Właśnie dla takich aplikacji kupuje się iPhone’a i Maka. Airmail – recenzja Spider’s Web

Recenzja/SW Testuje 08.02.2016
Właśnie dla takich aplikacji kupuje się iPhone’a i Maka. Airmail – recenzja Spider’s Web

Właśnie dla takich aplikacji kupuje się iPhone’a i Maka. Airmail – recenzja Spider’s Web

Mimo że aplikacje do obsługi poczty stanowią podstawowe wyposażenie smartfonów od wielu lat, ba, nawet telefony z Symbianem dawały możliwość obsługi poczty, to tak naprawdę jeszcze nikomu nie udało się stworzyć aplikacji idealnej. Przynajmniej takiej, która byłaby idealna dla mnie.

Odkąd pamiętam, korzystam z Gmaila, ale od zawsze szukałem alternatywy pozwalającej na obsługę poczty przez zewnętrzną aplikację. Miałem krótki epizod z Outlookiem, chwilową ekscytację Postboxem, ale gdy po kilku latach pracy na Windowsie przyszedł czas przesiadki na Maka, to wtedy na dobre rozpoczęło się poszukiwanie idealnego klienta do obsługi poczty.

Z poczty elektronicznej korzystam bardzo często, staram się traktować ją równoprawnie z narzędziami do obsługi zadań czy projektów. Często łapię się nawet na tym, że gdy jakiegoś zadania nie mam w skrzynce, to po prostu o nim zapominam. Dlatego też byłem bardzo szczęśliwy na wieść o tym, że powstają takie projekty jak Mailbox czy Inbox.

Niestety, po czasie okazało się, że obydwa pomysły, mimo że ciekawe, były mocno niedopracowane. Inbox wystartował z wersji alpha. W wersji, której brakowało bardzo wielu podstawowych funkcji. Zabrakło chociażby takich opcji jak stopka dołączana do każdego maila. Dodatkowo wyszukiwarka plików czy wątków również kulała, a mnie najmocniej doskwierał fakt, że Google bardzo długo zwlekał z uruchomieniem swojej usługi dla przeglądarki Safari.

Później, mimo zmian, tak czy inaczej brakowało aplikacji natywnej w wersji desktopowej. Aplikacje mobilne i klient webowy otrzymywały kolejne uaktualnienia, ale ja mimo to szukałem dalej.

W międzyczasie przyszedł ten nieszczęsny Mailbox. Nieszczęsny nie tylko przez to, że już zamknięty, ale nieszczęsny też dlatego, że rozpalał nadzieje, których nie był w stanie spełnić. Zarządzanie mailami było proste, ale już szybkość działania aplikacji pod mobile, obsługa załączników, wątków, czy wyszukiwanie ważnych informacji w archiwum pozostawiało wiele do życzenia. Dodatkowo aplikacja na OS X była daleka od tego, by dorównać komfortowi korzystania z webowej wersji Inboxa.

Jeżeli dodać do tego brak możliwości podłączenia innego konta mailowego niż pochodzącego od Google lub Apple, to śmierć tej aplikacji była bardziej niż pewna od samego początku jej egzystencji.

Między innymi dlatego, pomimo mojego długoletniego romansu z Google, wciąż szukałem alternatywy. I znalazłem ją — całkowicie przypadkowo. Przy okazji wyprzedaży oprogramowania ktoś polecił Airmaila.

Zaciekawiony jej wyglądem czym prędzej udałem się do App Store, ale tam spotkało mnie spore rozczarowanie. Aplikacja kosztowała prawie 10 dolarów. Nie są to pieniądze, które jestem skłonny wydać na zupełnie obcą dla mnie aplikację.

Na szczęście twórcy Airmaila dają możliwość pobrania aplikacji za darmo, ale w wersji beta. Skrzętnie z tej propozycji skorzystałem i dzisiaj nie wyobrażam sobie mojej pracy na mailach bez Airmaila.

air-mail-screen-1

Proste w obsłudze skróty klawiaturowe, które naprawdę ułatwiają życie, obsługa i wyświetlanie maili z kilku skrzynek pocztowych w jednym oknie, przepiękny wygląd, szybkość i prostota działania, a do tego możliwość przeniesienia maila na kolejny dzień w formie przypomnienia i notatki, które można przypisać do każdej wiadomości.

W chwili obecnej nie ma lepszej aplikacji do obsługi emaila na Maku.

Właśnie dlatego z tęsknotą wypatrywałem dnia, w którym swoją premierę będzie miał Airmail dla systemu iOS. Ta nastąpiła na początku zeszłego tygodnia i tym razem już bez wahania wydałem 5 dolarów na aplikację. Po kilku minutach cieszyłem się z jej obecności na moim telefonie i mimo kilku zgrzytów, nie widzę możliwości powrotu do Inboxa, z którego korzystałem dotychczas.

air-mail-screen-2

To co najbardziej lubię w Airmailu, czyli wygląd i prostota działania, mam teraz dostępne na telefonie. Nie muszę już korzystać z aplikacji Inbox czy SparrowMail. Mogę zostać w ekosystemie mailowym, który uwielbiam. Swoją droga, jeżeli szukacie ciekawej aplikacji to SparrowMail również zdecydowanie polecam. U mnie ta aplikacja wyleciała ze względów tylko i wyłącznie estetycznych. Mimo że jest dość ładna, to jednak Inbox czy Airmail biją ja na głowę pod tym względem.

Przechodząc do meritum

Ekipa odpowiedzialna za stworzenie Airmaila wykonała kawał dobrej roboty, ale aplikacja mobilna nie ustrzegła się wad. Dwie największe z nich to synchronizacja maili pomiędzy desktopem a mobile oraz nieoczekiwane zamykanie się aplikacji, w najmniej spodziewanych momentach.

Pierwszy błąd został już naprawiony przy okazji aktualizacji, która nastąpiła kilka dni po premierze, ale kolejne występują dalej i czasem nie dają mi spokoju. Gdy w wątku pojawia się zbyt dużo grafik, następuje blackout, ale też nie zawsze i nie ma jasnej reguły, wedle której błąd występuje. Wcześniej był też problem z opróżnianiem kosza, ale i on został naprawiony przy pierwszej aktualizacji. Błąd polegał na tym, że każda próba jego opróżnienia kończyła się wyłączeniem aplikacji.

Całe szczęście po tygodniu korzystania z aplikacji więcej grzechów nie pamiętam, więc pora przekazać dobre nowiny.

To co działa w Airmailu fenomenalnie, to możliwości konfiguracyjne dla całej aplikacji. Pomijam oczywiście brak ograniczeń i prostotę, z jaką można dodać kolejne konta pocztowe. Oprócz tego możemy skonfigurować np. to, czy linki mają otwierać się w przeglądarce wewnętrznej aplikacji czy może jednak w Chrome albo Safari. Możemy też skonfigurować to, co wyświetlać będzie się za pomocą wykonywanych gestów i ok, nie jest to nowość, ale tutaj możemy skonfigurować cały boczny pasek menu wyświetlający takie funkcje, jak przekazywanie maili, drzemka, drukowanie, zapisywanie w PDF, etc.

air-mail-screen-3

Oprócz tego możemy skonfigurować podpisy, etykiety, powiadomienia, drzemki, ikonki, kolory dla każdego podczepionego konta. Oczywiście istnieje też możliwość integracji z popularnymi usługami do przechowywano plików w chmurze, obsługi zadań i projektów, kalendarzy, a nawet aplikacji do tworzenia tekstów takich jak iA Writer. Mamy też olbrzymi wpływ na to, co chcemy synchronizować z pomocą iCloud.

To co mnie irytuje w wielu aplikacjach, to kiepskie możliwości zarządzania załącznikami, brak możliwości dodania kilku plików naraz czy bałagan, który powstaje w dokumentach. W Airmailu jest to rozwiązane w taki sposób, że pliki mogę wysyłać przez Dropboxa albo Google Drive, a do zarządzania dokumentami mam oddzielną pozycję w menu i tam mam dostęp do tego, co jest mi faktycznie potrzebne – faktury, umowy, zamówienia i specyfikacje.

Czy warto kupić aplikację Airmail?

Zdecydowanie tak. Jedyną opcją na chwilę obecną, dzięki której byłbym w stanie zrezygnować z Airmaila, byłoby wypuszczenie natywnej aplikacji Inboxa na OSX. W innym wypadku nie widzę możliwości powrotu. A nawet jeżeli Google w końcu zdecyduje się na taki krok, to nie wiem, czy jest sens wracać.

air-mail-screen-4

Jedyna wątpliwość to wybór momentu, w którym należy aplikację kupić. Można kupić teraz i przyglądać się jej rozwojowi na bieżąco, a można też dokonać zakupu za kilka tygodni, gdy podstawowe błędy zostaną wyeliminowane.

Dołącz do dyskusji

Advertisement