Snapchat dał czadu w 2015 roku, ale prawdziwy czas próby jeszcze przed nim

Artykuł/Social media 02.01.2016
Snapchat dał czadu w 2015 roku, ale prawdziwy czas próby jeszcze przed nim

Snapchat dał czadu w 2015 roku, ale prawdziwy czas próby jeszcze przed nim

Wielu w niego nie wierzyło, a jednak. Snapchat powoli staje się numerem dwa na arenie mediów społecznościowych, a wśród części młodszego pokolenia nawet numerem 1. Multi-miliardowa wycena jest obietnicą przyszłych zysków, bo w Ameryce wierzą, że każdą społeczność da się skomercjalizować.

A ta skupiona wokół Snapchata jest wyjątkowo zżyta z aplikacją. Żadne inne medium nie umożliwia tak naturalnego kontaktu ze znajomymi i intymnej relacji z obserwowanymi celebrytami. Choć to dość odważne stwierdzenie, to jestem zdania, że Snapchat jak żadne inne medium jest drapieżny. I to podwójnie.

Po pierwsze od strony twórcy, który w danym momencie musi się skupić na „zapisaniu momentu”, przez co nie może np. napisać tweeta czy statusu na FB. Po drugie od strony odbiorcy, który w 100 proc. zaangażowany jest materiał wyświetlany na całym ekranie. To właśnie dlatego przewiduję, że „promowane historie” staną się w przyszłości głównym źródłem dochodów Snapchata. Będą generowały największe zaangażowanie odbiorcy w kontakt z marką.

Małe zmiany czynią aplikację wygodniejszą

Paradoksalnie największą zmianą w działaniu aplikacji jest ta z pozoru najmniejsza, wpływająca na „doświadczenia użytkownika”. Jeszcze niedawno, aby wyświetlać nagranie trzeba było cały czas dotykać palcem do ekranu, teraz wystarczy zaś tapnąć tylko raz, a Historie będą się zmieniały i odtwarzały automatycznie.

Sugerować to może kierunek, w jakim w przyszłości podążą twórcy aplikacji mobilnych.

Do kolejnych niewielkich zmian zaliczyć można dodanie funkcji Lenses, czyli ciekawych animacji modyfikujących przesyłane historie. Także im towarzyszy pomysł na poprawienie sytuacji finansowej startupu, bo wybrane animacje dostępne za opłatą. Zapłacić trzeba także jeśli chcielibyśmy odtwarzać wiadomości od znajomych więcej niż jednokrotnie.

Prywatnie nie  znam jednak ani jednej osoby, która przekazała Snapchatowi choćby złotówkę.

Snapchat się komercjalizuje

Duże pieniądze mają płacić Spiegelowi i spółce reklamodawcy, którzy na początku bardzo narzekali na współpracę z ekipą. Teraz, jak Noah Mallin z agencji MEC, są zdania, że „Snapchat ma wreszcie wykrystalizowaną propozycję dla reklamodawców”. Za oceanem reklamy można już nawet odpowiednio targetować i analizować ich efekty, co na początku nie było takie oczywiste.

W ciągu najbliższych miesięcy najprawdopodobniej będziemy także świadkami publicznej oferty Snapchata, o której plotkowano już na Zachodzie. Możemy pisać o 100 mln dziennych użytkowników i ogromnym zaangażowaniu, ale tak naprawdę dopiero giełda wymusi na Spiegelu pokazanie kart.

Młodzi są na Snapują

Mijający rok był dla Snapchata czasem udoskanalania aplikacji, a także próby budowy biznesu wokół społeczności. Z przecieków widomo, że na małą skalę już się udało, ale czy model będzie można rozszerzyć i dopuścić do niego np. polskich reklamodawców?

Według Snapchata nie ma na razie lepszej opcji na dosięgnięcie odbiorców w wieku 18-34 lat i ja się z nimi zgadzam, choć bardziej skłaniałbym się ku tej dolnej granicy. Młoda baza użytkowników to przecież kolejna zaleta Snapchata.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement