorób, które nie tylko zabijają, ale przykuwają do łóżka i wymagają ogromnych nakładów finansowych i czasowych. Ostatnio głośno jest też o wirusie Zika, który być może powoduje małogłowie u nowo narodzonych dzieci.

Zika to wirus, który jeszcze kilkanaście lat temu zarażał głównie zwierzęta leśne. Przypadki zarażeń ludzi były rzadkie i nie sprawiały żadnych problemów. Zika była też przypadłością znaną jedynie z Afryki i południowo-wschodniej Azji, ale w maju zeszłego roku pojawiła się w Brazylii i teraz zdiagnozowano zarażenie w ponad 25 krajach obu Ameryk. Wykryto ją ostatnio także w Hiszpanii, u kobiety w ciąży, która wróciła z Kolumbii.

Wirus przenoszony jest przez komary z gatunku Aedes, w tym te, które przenoszą dengę. Naukowcy przypuszczają, że komary Aedes zasiedlają coraz większe i wyższe tereny z powodu globalnego ocieplenia – zwiększa to szanse zarażenia.

Zika może być także przenoszona drogą płciową. W Stanach Zjednoczonych potwierdzono jeden taki przypadek, a sperma zarażonego miała w sobie wirusa. Wykryto go też w moczu oraz ślinie. W 80% przypadków zarażeni nie wykazują żadnych objawów, a ślady wirusa znikają z krwi w ciągu tygodnia-dwóch. Czasem wirus wywołuje gorączkę, wysypki, bóle głowy czy zaczerwienione oczy, w rzadkich przypadkach prowadzi do uszkodzenia układu nerwowego.

WHO szacuje, że w tym roku Ziką zarazi się ponad 4 mln osób.

Ciężarnym lub planującym zajście w ciążę kobietom zaleca unikanie tropikalnych klimatów i miejsc, w których wykryto Zikę, i nawołuje do prac nad szczepionką (te już trwają, nie wiadomo jednak, kiedy szczepionka powstanie). Z Brazylii dochodzą sygnały o kolejnych powiązaniach wirusa z setkami przypadków małogłowia, choć liczba urodzeń dzieci z tą wadą spada.

Przypuszcza się, że wirus po prostu zmutował, tak jak mutuje wiele chorób, bakterii i wirusów. Podróże z kontynentu na kontynent na mistrzostwa świata w piłce nożnej w Brazylii mogły przyczynić się do pojawienia się wirusa w Ameryce Południowej, a obecność komarów podatnych na przenoszenie go pomogła w rozprzestrzenieniu.

Niesamowite jest to, jak mało wiemy i o samym wirusie, i żniwach, które może zebrać. Oprócz opisanych wyżej przypadków podejrzewa się też, że zmutowana Zika lub czikungunia może być przyczyną ostatnich częstszych niż naturalne, niezrozumiałych śmierci małp wyjców z Nikaragui. Jeśli to prawda i Zika wdarła się do nowych ekosystemów, konsekwencje mogą być nieprzewidywalne.

Jedno wiemy na pewno – to komary odpowiedzialne są za rozprzestrzenianie się wirusa i to w zlikwidowaniu gatunków przenoszących go upatruje się sposób na zatrzymanie Ziki. I to w dosyć niesamowity sposób.

Władze Brazylii niedawno zezwoliły na wypuszczenie w różnych częściach kraju zmodyfikowanych genetycznie komarów Aedes aegypti, tego samego gatunku, który przenosi Zikę.

Nie jest łatwo wybić komary – wszelkie chemiczne sposoby stanowią ryzyko dla innych gatunków owadów i mogą mieć nieprzewidziane konsekwencje dla całej fauny, nie dając gwarancji skuteczności. Oxitec, firma z Wielkiej Brytanii, stworzyła więc zmodyfikowane osobniki męskie Aedes aegypti, które posiadają proteiny hamujące uaktywnianie się innych genów potrzebnych do osiągnięcia dorosłości. Zmodyfikowane komary umierają więc zanim dojrzeją.

Jednak komary-mutanty potraktowane antidotum osiągają dojrzałość i mogą się rozmnażać. Wypuszczone na wolność parują się z samicami przekazując samodestrukcyjne geny. Potomstwo umiera, zanim ma szansę się rozmnożyć.

Oxitec twierdzi, że testy tej technologii na Kajmanach, w Brazylii i Panamie wykazały nawet 99% skuteczność. W Piracicaba w okolicach Sao Paulo liczebność larw Aedes aegypti zmiejszyła się o 82% w ciągu 8 miesięcy.

Podobnych technik używano już do zmniejszenia populacji insektów niszczących uprawy roślin, na przykład brokułów i odpornych na środki owadobójcze. Pozostaje pytanie, czy to bezpieczne?

W końcu człowiek ingeruje w środowisko naturalne, co może prowadzić do zaburzenia równowagi i zwiększyć populację innych gatunków lub zaburzyć ciągłość łancucha pokarmowego.

Naukowcy nie są przekonani, czy zniknięcie komarów będzie miało jakieś poważne konsekwencje. Wiadomo, że świat bez komarów oznaczałby mniej chorób oraz więcej ludzi.

Gatunków komarów jest ponad 3,5 tys., z czego tylko kilkaset kąsa i wypija krew potrzebną do reprodukcji. I choć komary stanowią główne pożywienie niektórych zwierząt, a ich larwy przydatne są w kilku przypadkach w rozwoju roślin, częściej przeważają głosy mówiące, że ekosystemy, z których usunięto komary dostaną na chwilę czkawki, a potem szybko przyzwyczają się do ich nieobecności.

To pytanie też kwestii etycznej. Przecież ludzkość niemal wesoło niszczy kolejne gatunki zwierząt o konkretnym, przydatnym i określonym miejscu w ekosystemach, jak tuńczyki, słonie czy koralowce i wydaje się nie przejmować konsekwencjami. Dlaczego więc nie zlikwidować zabójczych komarów? Tym bardziej, że jesteśmy w posiadaniu narzędzi, które uderzają w jeden gatunek, precyzyjnych jak brzytwa.

Przy okazji tej całej dyskusji i problemów z Ziką pojawia mi się też niepokojąca myśl.

My, ludzie, lubimy odpychać od siebie myśl o potencjalnych tragediach. Filmy katastroficzne są fajne i przyjemne do oglądania w kinie, gdy siedzimy w ciepłej i bezpiecznej sali. Tymczasem wiemy, że w Ziemię niemal praktycznie w każdej chwili może uderzyć ciało obce, które zniszczy nas wszystkich, że globalne ocieplenie już zbiera żniwa, a w ciągu dekady lub dwóch zmieni całkowicie rzeczywistość, w której żyjemy. Wiemy też, że mimo lat pokoju żyjemy na krawędzi rozpętania się kolejnej wojny, tym razem być może takiej, która zakończy się całkowitą anihilacją ludzkości.

Być może większość z nas zginie od zmutowanego wirusa, który rozprzestrzeni się w niekontrolowany sposób, zanim będziemy mieli okazję temu zapobieć. A może zginiemy, bo podobny wirus zniszczy źródła naszego pożywienia, zaburzając nieodwracalnie delikatne ekosystemy przyrody.

Być może sami przyczynimy się do tego wypuszczając w świat genetycznie zmodyfikowane zwierzęta.

Nie wiem. Wiem natomiast, że przy takich okazjach widać, jak mianując się najinteligentniejszym stworzeniem jakie znamy, tak naprawdę poruszamy się niemal po omacku i jak wolimy przyjmować problemy “na klatę” gdy się pojawiają, natomiast nie umiemy myśleć perspektywicznie.

Jednak tych komarów to bym się chętnie pozbyła, z czystej wygody i dla komfortu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement