Apple leci po bandzie – aktualizacja oprogramowania psuje iPhone’y, które naprawiano w nieautoryzowanym serwisie

Apple leci po bandzie – aktualizacja oprogramowania psuje iPhone’y, które naprawiano w nieautoryzowanym serwisie

Apple leci po bandzie – aktualizacja oprogramowania psuje iPhone’y, które naprawiano w nieautoryzowanym serwisie

Naprawiałeś iPhone’a w nieautoryzowanym serwisie, a potem aktualizujesz oprogramowanie? Nie zdziw się, jeśli iPhone umrze i wyświetli błąd “error 53” – oznacza to, że Apple zepsuł twój telefon, bo korzystałeś z zamienników, zamiast kupić drogie, oryginalne części. Problem istnieje od jakiegoś czasu, ale według ostatnich danych nasilił się wraz z aktualizacją do najnowszej wersji systemu iOS. Czy takie działanie, to uzasadniona troska o wysoką jakości produktów – jak tłumaczy to Apple – czy przekroczenie pewnej granicy, za którą producent nie powinien przechodzić?

Aktualizacja: Apple niespodziewanie zmienił decyzję. Koniec z psuciem smartfonów naprawianych w nieautoryzowanych serwisach

gajewskiMaciej Gajewski:

To jest po prostu skandal! Jakim prawem firma w sposób zdalny psuje mi sprzęt, który zakupiłem. Pytam „jakim prawem”, a pewnie zarezerwował sobie do tego prawo w licencji. Tym niemniej jestem w szoku. Wyobraźmy sobie teraz sytuację, kiedy to producent naszego samochodu wykrył nieoryginalną, tańszą i ładniejszą gałkę do zmiany biegów i z tego powodu blokuje nam samochód. Wygrażalibyście pięścią? To czemu, jak sprawa dotyczy telefonu, nagle twierdzimy, że „w sumie spoko”?

Bezczelność Apple’a jest porażająca. Zwłaszcza, że sama idea, po lekkiej modyfikacji, byłaby pożyteczna i chwalebna. Komunikat na pulpicie z informacją, że dana część jest nieautoryzowana i że Apple nie gwarantuje, że iPhone się przez to nie zepsuje lub nawet nie wybuchnie nam w rękach. Taki komunikat byłby podstawą do reklamacji w sklepie. Lub informacją, o której i tak wiedzieliśmy.

Tymczasem kupujemy z aukcji internetowej używany telefon, działa bezbłędnie (lub ma ukrytą wadę o której nie wiemy) i kilka miesięcy później, po aktualizacji iOS-a wnoszącej uaktualnione mechanizmy bezpieczeństwa wykrywające nowe rodzaje modyfikacji sprzętu i oprogramowania, telefon nam zdycha w rękach. Kontaktu ze sprzedawcą brak. Telefonu również.

Apple, puknij się w czoło.

grabiecPiotr Grabiec:

Apple znane jest z tego, że inkasuje kosmiczne pieniądze za akcesoria i podzespoły. Mnóstwo użytkowników przez to płaci kilkaset złotych za dodatkowe 48 GB pamięci w urządzeniu. To praktyki godne potępienia ze strony konsumentów i godne uznania patrząc na… zmysł biznesowy Tima Cooka.

Teraz Apple idzie o krok dalej i robi zamach na rynek nieoryginalnych podzespołów – konkretnie czytników linii papilarnych. Rozumiem oburzenie Maćka, które jest poniekąd słuszne, ale jest też inna strona medalu. Tak, mam zamiar stać się tutaj fanbojskim adwokatem diabła.

Pierwsza reakcja na doniesienia o tym, że iOS 9 ucegla iPhone’y z wymienionym Touch ID to naturalnie “znów chciwa korporacja wykorzystuje swoją pozycję i chce zabić producentów nieoryginalnych akcesoriów”. Nie da się ukryć, że Tim Cook chce tym samym ukrócić rynek zamienników do swoich urządzeń.

Czytnik TouchID to nie jest jednak ozdoba w postaci ładnej gałki do zmiany biegów. To mechanizm, który służy do autoryzacji płatności i logowania. Nie chciałbym kupić używanego iPhone’a, który miał wymieniany przycisk TouchID na nieoryginalny od dostawcy niewiadomego pochodzenia.

