Przyjedź do USA, zostań kowbojem, przyciągnij inwestora i ciężko pracuj, czyli teksańska historia polskiego Virtkicka

Artykuł/Technologie 21.12.2015
Przyjedź do USA, zostań kowbojem, przyciągnij inwestora i ciężko pracuj, czyli teksańska historia polskiego Virtkicka

Przyjedź do USA, zostań kowbojem, przyciągnij inwestora i ciężko pracuj, czyli teksańska historia polskiego Virtkicka

Polski startup wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby rozwijać własny biznes – usługę ułatwiającą wypożyczanie i sprzedaż serwerów do hostingu stron internetowych, aplikacji i gier. Za Oceanem zgarnął ponad 3 mln zł finansowania i nie myśli o powrocie do ojczyzny. Jego twórcy tak wtopili się w teksański klimat, że również ubierać zaczęli się po kowbojsku.

Virtkicka założyły dwie osoby – Damian Nowak (28 l.) i Damian Kaczmarek (29 l.), jesienią 2014 roku. W kilka miesięcy później dostali się do 3-miesięcznego programu akceleracyjnego Techstars i w styczniu wyjechali do Teksasu. Wtedy dołączył do nich też zajmujący się marketingiem Mirek Woźniak (26 l.), który tak opisuje czym jest Virtkick:

Virtkick jest panelem administracyjnym dla hostingu – niezależnie czy masz swój własny serwer, czy maszynę w data center, to możesz chcieć sprzedać jej moc obliczeniową. To tego potrzebujesz oprogramowania.

Virtkick jest narzędziem dla dużych dostawców usług internetowych (np. dla Nazwa.pl), czy freelance developerów (którzy chcą np. pokazać klientowi projekt aplikacji czy strony internetowej). Końcowy klient, czyli klient naszego klienta, nie widzi, że jakaś firma korzysta z Virtkick. Jesteśmy usługa white-label, czyli nie dodajemy nigdzie swojego logo.

Virtkick nie jest nowym rozwiązaniem na rynku i ma znacznie większych konkurentów. Ale wyróżnia się kilkoma wbudowanymi modułami: billingu, fakturowania, przeciwdziałania oszustwom i up – sell marketingu (sprzedaży aktualnym klientom wyższych planów czy droższych produktów).

Virtkick napisaliśmy od zera. Mamy świetny interfejs użytkownika, podczas gdy większość z naszych konkurentów wygląda jakby była żywcem wyciągnięta z lat 90. Dbamy też o przejrzystość. Nie nasycamy Virtkick ficzerami po sufit, ale dodajemy to, co jest naprawdę istotne – mówi Woźniak.

Okazuje się, że choć w większych firmach są zatrudnione osoby, które samodzielnie mogłyby uruchomić wirtualną maszynę, to często bardziej opłaca się kupić zewnętrzną usługę.

Mamy nawet klientów, którzy mgliście orientują się w sferze hostingu. Wtedy cierpliwie podpowiadamy jak rozkręcić biznes. Zaś w większych firmach np. software shopach, które teoretycznie mogłyby same postawić sobie wirtualne maszyny na serwerach, często nie ma się tym kto zajmować, bo nie należy to do typowej wiedzy programistycznej. Dla większych firm zwyczajnie wygodniej jest zapłacić za kolejnego SaaSa (oprogramowanie jako usługa – przyp.red.) – zauważa Woźniak.

Obecnie Polacy rozwijają Virtkicka w San Antonio w Teksasie, gdzie przechodzili program akceleracyjny Techstars dla startupów, które chcą przyspieszyć, czyli dopracować produkt, model biznesowy i zacząć pozyskiwać klientów.

virtkick2

Pełną parą pracowaliśmy w biurze, mieliśmy mnóstwo szkoleń i spotykań. Teraz w USA jest nas czwórka (trójka Polaków i Amerykanin), ale mamy jeszcze czwórkę pracowników w Polsce i jednego w Rumunii – podkreśla Woźniak.

Co ciekawy Polacy są już dość znani w miejscowym świecie startupowym, a to ze względu na interesujący sposób na wtopienie się w otoczenie.

W San Antonio wylądowaliśmy 9 stycznia i zaraz po rozpoczęciu akceleratora zapytaliśmy prowadzących: „Gdzie można tu kupić dobre kowbojskiej kapelusze”. Poszliśmy, kupiliśmy i teraz się z nimi nie rozstajemy. Ludziom też się bardzo podoba, a na kowbojsko nosi się tu dużo osób, bo to żaden ekstrawagancki strój – mówi Woźniak.

Kiedy pytam Woźniaka o to, czy decyzja o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych była właściwa, to nie ma wątpliwości i słyszę potwierdzenie. Argumentuje, że za Oceanem są większe pieniądze, a startupy działają jak przemysł, jak dobrze naoliwiona maszyna.

W USA inaczej inwestuje się w startupy. W Europie dostaniesz 100 tys. dol.  przy waluacji 2 mln dol., a w USA przy waluacji ok. 4 mln dol. To znaczy, że ze Oceanem bardziej prawdopodobne jest, że dostaniesz nawet więcej pieniędzy oddając jednocześnie mniej udziałów – podsumowuje Woźniak.

Dołącz do dyskusji

Advertisement