Zapomnij o opaskach fitness. Tym razem Fitbit postawił na zegarek sportowy

News/Sprzęt 05.01.2016
Zapomnij o opaskach fitness. Tym razem Fitbit postawił na zegarek sportowy

Zapomnij o opaskach fitness. Tym razem Fitbit postawił na zegarek sportowy

Mówiąc “Fitbit” myślimy o jednym – prostych opaskach, z niewielkim wyświetlaczem, albo nawet w ogóle pozbawionych wyświetlacza. Owszem, był jeszcze Surge, ale bez wątpliwości nie zdobył on aż takiej popularności jak jego prostsi i przy okazji tańsi bracia z oferty tej firmy. Nie oznacza to jednak, że Fitbit nie próbuje stworzyć zegarka, choć tym razem jego najnowsza próba jest dość specyficzna. Poznajcie Fitbit Blaze.

Przy okazji można niemal całkowicie zapomnieć o modelu Surge, traktując go raczej jako wczesny prototyp tego, czym zegarek sportowy Fitbita miał od początku być. Blaze nie tylko łączy bowiem prawie wszystko wszystko, co było w Surge dobre, ale też dodaje masę nowości, które powinien docenić każdy, kto rozważał zakup tego typu gadżetu.

Niestety w tej beczce miodu jest, przynajmniej dla tych, którzy szukają zegarka typowo sportowego, spora łyżka dziegciu. “Prawie” robi bowiem w tym przypadku ogromną różnicę.

Zacząć można od tego, co widać już na pierwszy rzut oka – od wyglądu.

Surge był wizualnie w porządku, ale trudno było powiedzieć o nim coś więcej. Nie był raczej specjalnie atrakcyjnym sprzętem, a bardziej próbą stworzenia czegoś, co przypominałoby zegarek, bazując na stylistyce… opasek. Bez wątpienia był rozpoznawalny, ale raczej nie zwracał szczególnej uwagi.

Blaze natomiast od samego początku wygląda już ja zegarek. No, może jak smartzegarek (coś pomiędzy Vivoactive, Basis Peakiem i wczesnymi zegarkami z Android Wearem), ale trudno mu odmówić tego, że prezentuje się o wiele bardziej atrakcyjnie. Co najciekawsze, moduł z kolorowym wyświetlaczem dotykowym osadzono w specjalnych ramkach, które można – zgodnie z aktualnymi potrzebami – wymieniać, podobnie jak paski i bransolety. Obecnie dostępne są dwie linie takich akcesoriów – Luxe oraz Classic i w niektórych konfiguracjach całość może spodobać się sporej liczbie osób.

W zależności od naszego widzimisię Blaze może więc rano wyglądać zupełnie inaczej niż wieczorem, a potem jeszcze inaczej, kiedy zabierzemy go na wieczorny trening. Wbrew pozorom to spora zaleta – w końcu każdy sprzęt potrafi się z czasem znudzić, a tak drastyczna zmiana wyglądu zdecydowanie cały ten proces spowolni. Tym bardziej, że Blaze ma być przecież urządzeniem, którego praktycznie nie zdejmujemy z nadgarstka. Nowy produkt amerykańskiej firmy nie ma być jednak przede wszystkim dziełem sztuki użytkowej, a sprawnym sportowym smartzegarkiem.

I część sportowo-aktywnościową zdaje się realizować prawie równie dobrze, jak jego poprzednik, a może i nawet w niektórych miejscach odrobinę lepiej, choć od razu trzeba wspomnieć o jednym:

Fitbit Blaze nie ma na pokładzie GPS.

Prawdopodobnie dla tych, którzy szukają prawdziwego zegarka sportowego, w tym miejscu Blaze całkowicie wypada z listy godnych zainteresowania produktu. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją identyczną, jak w przypadku wielu smartzegarków – jeśli chcemy zapisać nie tylko dystans czy liczbę kroków z naszego treningu, musimy sparować zegarek z telefonem i korzystać z jego GPS. Owszem, w wielu przypadkach to wystarcza, ale co, jeśli chcemy pobiec bez telefonu? Albo telefon rozładuje nam się w trakcie biegania? Nie mówiąc już o wszystkich innych niedogodnościach związanych z takim rozwiązaniem.

