Nowy Mercedes E jest jak rój owadów. Porównanie dziwne, ale producent dobrze wyjaśnił o co chodzi

Artykuł/Motoryzacja 11.01.2016
Nowy Mercedes E jest jak rój owadów. Porównanie dziwne, ale producent dobrze wyjaśnił o co chodzi

Nowy Mercedes E jest jak rój owadów. Porównanie dziwne, ale producent dobrze wyjaśnił o co chodzi

Zazwyczaj kiedy w branży motoryzacyjnej padają porównania do zwierząt, mówi się o zwierzętach groźnych, drapieżnych albo po prostu szybkich. Mercedes po raz kolejny jednak obrał inną strategię, nową klasę C klasę E porównując do owadów. Konkretnie do całego ich roju. 

Nie jest to jednak pierwsze tego typu odrobinę nietypowe zagranie tego producenta. Ostatnio jeden z systemów luksusowej klasy S porównany został do… kurczaka. I choć może taki sposób promowania kosztującej w Polsce w większości wersji modelowych ponad 30 tys. zł opcji nie wydaje się z początku właściwy, to jednak sama reklama spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem. Choć oczywiście konkurencja nie mogła sobie darować drobnych uszczypliwości.

Tym razem nie ma jednak kurczaków. Są owady. Dlaczego?

W ten sposób Mercedes opisuje nowości, które pojawiły się w systemach związanych z częściowo zautomatyzowaną jazdą w nowej klasie C klasie E. Nie doczekaliśmy się wprawdzie pierwszego powszechnie dostępnego autonomicznego czy chociażby półautonomicznego Mercedesa, ale “owadzie” zachowanie najnowszej generacji klasy E z całą pewnością jest kolejnym krokiem w tym kierunku. I to krokiem bardzo potrzebnym.

Aktywne tempomaty wprawdzie na nikim nie robią dziś większego wrażenia. Tak więc fakt, że Mercedes E potrafi teraz utrzymywać zadany dystans za poprzedzającym go samochodem do prędkości 210 km/h nie jest specjalnym przełomem. To samo dotyczy również faktu, że niemiecki sedan zaoferuje teraz “jeszcze więcej wsparcia w kwestii sterowania” – rąk z kierownicy nie możemy bowiem nadal zdjąć.

mercedes e

O wiele bardziej interesujący jest fakt, że nowa klasa E jest sobie teraz w stanie poradzić z częściowo zautomatyzowaną jazdą (aktywny tempomat, utrzymanie pasa ruchu, etc.) tam, gdzie inne samochody mogą nie dać rady. Chodzi tu m.in. o przypadki, kiedy linie rozdzielające pasy jazdy są niewyraźne lub w ogóle z jakichś powodów nie ma ich na drodze.

Tu właśnie do akcji wchodzi wspomniany przez Mercedesa rój. Nowa klasa E monitoruje bowiem zachowanie samochodów znajdujących się w naszym otoczeniu i stara się na tej podstawie ustalić jak powinien się poruszać nasz pojazd. Do tego dochodzi jeszcze zbieranie informacji o obiektach znajdujących się równolegle do drogi i już – nowa klasa E pojedzie częściowo samodzielnie nawet tam, gdzie spora część systemów prawdopodobnie spanikowałaby, bo przestałaby nagle widzieć linie na drodze.

Niestety, ten dodatek nie funkcjonuje w pełnym zakresie prędkości obsługiwanym przez pozostałe systemy – w “roju” możemy jechać z maksymalną prędkością do 130 km/h. Zresztą nawet sam producent zaznacza, że jest to system mający przydać się głównie w korkach albo w przypadkach dużego zagęszczenia ruchu.

Szkoda też, że aktywny tempomat nadal potrzebuje pojazdu poprzedzającego. Chociażby nowe Volvo S90 poradziło sobie już z tym ograniczeniem i nie musimy przez całą drogę oglądać czyjegoś tylnego zderzaka.

https://www.youtube.com/watch?v=CCBkTp6uwfY

To jednak nie koniec nowych opcji (bo niestety większość nowości traktowana jest jako dodatki płatne lub zawarte w pakietach) związanych z pół-autonomicznym poruszaniem się nowego Mercedesa klasy E po drogach. Do oferty włączono chociażby zapowiadany już wcześniej system automatycznej zmiany pasa ruchu (który mogliśmy widzieć w akcji chociażby w Tesli S). Zasada działania z punktu widzenia użytkownika jest banalna – wystarczy włączyć migacz, odczekać co najmniej 2 sekundy, po czym samochód sam zbada nasze otoczenie i w odpowiednim momencie przeprowadzi za nas cały manewr.

Gdyby tego było mało, o parkowanie też nie trzeba się martwić

Zgodnie z obietnicami, nowego Mercedesa E można zaparkować albo wyprowadzić z miejsca parkingowego lub garażu bez konieczności wsiadania do środka. Wystarczy odpowiednia aplikacja na naszym smartfonie, klika prostych gestów i już – nasze auto albo zajmuje wyznaczone miejsce, albo czeka na nas gotowe do jazdy. Koniec w przeciskaniem się między samochodami na parkingu albo walką o to, żeby nie porysować drzwi w ciasnym garażu.

Kiedy w końcu zajmiemy już jednak miejsce w środku, powita nas nowy (choć znany w dużej mierze z obecnej klasy S) układ ekranów. Klasyczną tablicę wskaźników możemy opcjonalnie zastąpić 12,3-calowym wyświetlaczem, obok którego umieszczony jest drugi, charakteryzujący się identycznymi parametrami, odpowiedzialny za wyświetlanie informacji oraz rozrywkę. Całością możemy sterować albo za pomocą coraz mniej licznych przycisków, albo za pomocą touchpada umieszczonego w tunelu środkowym lub – po raz pierwszy – na kierownicy.

Oczywiście nie zabrakło także opcji bezprzewodowego ładowania smartfonu, choć fani gigantycznych fabletów mogą być rozczarowani – maksymalna przekątna ekranu urządzenia, która zmieści się do tak wyposażonego schowka, to 6″.

W końcu też smartfon może niemal na dobre stać się naszym kluczykiem do auta. W ramach opcji Digital Vechicle Key, nasz standardowy kluczyk możemy zastąpić smartfonem wyposażonym w NFC, który – przynajmniej według prasowych zapewnień producenta – będzie po odpowiedniej konfiguracji spełniał dokładnie tę samą rolę. No, może poza tym, że od teraz nikt nie rozpozna po kluczykach, że jeździmy Mercedesem – będziemy musieli samodzielnie o tym informować.

Klasa E rozmawia nie tylko z twoim smartfonem.

Rozmawia także z innymi klasami E, zarówno odbierając od nich istotne informacje, jak i przekazując je innym, a cały proces odbywa się automatycznie lub na polecenie kierowcy. Mercedes w tym przypadku podaje przykłady informacji np. o zepsutym samochodzie na drodze albo zmianach pogodowych czy zmianach warunków drogowych. W rezultacie możemy o takich zagrożeniach wiedzieć odpowiednio wcześniej, bo… ktoś jadący tą samą drogą takie wiadomości nadał, a one trafiły bezpośrednio do naszego systemu informacyjno-rozrywkowego.

Oczywiście samochód to nie tylko gadżety

Jak bardzo byśmy chcieli (albo i nie) samymi elektronicznymi zabawkami i wspomagaczami auta nie napędzimy. W związku z tym nowa klasa E, która w porównaniu do poprzednika urosła o 43 mm na długość, debiutuje w czterech wariantach silnikowych – czterocylindrowych E 200 (184 KM/300 Nm, 7,7 s do 100 km/h) i E 220 d (195/400, 7,3 s), sześciocylindrowego E 350 d (258/620, 5,9 s) oraz hybrydowej typu plug-in – E 350 e (205+82/350+360, 6,2 s). Ostatnia odmiana ma zapewnić zasięg do 30 km bez konieczności uruchamiania silnika spalinowego.

Docelowo do gamy silnikowej dołączy także sześciocylindrowy E400 (333/480) z napędem na cztery koła oraz czterocylindrowa jednostka diesla o mocy 150 KM i czterocylindrowe jednostki benzynowe o mocy do 245 KM.

Czytaj również: Aktualizacja oprogramowania odmieniła Teslę S. Zobacz, jak samochód sam otwiera sobie garaż i do niego wjeżdża

Dołącz do dyskusji

Advertisement