TouchID służy do weryfikacji tożsamości użytkownika i chroni jego dane. Na innych rynkach weryfikuje się za jego pomocą płatności Apple Pay. Moim zdaniem to, żeby ten komponent był oryginalny, jest kluczowe, by zapewnić bezpieczeństwo logowania się i dokonywanych transakcji.

Jestem przekonany Maćku, że kupując samochód nie chciałbyś, by się okazało, że poprzedni sprzedawca zmienił zamek na nieoryginalny – o czym dowiedziałbyś się dopiero, gdyby okazało się, że ktoś zawinął Ci furę z parkingu bo nieoryginalny zamek to była atrapa, która przyjmowała każdy klucz.

Warto też dodać, że cały rynek używanych sprzętów mobilnych Apple’a jest… popsuty. Nie sposób ocenić wśród ofert w serwisach aukcyjnych i w komisach, czy sprzedawane telefony są złożone z oryginalnych części, czy to potworki Frankensteina złożone w połowie z chińskich zamienników.

Zgodzę się jednak, że Apple wybrał tutaj – jak to firma ma w zwyczaju – rozwiązanie drastyczne. Zamiast uceglać urządzenie mógłby być wyświetlany komunikat o montażu nieoryginalnego komponentu, lub po prostu sama funkcja weryfikacji odcisku mogłaby być wyłączana.

Wydaje mi się jednak, że Apple ryzykuje tutaj negatywny PR po to, by wysłać w świat informację: produkowanie zamienników Touch ID będzie od teraz nieopłacalne. W perspektywie czasu rozwiązanie wyjdzie klientom – a przynajmniej ich części – na dobre.

Kupując używanego iPhone’a będzie znacznie mniejsza szansa, że trafi się na model z wymienionym po cichu Touch ID na nieoryginalny. Współczuję jednak osobom, którym telefon się ucegli po aktualizacji tylko dlatego, że zostali oszukani przez sprzedawcę.

Ich złość na Apple’a będzie wtedy bardziej niż uzasadniona.

pajakPrzemysław Pająk:

Bardzo mądra decyzja Apple. Jeśli chce się kontrolować jakość, także tą związaną z naprawą urządzeń, trzeba również dbać o to, aby doświadczenie także takiego użytkownika stało na najwyższym z możliwych poziomów.

Nie po to Apple buduje swoją markę tak pieczołowicie, żeby traciła na tym, że nieautoryzowani cwaniacy, którzy wciskają klientom zamienniki – często wątpliwej jakości – ją niszczyli.

gajewskiMaciej Gajewski:

Nie rozumiem was panowie. Zaczynając od Piotrka. W jaki sposób blokada telefonu uchroni cię przed wykorzystaniem tego mechanizmu lepiej, niż informacja na ten temat? A, Przemku, jeżeli ktoś sobie życzy „pełnego doświadczenia serwisu Apple” to nikt mu nie broni iść do serwisu Apple. Korzyści z autoryzowanego serwisu nad nieautoryzowanym są oczywiste bez konieczności zdalnego psucia kupionych przez konsumentów urządzeń.

kotkowskiŁukasz Kotkowski:

W pełni zgadzam się z Piotrkiem i Przemkiem – to bardzo dobry ruch i zabezpieczenie przed m.in. polskim, serwisowym cwaniactwem, które potrafi wrzucić chińską tandetę zamiast sprawnej części zamiennej, a też nie mówimy tu o elemencie, który “od biedy” można zastąpić po taniości, ale o Touch ID, które de facto stanowi bardzo istotny element zabezpieczeń w nowych iPhone’ach.

I tak jak pisze Przemek, pozostaje też kwestia reputacji. W krajach, gdzie funkcjonują stacjonarne Apple Store’y, może nie jest to taki problem, bo naprawa gwarancyjna jest dostępna w autoryzowanym serwisie na pstryk palcami. Ale w krajach, które nie mają tyle szczęścia (np. w Polsce) Bóg jeden raczy wiedzieć, co dzieje się za drzwiami nieautoryzowanego serwisu.

Zgadzam się jednak też, że Apple powinien wystosować do użytkowników stosowny komunikat przez zablokowaniem urządzenia, zamiast anonimowego “erroru 53”, który dla laika może oznaczać tak naprawdę cokolwiek. Skoro firma decyduje się na tak drastyczny zabieg, użytkownicy powinni zostać o tym odpowiednio uprzedzeni, aby uniknąć problemów zarówno przy serwisowaniu obecnego smartfona, jak i np. zakupie używanego.

I nie, Touch ID to nie jest skrzynia biegów w samochodzie. To są zamki do mieszkania. Nieznajomy ślusarz może mi wymienić zamki w drzwiach, ale zawsze z przezorności wolę sam wstawić nową wkładkę z nowym kluczem. Bo nie brakuje ludzi, którzy wykorzystują cudzą nieświadomość do własnych celów, dlatego zabezpieczenie, które wprowadza Apple działa jak najbardziej na korzyść użytkownika, choć jest dość drastycznym posunięciem.

nowakMateusz Nowak:

Afera z aktualizacją iOS-a do wersji 9, która niszczy iPhone’y, w których wykryte zostaną nieoryginalne części udowadnia jedno – Apple to korporacja najgorszego sortu. Moloch, który nie liczy się z klientami, nie liczy się dobrymi praktykami, nie liczy się z prawami, które od setek lat rządzą rynkami na całym świecie, a ochroną środowiska zajmuje się chyba tylko pod publiczkę.

Części zamienne istniały na długo przed Apple’em oraz iPhone’em i z całego serca życzę wam, i sobie, aby istniały nadal. To między innymi właśnie w obronie części zamiennych miliony osób wyszły pewnej mroźnej zimy na ulice, żeby na całym świecie protestować przeciw ustawom ACTA i SOPA, które chciały tak mocno chronić prawa autorskie, że mogły raz na zawsze zabronić tworzenia elementów zamiennych do przeróżnych sprzętów: samochodów, komputerów, iPhone’ów, zmywarek i wielu innych.

Oczywiście rozumiem, że komuś, kto stworzył iPhone’a przysługują prawa do ochrony projektu. Jednak prawo to nie powinno sięgać tak daleko, aby chronić najdrobniejszy element składowy danego urządzenia, który jest masowo tłoczony przez chińskie fabryki.

Apple pogrywa sobie mocno uziemiając iPhone’y, w których zostanie znaleziony zamiennik czytnika linii papilarnych. Wystarczy zaktualizować oprogramowanie w urządzeniu, aby tym prostym ruchem całkowicie uziemić sobie telefon. Urządzenie z nieoryginalną cześcią wyświetli tylko napis “error 53” i tyle. Pozostaje wyrzucić do kosza lub zanieść do autoryzowanego serwisu, który za grubą kasę dokona naprawy. Nie ma co, ekologia pełną gębą.

Ciekawy jestem ile osób, szczególnie ze starszymi iPhone’ami, po ujrzeniu komunikatu o błędzie 53 podejmie decyzję o wymianie sprzętu na nowy. Dane statystyczne mówią, że skutecznym impulsem do wymiany sprzętu na nowszy często jest słabnący akumulator. Być może Apple tym chorym i nagannym ruchem zapewniło sobie właśnie kolejną falę klientów – jak nie tych co zostawią dolary w serwisie, to tych, którzy od kasy będą odchodzili z nowym iPhone’em 6s.

Oczywiście fajnie byłoby, gdyby osoba kupująca używanego iPhone’a wiedziała, czy pod obudową wszystkie elementy są oryginalne, czy też zastosowano jakieś tańsze zamienniki. Jednak w tym celu wystarczałby zwykły komunikat, który wyświetliłby się tuż po starcie, mówiący: “Hej, w tym iPhonie czytnik linii papilarnych jest nieoryginalny. Jeśli będziesz miał z nim problemy, to wpadnij do Apple Store, gdzie naprawimy urządzenie z pomocą oryginalnych części wysokiej jakości i twoje urządzenie odzyska 100% emejzingu i magiczności”.

