W końcu jest – oto nowy Garmin Fenix. Jednak to nie on był gwiazdą tej prezentacji

News/Sprzęt 05.01.2016
W końcu jest – oto nowy Garmin Fenix. Jednak to nie on był gwiazdą tej prezentacji

W końcu jest – oto nowy Garmin Fenix. Jednak to nie on był gwiazdą tej prezentacji

Jeszcze nie tak dawno temu panowało powszechne przekonanie, że odczyt tętna z nadgarstka to jedynie zabawka, a każdy szanujący się biegacz musi przed wyjściem z domu nałożyć na pierś odpowiedni pasek z czujnikiem. Najwyraźniej nie zgadza się z tym sam Garmin, który właśnie wyposażył w odpowiedni dodatek swój najlepszy, najbardziej zaawansowany i najbardziej uniwersalny zegarek sportowy – Fenixa 3.

Ci, którzy – podobnie jak ja – spodziewali się podczas tegorocznej konferencji CES premiery czwartej generacji tego zegarka, niestety będą rozczarowani. Osoby, które kupiły w zeszłym roku “trójkę” i teraz już szykowały się do wymiany na nowszy model, też mają raczej słabą ku temu motywację. A moje marzenie o połączeniu w zgrabnym opakowaniu możliwości Fenixa i Epixa musi najwyraźniej poczekać na realizację jeszcze rok. Albo w ogóle nigdy się nie ziści.

Co więc nowego w nowym-starym Fenixie?

Część zainteresowanych prawdopodobnie już wie – informacje na jego temat pojawiły się (za sprawą samego Garmina) w Sieci na dwa dni przed oficjalną prezentacją. Niespodzianki wielkiej więc nie ma, a nawet gdyby do wycieku nie doszło, prawdopodobnie i tak nie moglibyśmy mówić o wielkim zaskoczeniu.

Nowy Fenix 3 to po prostu Fenix 3 HR – ten sam zegarek, który zobaczyliśmy dokładnie rok temu, ale wyposażony we wbudowany monitor tętna. Wykorzystuje on tę samą technologię, co zaprezentowany niedawno Forerunner 235, a więc autorskie Garmin Elevate, zamiast “pożyczonego” rozwiązania, tak jak chociażby w modelu 225. W rezultacie, bez zakładania odpowiedniego czujnika na pasku, możemy monitorować pracę naszego serca przez 24 godziny i 7 dni w tygodniu, próbując wyciągnąć z tych danych jakiekolwiek interesujące informacje. Oczywiście można po prostu nie zakładać paska na bieg czy ćwiczenia, tym samym ograniczając liczbę sprzętów, które zabieramy ze sobą.

garmin fenix

W kwestii czasu pracy na pojedynczym ładowaniu Garmin obiecuje 40 godzin w trybie UltraTrac, 16 godzin w trybie treningu z GPS, 3 tygodnie w trybie zegarka i 2 tygodnie w trybie smartzegarka. Producenci innych smartzegarków, słyszycie to?

I to… właściwie koniec nowości, które trafią wyłącznie do nowego Fenixa, jeśli nie liczyć nowych wersji materiałowych i kolorystycznych (w tym także 5 nowych pasków i bransolet). Uwagę zwraca przede wszystkim wersja z ekranem z szafirowym szkłem i tytanowym wykończeniem, kosztująca 799 dol. Wersja standardowa będzie kosztować o 200 dol. mniej, czyli 599 dol. (w Polsce najtańsza wersja kosztuje około 2600 zł, wersja Performer 2800 zł). W rezultacie dopłata do wbudowanego HRM wynosi równe 100 dol. – każdy może sam ocenić, czy warto czy nie. W Polsce niestety różnica pomiędzy najtańszym Fenixem 3 bez HR a najtańszym z HR będzie dużo większa – zwykły Fenix 3 kosztuje obecnie mniej niż 1900 zł, więc do HR musimy dopłacić około 700 zł.

Do linii Fenix dołączyła także specjalna wersja z szafirowym szkłem i tytanowym wykończeniem, jednak bez HR. Producent wycenił ją na 799 dol. (w Polsce około 3500 zł).

Kolejne wieści związane z nowym Fenixem ucieszą natomiast tych, którzy… kupili już lub chcą kupić “zwykłego” F3. Zarówno posiadacze najnowszej, jak i poprzedniej wersji otrzymają m.in. nowe dane na temat biegów (identyczne z tymi, które oferuje nowy Forerunner 630, w tym próg mleczanowy, poziom wysiłku, etc), oraz nowe profile sportowe (m.in. golf oraz wiosłowanie), widgety oraz drobne poprawki w oprogramowaniu, w tym m.in. funkcja “Nie przeszkadzać”. Warto przy tym pamiętać, że do uzyskania bardziej szczegółowych danych biegowych i tak potrzebna jest opaska (HRM-Run), choć na szczęście ci, którzy już ją mają, nie muszą dokonywać nowego zakupu.

Nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie udostępniona zostanie aktualizacja. Sam Fenix 3 HR ma natomiast trafić do sprzedaży w pierwszym kwartale tego roku.

Garmin Varia Vision

O wiele ciekawszy, jeśli chodzi o “gadżetowość” produkt przygotował Garmin dla rowerzystów – to Garmin Varia Vision, czyli specjalny dodatek do okularów dla tych, którzy sporą część życia spędzają właśnie na dwukołowcu.

Mówiąc w skrócie, Varia Vision to niewielkich rozmiarów kolorowy ekran, mocowany do okularów rowerowych, który jest w stanie wyświetlić wszystkie potrzebne w trakcie jazdy informacje, posiłkując się do tego odpowiednim urządzeniem. Czy chodzi o dane dotyczące naszego aktualnego przejazdu, czy wskazówki nawigacyjne, czy powiadomienia z telefonu – wszystko to znajdzie się w zasięgu naszego wzroku.

Co jednak najlepsze, Varia Vision współpracuje z radarem rowerowym Varia. Dzięki temu na bieżąco otrzymujemy także informacje na temat tego, czy i jak daleko za nami znajduje się pojazd, którego w inny sposób moglibyśmy nie zobaczyć, doprowadzając tym samym do niebezpiecznej sytuacji. Do tej pory radar Varia współpracował m.in. z urządzeniami z serii Edge, ale korzystanie z takiego połączenia wymagało od nas spojrzenia od czasu do czasu na sprzęt umieszczony poniżej naszej linii wzroku, czyli na kierownicy. Teraz całość wydaje się o wiele bardziej zgrabna i funkcjonalna.

Viaria Vision obsługiwana ma być za pomocą panelu dotykowego, “przyjaznego” także rękawiczkom. Jedno ładowanie powinno wystarczyć na maksymalnie 8 godzin pracy. Sugerowana cena to niestety aż 399 dol., a w sklepach nowego gadżetu możemy spodziewać się jeszcze w tym kwartale.

Garmin Connect Insight

Nowy sprzęt to jedno, ale nie ma wątpliwości, że on sam nie wystarczy do coraz bardziej zaciekłej rywalizacji na rynku urządzeń ubieralnych. Dlatego też Garmin zmuszony był do wprowadzenia nowości w swojej platformie Connect. I bardzo dobrze.

Najważniejszym dodatkiem jest w tym przypadku Connect Insight, czyli sprawniejsza i bardziej przydatna analiza naszej codziennej aktywności. A wprost? Wprost chodzi o to, żeby z tych wszystkich danych, naszych kroków, aktywnych minut czy czasu spędzonego w łóżku, wyciągnąć w końcu jakieś dane, a nie tylko zasypywać nas stosem bezwartościowych (aczkolwiek ładnych) wykresów. Nareszcie!

W efekcie aplikacja Connect podpowie nam np. że przeważnie o danej godzinie mamy już XXXX kroków, a teraz mamy tylko YYYY, więc może czas się ruszyć i… przy okazji zaproponuje nam ciekawe trasy w naszej okolicy. Chodzimy spać zbyt późno albo nieregularnie? Garmin zaproponuje kiedy kłaść się spać, podpowie jak ustalić sobie odpowiednie nawyki przed pójściem do łóżka, a do tego podsunie kilka artykułów, które mogą nam pomóc z naszymi sennymi problemami.

Oczywiście nie zabrakło też całego szeregu funkcji motywacyjnych, które nie tylko pomogą nam rozwiązać problemy, ale po prostu sprawią, że – przynajmniej teoretycznie – zechcemy bić swoje rekordy aktywności.

Najważniejsze jest jednak to, że Garmin robi nie tylko użytek z naszych danych, ale z danych wszystkich użytkowników serwisu, którzy przesyłają je tam od lat. W rezultacie ustalenie średnich “wartości aktywności” dla naszego wieku, płci, etc. jest bardziej wiarygodne, niż np. poleganie na tych magicznych 10 tys. kroków dziennie.

Ta nowość ma zadebiutować jeszcze w tym miesiącu i nie wiem, czy to nie właśnie na nią czekam spośród tych wszystkich nowości Garmina najbardziej. Oby to właśnie na ten element producenci sprzętów ubieralnych zaczęli kłaść coraz większy nacisk – nie na samo zbieranie danych, ale na wyciąganie z nich jakichkolwiek wniosków, bo bardzo tego brakuje.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement