Za 13 dol. kupiłem słuchawki, które brzmią jak te za 1000 dol. – takie rzeczy tylko w Chinach

Recenzja/Sprzęt 02.12.2015
Za 13 dol. kupiłem słuchawki, które brzmią jak te za 1000 dol. – takie rzeczy tylko w Chinach

Za 13 dol. kupiłem słuchawki, które brzmią jak te za 1000 dol. – takie rzeczy tylko w Chinach

Gdy w listopadzie Chińczycy świętowali tzw. anty-walentynki, w Sieci trwało zakupowe szaleństwo. Tego dnia obroty tylko jednego serwisu e-commerce – Alibaba – przekroczyły 14 mld dol. Do tej sumy i ja dorzuciłem swoją cegiełkę. I choć wkład finansowy był mały, to dokonałem wielkiego zakupu – za 13 dol. kupiłem słuchawki, które grają, jak te warte ponad 1000 dol.!

W dniu anty-walentynek, 11 listopada 2015 roku, zamówiłem na Aliexpress słuchawki Mrice E300. Nie były to jednak zwykłe chińskie słuchawki, których w Sieci jest na pęczki.

Mrice E300 to dość wyjątkowe słuchawki, które choć kosztują zaledwie kilkanaście dolarów, to grają znacznie lepiej. Według zagranicznych recenzentów, Mrice E300 grają tak dobrze, jak JH16 Pro. Z tą różnicą, ze te drugie kosztują 1149 dol., czyli ponad 4600 zł! Ja za Mrice E300 dałem jakieś 13 dol., czyli ledwo ponad 50 zł.

Nie tylko recenzenci i audiofile doceniają te słuchawki. Na stronie Amazonu model E300 zebrał już blisko 400 recenzji, z czego zdecydowana większość klientów (60%) daje maksymalną ocenę w pięciogwiazdkowej skali.

Po takich rekomendacjach trudno nie skusić się na zakup. Zrobiłem to, podobnie jak kilku innych kolegów z redakcji Spider’s Web. Miałem to szczęście, że słuchawki dotarły do mnie jako do pierwszego, więc mam okazję cieszyć się nimi od kilku dni. Tak, cieszyć, bo Mrice E300 to jedne z najlepiej wydanych 13 dol. jakie pamiętam.

Mrice E300 – pierwsze wrażenie

Słuchawki przyjechały w z kartonowym pudełku, w którym znajdował się zapinany woreczek. To trochę lepsze opakowanie, od tego co można spotkać w przypadku innych tanich chińskich słuchawek, ale jednak daleko od tego, co oferują prawdziwe audiofilskie sprzęty.

Mrice E300

W zestawie znajdują się 3 komplety gumek, w różnych rozmiarach: małe, średnie i duże. Te drugie są już standardowo założone na słuchawki.

To co przykuwa uwagę zaraz po rozpakowaniu słuchawek Mrice E300, to nietypowy kabel. Przewód słuchawkowy w przekroju ma kształt trójkąta, jest dość elastyczny, ale zachowuje sztywność na takim poziomie, że uniemożliwia plątanie się kabla. Zamówiłem słuchawki w kolorze białym, które bardzo fajnie komponują się z czerwonym przewodem.

Jakość wykonania zdecydowanie przewyższa to, co oferują inne słuchawki za 50 zł, a często nawet znacznie droższe modele.

Jedyne do czego mogę się przyczepić, to stosunkowo krótki przewód – około 116 cm.

Mrice E300 – jak grają?

W kwestii brzmienia słuchawki znacząco wykraczają nie tylko poza swoją klasę cenową, ale naprawdę plasują się o kilka klas wyżej. Tym co zaskakuje najbardziej (biorąc pod uwagę cenę) jest równomierność częstotliwości. Nic tutaj nie jest przesadzone, nie słychać też sztucznego podbicia basu czy góry. Nie oznacza to jednak, że basu tutaj nie ma. Wprost przeciwnie, jest go naprawdę sporo jak na słuchawki dokanałowe, ale nigdy nie staje się on dominujący.

Równie pozytywnie wypadają górne spektra częstotliwości, których E300 nie przejaskrawiają. Nie spotkamy się tu z nieprzyjemnym szumem czy charakterystycznym dla niektórych modeli „piaskiem” na wysokich tonach, więc szczególnie kobiece, sopranowe wokale, ale też ostre głosy wokalistów rockowych brzmią tutaj naprawdę czysto. Średnica z kolei jest bardzo równa, co nie każdemu przypadnie do gustu. Wystarczy wtedy jednak drobna zabawa equalizerem, żeby ustawić charakterystykę brzmienia w literkę „V”.

Mrice E300

Słuchawki zawodzą za to jeśli chodzi o selektywność brzmienia i szerokość sceny. Ta ostatnia jest całkiem spora, jak na słuchawki dokanałowe, ale w dalszym ciągu skupiona w centrum. Najgorzej wypada separacja poszczególnych instrumentów, co słychać szczególnie w muzyce klasycznej i muzyce elektronicznej, gdzie nakłada się na siebie wiele warstw lub efektów. Mowa tu jednak o sprzęcie za 13 dolarów, a tymczasem czepiam się o drobiazgi, które równie dobrze mógłbym zarzucić słuchawkom wartym 10 razy tyle. Prawda jest jednak taka, że w swojej klasie te słuchawki po prostu wymiatają brzmieniowo.

Mrice E300 są przy tym bardzo lekkie i niemal nie czuć ich w uszach. To zaś przekłada się na bardzo wygodne, długie słuchanie muzyki. Sam siedzę w nich przy komputerze nawet po kilka godzin dziennie.

Po kilku dniach już wiem, że to był dobry zakup.

Dołącz do dyskusji

Advertisement