Co więcej, z tego co czytałem na różnych fotach, to komunikat o błędzie 53 można obejść, przez odpięcie nieoryginalnych części na czas aktualizacji oprogramowania w iPhonie – Kowalski sobie z tym nie poradzi, ale serwisant Janusz już tak. Jeśli informacja te się potwierdzi, to zmiany w iOS-ie dotkną najbardziej nie handlarzy, którzy kombinują, wrzucając do telefonów tanie zamienniki a użytkowników, którzy nieświadomie kupią taki sprzęt i uziemią go sobie przy najbliższej aktualizacji systemu.

gajewskiMaciej Gajewski:

Łukasz, w jaki sposób zabezpieczy? Co najwyżej będzie to droższe przedsięwzięcie, bo „mechanik” co jakiś czas będzie musiał wymieniać podzespoły w swoim warsztacie na te nowszej generacji, których iOS jeszcze nie wykrywa i zrobi to dopiero po którejśtam aktualizacji. I czy by sobie zapewnić bezpieczeństwo, nawiązując do tych kluczy do mieszkania, nie powinieneś mieć możliwości kupienia ich tylko od dewelopera, tylko w jego cenie?

kotkowskiŁukasz Kotkowski:

Wyobraź sobie sytuację, w której ktoś wymienia czytnik linii papilarnych w Twoim telefonie na taki, do którego… on też ma dostęp. W Polsce może nas to nie obchodzi, ale w krajach, gdzie już funkcjonuje Apple Pay, złamanie zabezpieczeń telefonu równa się też dostępem do pieniędzy. A to już coś, co na pewno warto zabezpieczyć i czego sam bym nie powierzył jakiejś “firmie krzak”.

Maciej Gajewski: To coś jak ze ślusarzem. To jednak nie oznacza, że zawód ślusarza powinien być zakazany.

Mateusz Nowak: Łukasz, to Apple powinien zablokować Apple Pay lub funkcje związane z czytnikiem. Albo wyświetlać ostrzegające komunikaty. Uceglanie urządzenia jest jak strzelanie do muchy z armaty.

Łukasz Kotkowski: Nie przeczę, dlatego napisałem, że powinien być komunikat i że jest to zbyt drastyczne.

grabiecPiotr Grabiec:

Mateuszu – nie naginajmy faktów. Ludzie wyszli na ulicę w czasie dyskusji o ACTA bronić nielegalnych filmów i porno, a części zamiennych niejako przy okazji. Nie twierdzę też, że rynek części zamiennych powinien zniknąć – ale TouchID zostało słusznie porównane przez Łukasza do kluczy do mieszkania. To nie jest ładny żyrandol albo obrazek na ścianie.

I Maćku, właśnie w tym rzecz – dla takiego serwisanta-cwaniaczka montowanie nieoryginalnych TouchID będzie teraz przynajmniej utrudnione i bardziej kosztowne.

Maciej Gajewski: Jak myślisz, kto ten koszt poniesie w końcowym rozrachunku? Bo ja stawiam na klienta z premedytacją przez podmiot trzeci uszkodzonym telefonem.

Mateusz Nowak: Piotr, z ciekawości zapytam: klucze do mieszkania dorabiasz u najbliższego gościa, który ma warsztat na mieście, czy jedziesz do producenta drzwi?

grabiecPiotr Grabiec:

Zgadzam się, że obrywa rykoszetem mnóstwo Bogu ducha winnych użytkowników i zgadzam się, że to jest godne potępienia. Wspomniałem zresztą, że użytkownicy mają pełne prawo mieć do Apple’a pretensje i z tym nie dyskutuję. Nie uważam jednak, by sam pomysł utrudniania montażu nieoryginalnego czytnika linii papilarnych był godny potępienia per se. Jeśli już, to implementacja tego pomysłu pozostawia nieco/wiele do życzenia.

Mateusz, to nawet nie chodzi o to, co ja zrobię. Chodzi o to, że nie chciałbym wprowadzić się do mieszkania, które ma kiepski zamek otwierany każdym kluczem, bo właściciela oszukał ślusarz. Nie wymieniasz zamka na swój wprowadzając się do cudzego mieszkania – tak jak nie wymieniasz TouchID po kupnie używanego telefonu.

Maciej Gajewski: Oczywiście, że utrudnienie, życia serwisantom-cwaniaczkom jest dobrym pomysłem. Tak samo, jak dobrym pomysłem jest pozbycie się przestępców z miasta. Ale to nie oznacza, że trzeba napalm wylać na Pragę Północ 😉

Aktualizacja: Apple niespodziewanie zmienił decyzję. Koniec z psuciem smartfonów naprawianych w nieautoryzowanych serwisach

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement