YouTube nie ma się czym martwić. Zagrożenie ze strony Facebooka po prostu nie istnieje

Artykuł/Social media 28.01.2016
YouTube nie ma się czym martwić. Zagrożenie ze strony Facebooka po prostu nie istnieje

YouTube nie ma się czym martwić. Zagrożenie ze strony Facebooka po prostu nie istnieje

Wyniki finansowe Facebooka, o których pisał dziś Przemek Pająk są zdumiewające. Aż trudno uwierzyć, że serwis nadal rośnie. Mnie najbardziej zainteresowały wyniki wideo, bowiem Mark Zuckerberg po raz pierwszy przestał kręcić i wyłożył kawę na ławę. Statystyki są piorunujące, ale prawda jest taka, że wszystkie starania są skazane na porażkę.

Facebook od dłuższego czasu chwali się wynikami oglądalności materiałów wideo umieszczonych bezpośrednio w tym serwisie. Z każdym kolejnym kwartałem liczby rosły, a użytkownicy oglądali coraz więcej filmów. W październiku użytkownicy Facebooka oglądali łącznie 8 miliardów filmów dziennie. Tyle tylko, że dane przedstawione w takiej formie o niczym nie mówią.

Jeszcze w ubiegłym kwartale Facebook podawał liczbę wyświetleń filmów. Takie podejście do sprawy było szeroko krytykowane z uwagi na fakt, że domyślnie filmy są automatycznie odtwarzane i wystarczą tylko 3 sekundy, by film został uznany za obejrzany. Wobec tego przy przewijaniu tablicy w ciągu dnia można było odtworzyć dziesiątki filmów, nie oglądając w praktyce żadnego.

Zuckerberg mówi, jak jest

Facebook rośnie w siłę jeśli chodzi o wideo

Nowa strategia Facebooka jest znacznie bardziej transparentna. Szef Facebooka nareszcie podał liczbę obejrzanych godzin, a nie liczbę „wyświetleń”. Użytkownicy Facebooka oglądają 100 milionów godzin wideo dziennie.

Daje to realny wgląd w kondycję Facebooka, bowiem Google stosuje dokładnie ten sam przelicznik dla swojego YouTube’a. Bezpośrednie porównanie wypada na korzyść tego drugiego. Według Business Insidera, YouTube w lipcu mógł pochwalić się wynikiem przekraczającym 500 milionów godzin wideo obejrzanych dziennie! Według najnowszych szacunków dziś ta liczba wynosi już 650 mln. godzin każdego dnia. To ponad sześciokrotnie więcej, niż w przypadku Facebooka.

Póki co dla twórców treści Facebook nie ma większego znaczenia

W obecnej formie żaden twórca treści nie przesiądzie się z YouTube’a na Facebooka. Abstrahując od rozmiaru widowni, powodem jest archiwum filmów. Kiedy twórca kanału na YouTube wrzuca kolejne filmy, wszystkie poprzednie są łatwo dostępne. Zasada działania YouTube’a jest pod tym względem całkowicie przejrzysta, a więc każdy widz poradzi sobie z odszukaniem materiału umieszczonego trzy miesiące temu. Co więcej, mechanizmy rekomendacji nadal będą podpowiadać archiwalne filmy.

Tymczasem timeline na Facebooku jest jedną wielką zagadką. Archiwalne filmy znikają gdzieś w czeluściach serwisu i naprawdę trudno jest je odkopać. Aby się o tym przekonać, wystarczy przewinąć timeline o kilka miesięcy w dół. Widać wówczas tylko najciekawszą aktywność, a dostanie się do konkretnego, bardziej niszowego filmu jest trudne, zniechęcające, a może nawet niemożliwe.

Gwóźdź do trumny: wyszukiwarka Google

Czytelnicy Spider’s Weba, jako fani technologii dobrze odnajdują się w meandrach serwisów internetowych. Spójrzmy jednak jak wygląda sytuacja z perspektywy osoby mniej obeznanej. Taka osoba wpisuje w wyszukiwarce Google hasło „iPhone 6s recenzja” i pierwsze co widzi w wynikach, to film na YouTube.

Algorytmy Google’a są pod tym względem bezlitosne dla facebookowego wideo i trudno się temu dziwić. Facebook drastycznie tnie zasięgi postów z odnośnikami do YouTube’a, a Google wycina posty z Facebooka ze swojej wyszukiwarki.

Póki co zwycięzcą w tej wojnie jest Google i na razie nie zapowiada się na to, żeby twórcy treści wideo zaczęli przechodzić do Facebooka.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji