Karol Kopańko / 30.01.2016

Wszystko co musisz wiedzieć o Katarze, zanim tam pojedziesz

55 interakcji Przejdź do dyskusji

Polacy znają stolicę Kataru przede wszystkim z jej lotniska. Tymczasem Doha jest bardzo interesującym miastem, które zasługuje na poświęcenie mu przynajmniej kilku godzin, choćby w czasie przesiadki pomiędzy lotami. Oto wszystko, co powinniście wiedzieć przed wizytą w tym miejscu.

Doha jest ciekawym miastem. Raczej nie pięknym, ale ciekawym. Idealnym do poruszania się dla samochodów, a ja “byłem z buta”, ale i tak udało się kilka ciekawych rzeczy zobaczyć, choć wielu z nich nie ma na filmie 🙂

Posted by Karol Kopańko on Thursday, January 28, 2016

Doha jest stolicą Kataru, a także miastem bazowym jednej z największych linii lotniczych na świecie – Quatar Airways. W zeszłym roku, wracając z Indii, miałem okazję odwiedzić to ciekawe miasto, gdyż mój stop-over, czyli oczekiwanie na połączenie do Warszawy, trwał aż 22 godziny.

Katarska linia zapewniła mi transport na linii lotnisko – hotel, opłaciła sam hotel, posiłki i oczywiście zajęła się także wszystkimi dokumentami wizowymi (z relacji innych podróżnych wynoszę jednak, że otrzymanie wizy “na zwiedzanie miasta” to tylko formalność). To ponoć standard przy tak długich “przesiadkach”.

A oto, co widziałem w Doha i co już później czytałem o samym Katarze:

 

 

Doha – miasto zdecydowanie nie dla pieszych

Drogi w Katarze są naprawdę niesamowite. Z miasta na lotnisko biegnie pięć pasów i z lotniska do miasta tyle samo. Zero dziur i tłoku na jezdni. Wraz z kierowcą, który odebrał mnie z lotniska byliśmy jednymi z niewielu użytkowników tej autostrady w zasięgu wzroku. Dosłownie płynęliśmy, mogąc odbijać się od jednego jej krańca do drugiego.

Dużej prędkości nie pozwalały jednak rozwinąć gęsto rozlokowane fotoradary.

“Z policją w Katarze nie ma żartów – kilka kilometrów więcej niż pozwalają przepisy i już leci mandat. Nawet na 200 dol. I to wszystko firma odlicza od mojej pensji” – mówi kierowca.

Nieco inaczej jest już w mieście, gdzie komunikacja publiczna praktycznie nie istnieje – jest tylko jeden kurs autobusu jeżdżącego wzdłuż zatoki. Dlatego jedynym sensownym wyjściem, jeśli nie chce się zostawiać połowy pensji u taksówkarzy, jest posiadanie własnego samochodu. Niektóre firmy fundują je swoim pracownikom, a nawet jeśli ich na to nie stać, to dorzucają kilkaset dolarów do pensji.

“Nasze drogi to połączenie precyzji niemieckich inżynierów, hinduskich umiejętności prowadzenia auta i brytyjskich rond” – wychwala “miejscową” myśl techniczną recepcjonista w hotelu.

System sądowniczy Kataru to mieszanka pomiędzy prawem Szariatu, a prawem cywilnym. W niektórych sądach, które uznają jedynie Szariat, zeznania kobiety warte są połowę tego co mężczyzny, a niekiedy świadkowie – kobiety w ogóle nie są dopuszczane do zeznawania.

Jak w Singapurze, w Katarze również stosunkowo popularna jest kara chłosty.

Chłosta w Singapurze – 19 faktów, które ukazują barbarzyńskie oblicze najnowocześniejszego miasta

W 2006 roku 32-letnia Filipinka została w Katarze skazana na 100 batów za urodzenie dziecka pochodzącego ze związku z żonatym mężczyzną. Jest to maksymalna kara, jaką przewiduje artykuł 88 kodeksu karnego za cudzołóstwo w tym przypadku. Jeśli zaś w związek ponad prawem zaangażowani są np. muzułmanka i mężczyzna innego wyznania, to mężczyzna skazywany jest na śmierć.

 

Co ciekawe, jeśli jakaś Katarka wyjdzie za mąż za obcokrajowca, to dzieci pochodzące z ich związku nie będą posiadały katarskiego obywatelstwa. Dodatkowo, taka kobieta cierpieć może ze względu na społeczny ostracyzm – przykładowo nigdy nie zostanie zatrudniona na jakimś wyższym stanowisku w rządowej firmie.

Zaś już najgorszym wyjściem jest wyjście za mąż za Nepalczyka, Filipińczyka, Hindusa, czy innego mieszkańca Azji Południowo-Wschodniej. To właśnie przedstawiciele tych narodowości są w Katarze szoferami, sprzątaczami i budowniczymi traktowanymi jako ludzie “niższej kategorii”.

Kraj rozwodów

Potencjalny wybór partnera jest więc dla Katarki dość wąski – Katarczyków i Katarek w swoim kraju jest zaledwie ok. ćwierć miliona (pozostałe 1,75 mln to właśnie ludność napływowa). Odejmijmy od tego panie, dzieci i seniorów i wyjdzie tylko kilkadziesiąt tysięcy. O towarzysza życia trzeba się więc postarać bardzo szybko. Pośpiech nie sprzyja niestety właściwym decyzjom, a pochopnie aranżowane małżeństwa nie trwają długo. Zerknijcie tylko na poniższą grafikę The Economist, gdzie Katar odstaje zdecydowanie od reszty stawki.

katar_economist

Choć rozwodów na tysiąc mieszkańców jest niewiele, to dlatego, że Katarczycy we własnej ojczyźnie stanowią mniejszość. Znamienna jest za to krótkotrwałość małżeństwa przed jego rozpadem. Jeśli coś w związku nie pasuje, to lepiej zakończyć to szybko – z takiego założenia wychodzą  Katarczycy.

Tak mała liczba obywateli “z krwi i kości” prowadzi do zabawnych na pierwszy rzut oka, ale naprawdę nieco smutnych sytuacji, jak np. podczas zeszłorocznego mundialu w piłkę ręczną, kiedy ten mały kraj musiał zatrudniać fanów z Hiszpanii, aby dopingowali ich reprezentację. Problemy bywają jednak zdecydowanie poważniejsze, gdyż bywa również tak, że Katarczycy żenią się ze swoimi kuzynkami, które następnie płodzą dzieci z wadami genetycznymi.

Skala problemu nie jest na szczęście jeszcze duża, czego nie można niestety powiedzieć o otyłości.

 

 

Katar regularnie ląduje w czołówce rankingów “najgrubszych krajów”. Wg badania z końcówki 2011 roku ok. połowa dorosłych i 1/3 dzieci jest otyła, a 17 proc. populacji cierpi na cukrzycę.

Jednym z czynników, jaki na pewno nie polepsza sytuacji zdrowotnej narodu są noszone ubrania: “Postaw sobie przed oczyma Katarkę ubraną w abaję, hidzab i nikab, a obok niej Katarczyka w thobe. Wyobrażasz sobie, aby mogli ćwiczyć w czymś takim?” – mówi mi znajomy Katarczyk.

katar-sport

Oczywiście jest wiele przykładów na to, że i tradycyjne stroje da się dostosować do wymogów dyscyplin sportowych, ale nie ma to zastosowania, kiedy mówimy o generalnej populacji.

 

 

Gospodarcza hossa

Życie Katarczyków uległo ogromnej poprawie praktycznie w czasie ostatniego pokolenia. Jak widać z wykresu PKB na głowę mieszkańca, jeszcze w roku 1970 jego wartość była równa niemieckiemu, który obecnie przewyższa dwukrotnie. Kraj stał się niesamowicie opiekuńczy, ofiarowując pieniądze na utrzymanie nawet najbiedniejszym.

katar_gdp

Kiedy przechadzałem się po ulicach Kataru, nie dostrzegłem ani jednego żebraka, nikogo obskurnie ubranego, czy mieszkającego na ulicy. Nie trafiłem nawet na żadnego migranta, któremu na obczyźnie mogła powinąć się noga. Osiągnięcie takiego stanu rzeczy było bardzo proste, choć środek drastyczny – deportacja.

Jeśli jakiś imigrant zachoruje na poważną chorobę, albo dozna kontuzji uniemożliwiającej mu wykonywanie pracy, to bez sentymentów jest odsyłany do ojczyzny. Do pewnego poziomu zarobków zakazane jest także sprowadzanie rodziny.

“Zarabiam 450 dol./mc za 12 godzin pracy za kółkiem. Część wysyłam rodzinie, ale aby ich tu ściągnąć to raczej niemożliwe… Musiałbym zarabiać przynajmniej 1500 na czysto.” – mówi mi nepalski kierowca, który odbiera mnie z lotniska – “Jednak nie narzekam. Tu mogę zaoszczędzić, a w Nepalu nie mogłem. Tu dostaję pieniądze na konto po każdym miesiącu, a w Nepalu dostawałem dniówkę”.

W innym świecie żyją obcokrajowcy pracujący umysłowo, czyli przeważnie inżynierowie sektora energetycznego.

“Przyjechałam tu wraz z mężem. Mówi mi, że często się obija i musiał schować ambicję i chęć zmiany do szuflady. Zarabia tu więcej niż w Pradze, a pracuje mniej” – mówi mi spotkana w muzeum Sztuki Islamskiej Czeszka, która do Kataru przyjechała wraz z mężem na kontrakt.

Poniżej zdjęcie z wnętrza tegoż muzeum, które bardzo polecam odwiedzić:

 

 

To zdjęcie zrobiłem niemal dokładnie rok temu w stolicy Kataru – Doha.Kiedy je powiększycie, to zobaczycie, że najwyż…

Posted by Karol Kopańko on Thursday, January 28, 2016

Souq Waqif

Souq znaczy rynek. A Souq Waqif to rynek nie byle jaki, a największy w całym Katarze i znajdujący się praktycznie w samym centrum miasta.

Choć wygląda jakby pochodził ze średniowiecza, to w rzeczywistości powstał na początku XX wieku i został odrestaurowany w latach 2006-08.

 

 

Przechadzając się jego wąskimi, zadaszonymi uliczkami można poczuć duszny klimat arabskiego targowiska, które teraz nie opiera się głównie na przyprawach, jedzeniu, czy podstawowych przyborach, ale również na luksusowej biżuterii, wymyślnych tkaninach i ozdobach.

Narrow paths in Doha #qatar #souq #souqwaqif #marketplace #doha #desert #city #arabic #spices #islam

A photo posted by Karol Kopańko (@karolkopanko) on

Przez rynek przechadzają się kobiety ubrane w czarne burki, ale co ciekawe, ręce mają najczęściej zupełnie wolne. Souq roi się bowiem od tragarzy w taczkami do wynajęcia. Chodzi taki przez cały wieczór za kobietą i wozi jej zakupy, a potem wypakowuje do samochodu i dostaje napiwek.

 

 

Souq to także kulturalne centrum Kataru, gdzie bardzo często odbywają się koncerty z tradycyjną muzyką, którą można delektować w oparach sziszy, gdyż fajki ulokowane są prawie na każdym stoliku w restauracjach.

Nieopodal rynku znajduje tzw. spiralny meczet, z którego minaretu Muezzin wzywa w wyznaczonych porach na modlitwę.

Po przylocie z Indii przechadzanie się po rynku, na którym nikt nie próbuje cię okantować, sprzedać czegoś, czego nie potrzebujesz, nikt nie ciągnie za rękę i nie szturcha jest czymś niebywałym. I przyjemnym.

Choć społeczeństwo katarskie jest dość konserwatywne, to nie czułem żadnych agresywnych spojrzeń. W końcu pracuje tu wielu obcokrajowców, więc miejscowi przyzwyczajeni się do inności.

Jednego ze sprzedawców, dzierżącego w dłoniach islamski różaniec udało mi się namówić nawet na wspólne selfie!

 

 

Im bliżej do wybrzeża, tym bardziej zbliżamy się do jednej z najpiękniejszych, a na pewno najnowocześniejszych panoram miejskich, jakie dane mi było zobaczyć:

 

 

Także nocą:

 

Panoramę podziwiamy idąc ciągnącą się wybrzeżem promenadą Corniche. Z jednej strony mamy ruchliwą drogę łączącą lotnisko z biznesowym centrum, a po drugiej zatokę z cumującymi drewnianymi łódkami.

Niegdyś używano ich do połowu ryb, ale dzisiaj pełnią głównie funkcję turystyczną – przewożą turystów.

 

 

Podobnie jak w Singapurze, część miasta zbudowana została na terenach odebranych morzu. Dotyczy to nie tylko promenady, ale również rozpoczynającego ją Muzeum Sztuk Islamskich, choć akurat w tym przypadku jego projektowi towarzyszył głębszy zamysł.

Gdyby muzeum zbudowano na istniejącym już terenie, to jego piękno szybko zginęłoby w gąszczu wieżowców.

 

 

Na koniec polecam jeszcze tę serię obrazków, które idealnie odzwierciedlają szybki rozwój Kataru, który tylko ostatnio nieco przyhamował ze względu na spadek cen ropy.

katar doha
1908

PS. Jeśli chcesz wiedzieć więcej o podróżach to zapraszam na mojego Snapa – tam zawsze szerzej omawiam wpisy.

12168140_1075888852451624_2046202008_n