Politycy znowu odpływają w kwestii zmian w Internecie. Tym razem to się może źle skończyć

Felieton/Technologie 19.12.2015
Politycy znowu odpływają w kwestii zmian w Internecie. Tym razem to się może źle skończyć

Politycy znowu odpływają w kwestii zmian w Internecie. Tym razem to się może źle skończyć

Nie to, żebym złowróżyła, ale Internet jaki znamy dziś nie ma szans na przetrwanie. Nie dlatego, że coś z nim nie tak. Internet jest wspaniałym narzędziem do komunikacji, które odbija nas samych, nasze dobre i złe strony. Jednak Internet to też narzędzie i potężna siła, a to oznacza, że jest łakomym kąskiem rozgrywek politycznych od lat. Ostatnio elity zyskały kolejny argument do prób ograniczenia wolności w sieci. Kolejnych. A te w końcu staną się skuteczne.

Atak terrorystyczny na Paryż stał się kolejnym przyczynkiem do tłumaczenia, dlaczego powinniśmy rezygnować  z wolności w Sieci na rzecz bezpieczeństwa. Hillary Clinton i Donald Trump, czołowi kandydaci w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, mówią głośno o tym, że z Internetem “trzeba coś zrobić” (Trump) i że “trzeba ograniczyć szyfrowanie “(Clinton). Francuska policja proponuje, by w stanach zagrożenia zakazać używania otwartego i publicznego WiFi i że trzeba całkowicie i na zawsze zakazać używania Tora.

W skrócie sprawa ma się tak, jak zawsze: wykorzystać tragedię do wprowadzenia bardziej restrykcyjnych, wspomagających kontrolę i inwigilację praw w imię złudnego poczucia bezpieczeństwa.

Złudnego, bo przecież historia uczy nas, że zagrożenie może przyjść z wielu stron – od indywidualnych szaleńców, przez zorganizowane grupy przestępcze i terrorystyczne po… same rządy. Nie ma dziś potężniejszego narzędzia, niż wiedza, a Internet dostarcza wiedzy, którą można wykorzystać w różnych celach.

To przeświadczenie, że skoro nie robię nic złego, to nie powinnam się niczym martwić, jest bardzo niebezpieczne.

Tak samo zresztą jak uznanie, że w porządku jest oddanie swoich wolności, które nie szkodziły nikomu, na rzecz bezpieczeństwa.

Dziś nie mogę korzystać z Tora, jutro nie mogę użyć WiFi z kawiarenki obok, gdy wokół rozgrywa się jakaś tragedia, nie mogę poinformować bliskich, że wszystko jest ok. Jutro nie będę mogła używać szyfrowania danych w telefonie lub w komunikatorze, bo “tak robią terroryści”, a za pięć lat przed każdym użyciem Sieci będę musiała wprowadzić odcisk palca i poruszać się tylko po stronach dozwolonych przez jakiegoś bezimiennego regulatora, bo wszystkie podejrzane są zablokowane wedle widzimisię.

Daleko mi do libertariańskich ideałów niemal nieistniejącego rządu i wolności całkowitej, jednak wolność jako zbiór praw do prywatności, aktywności, która nie krzywdzi nikogo i wolność jako domniemanie niewinności jest czymś, w co bardzo mocno wierzę. W moim rozumieniu zakaz szyfrowania urządzeń i zbieranie metadanych z tego, co robię przez jakieś obce agencje bezpieczeństwa, jest niemal równe Wielkiemu Bratu czy posterunkom kontrolnym ustawionym co kilometr, które kontrolują dokumenty i to, co robimy, gdzie idziemy i z kim sypiamy.

Nie bez powodu rządy zachodnich krajów przeznaczają miliardy dolarów czy euro na agencje wywiadowcze i bezpieczeństwa, nie bez powodu to akceptujemy i pozwalamy im na bardzo dużo. Przecież one istnieją po to, by przejrzystymi, umownymi metodami zapobiegać atakom i nieszczęściom, takim jak te w Paryżu. Jednak to trochę tak, jak z Inspekcją Budowlaną i Strażą Pożarną – Inspekcja ma zadbać, by budynki były jak najbezpieczniejsze, regulacje prawne mają sprawić, że instalacje elektryczne czy gazowe nie będą wadliwe i nie spowodują pożarów. Nie przekreślamy jednak tego, że takie pożary mogą się zdarzyć i że będzie musiała interweniować Straż Pożarna.

Nie można wyeliminować ryzyka. Można je zmniejszyć, można zapobiegać, nie można jednak uznać, że ryzyko nie istnieje.

Jeśli zaakceptujemy tę myśl, okaże się, że minimalizacja ryzyka musi iść w parze z ograniczeniem wolności i praw. Jak duży kawałek wolności chcemy i możemy poświęcić w imię obietnicy zmniejszenia ryzyka?

Głodne kawałki o tym, że życie jest bezcenne, są pełne hipokryzji. Życie jest wartością nadrzędną, owszem, ale tylko jeśli idzie w parze z wolnością. Nie bez powodu etos wojowników o wolność, tych, którzy poświęcili w jej imieniu życie, jest wciąż żywy. Bo wolność sumienia, wolność poglądów i przekonań, prawo do prywatności, prawo do domniemania niewinności jest tym, za co umierało na przestrzeni wieków i wciąż umiera miliony ludzi.

Mogę żyć w świecie, w którym prewencja jest kluczowa, w którym obserwuje się wszystko i wszystkich bez przejrzystych zasad, w którym nie mam prawa użyć szyfrowania, w którym wszystko, co powiem i zrobię może zostać wykorzystane przeciwko mnie i w którym traktuje się mnie jak podejrzaną i jak dziecko w tym samym czasie. Nie raz już w historii tak było. Wolałabym jednak żyć w świecie, w którym w imię zapobiegania nie łamie się ani nie zmniejsza moich już istniejących praw, w którym nie ogranicza się najważniejszego dla kilku ostatnich pokoleń wynalazku, jakim jest internet i nie wykorzystuje się go do rozgrywek politycznych.

Miałam i wciąż mam prawo wysłać zakodowany list papierowy, mam prawo wysłać zakodowany, zaszyfrowany list elektroniczny. Chciałabym, żeby tak pozostało.

Sprawdź gry

Dołącz do dyskusji

Advertisement