Blaze, choć na pierwszy rzut oka bardzo ciekawy, okazuje się być więc nie tyle kolejnym Surge, co raczej czymś pośrednim. Co nie oznacza, że nie jest produktem ciekawym dla sporej grupy klientów i nie ma kilku asów w rękawie.

Do całodobowego pomiaru tętna, kroków, snu (z automatycznym wykrywaniem snu, “cichymi” alarmami, ale bez “smart” alarmów) i treningów dochodzi bowiem chociażby aplikacja FitStar, która ma za zadanie od początku do końca, sterując nami z nadgarstka, przeprowadzać nas przez kolejne ćwiczenia. Przeważnie krótkie i proste, ale pozwalające osiągnąć wymagany cel, albo po prostu utrzymać nas w formie.

fitbit blaze

Nie zapomniano także o innych obowiązkowych dodatkach, w tym i tych, którymi Fitbit może się szczególnie pochwalić. Blaze’a wyposażono m.in. w system automatycznego wykrywania aktywności i opcję wyboru typu aktywności (niestety o pływaniu można zapomnieć – Blaze nie jest na tyle wodoodporny). Wszystkie nasze dokonania trafiają oczywiście zarówno do bardzo dobrej aplikacji mobilnej Fitbita, jak i do serwisu internetowego firmy.

Doliczmy do tego jeszcze 5 dni pracy na pojedynczym ładowaniu i już mamy całkiem niezły przepis na zegarek.

A jak z byciem smartzegarkiem?

Cóż, tutaj Fitbit oferuje nam dość podstawowe, ale dla wielu osób wystarczające możliwości. Wśród nich znajdują się powiadomienia o połączeniach przychodzących, wiadomościach tekstowych i wpisach z kalendarzach, a także zdalne sterowanie muzyką z naszego telefonu.

Nie tak wiele, ale trzeba też pamiętać o tym, że nie jest to produkt przesadnie drogi. 199 dol. to zaledwie odrobinę więcej, niż zaprezentowany dziś UA Band, mniej niż Jawbone Up 3, a także o 50 dol. więcej niż Charge HR i o 50 dol. mniej niż wyposażony w GPS Surge. Bardzo interesujący Polar A360 (bez GPS) kosztuje dokładnie tyle samo, natomiast o wiele mniej atrakcyjny Garmin Vivosmart HR jest o 50 dol. tańszy.

Biorąc więc pod uwagę ceny konkurencyjnych (w tym i znajdujących się w ofercie Fitbita) produktów, Blaze, nawet ze swoja największą wadą, czyli brakiem GPS, wcale nie wypada cenowo tak źle. Wydaje się być wręcz naturalną odpowiedzią na potrzeby tych, którzy w ekosystem Fitbita wsiąknęli na dobre (co zresztą trudne nie jest), a poszukują czegoś bardziej zaawansowanego i bardziej smartzegarkowego. Do tej pory mieli do wyboru albo Surge’a, albo przejście do konkurencji, której w ostatnim czasie wyrosło pod dostatkiem.

Z drugiej strony, osoby traktujące sport nieco poważniej i dopiero rozważające wejście do świata Fitbita, raczej Blazem niespecjalnie się zainteresują. W podobnej cenie (229 dol.) można kupić bardzo dobrego Polara M400 czy bardzo podobnego możliwościami Garmina Vivoactive (219 dol.). Szczególnie ten drugi, droższy o 20 dol. wydaje się być bardzo poważnym konkurentem, oferując zarówno kolorowy wyświetlacz, jak i GPS.

Fitbit Blaze pokazuje jednak coś bardzo interesującego. Firma, która swoją potęgę zbudowała na tworzeniu opasek, ostatnią nową opaskę (Fitbit Charge HR) wprowadziła na rynek dokładnie rok temu (a zapowiedziano ją jeszcze wcześniej). Od tego czasu, w kwestii tego typu sprzętów, firma… milczy. I to może być jasny znak, że czas opasek, z wyjątkiem tych prostych i tanich, powoli dobiega końca. Może i nie znikną od razu, ale jeśli nawet Fitbit stawia na zegarki, to znaczy, że nie ma już odwrotu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement