Przykro mi, Pebble, ale ta aktualizacja to za mało, żeby stać się zegarkiem dla aktywnych

Artykuł/Sprzęt 16.12.2015
Przykro mi, Pebble, ale ta aktualizacja to za mało, żeby stać się zegarkiem dla aktywnych

Przykro mi, Pebble, ale ta aktualizacja to za mało, żeby stać się zegarkiem dla aktywnych

Od kilku miesięcy jestem bardzo zadowolonym użytkownikiem smartwatcha Pebble Time. W jednym aspekcie jednak kompletnie rozczarowuje i choć firma właśnie poczyniła ważne kroki, by zmienić ten stan rzeczy, to nie sądzę, żeby Pebble nagle stał się sensownym fitness trackerem.

Żyjemy w dobie prawdziwej manii na fitness. To już nie jest trend, to jakaś cywilizacyjna zmiana, która zaszła w naszej zachodniej kulturze na przestrzeni ostatniej dekady. Szczególnie mocno objawia się ona w liczbie biegaczy. Ludzkość pewnie nawet za czasów pierwotnych nie pokonywała tylu kilometrów, ile pokonują amatorzy i maniacy biegania.

Nic więc dziwnego, że producenci elektroniki próbują wyjść naprzeciw zapotrzebowaniu i oferują w swoich urządzeniach coraz to bardziej zaawansowane pomiary aktywności. Amator nie musi już inwestować w Garminy czy inne Suunto, by uzyskać względnie dokładny pomiar trasy, spalonych kalorii czy pulsu w czasie biegu. Wystarczy mu smartwatch sparowany z odpowiednią aplikacją na smartfonie.

Kolejne firmy prześcigają się w rozwiązaniach fitnessowych, a tymczasem w Pebble’u… chyba przespali ostatnią dekadę w jaskini, pracując nad swoim zegarkiem. Jeśli chodzi o fitness, ten smartwatch potrafi okrągłe nic. Zero. Wbudowany krokomierz się nie liczy, bo potrafi nabijać mi kroki w czasie pisania na klawiaturze, a naprawdę, robię to siedząc przy biurku, a nie dreptając po pokoju.

Można na nim zainstalować aplikacje firm trzecich, ale to ledwie proteza – wyświetlanie informacji zgromadzonych przez smartfona na małym ekraniku zegarka.

Firma zmienia ten stan rzeczy i chce, żeby ich zegarki stały się prawdziwie fitnessowe.

Zegarki Pebble Time, Pebble Time Steel i Pebble Time Round otrzymają aktualizację, która wprowadzi do nich natywną aplikację Health, mierzącą aktywność i monitorującą sen. Pebble będzie teraz samodzielnie, automatycznie mierzył kroki, oraz zyska funkcję aktywnego budzika, który obudzi nas o najlepszej (zdaniem zegarka) porze.

pebble-health

Spore nadzieje rodzi fakt, iż firma współpracowała z Uniwersytetem Stanforda, aby zoptymalizować swoje algorytmy. Jest więc nadzieja, że zegarek w końcu zacznie zliczać faktyczne kroki, a nie delikatne przemieszczenia nadgarstka, jak miało to miejsce do tej pory.

Pebble chce też podejść od innej strony do “dziennych osiągnięć” – większość zegarków ustawia dzienny pułap kroków na 10 tys., przy czym nie jest istotne kiedy i jak nabijemy te kroki, byleby zapełnić licznik. W aplikacji Health dzienny cel kroków ustalany będzie dynamicznie, na podstawie poprzednich aktywności, a wykorzystując unikalne cechy Timeline UI zegarek sam zaproponuje najlepszą porę dnia, by nabić większą liczbę kroków.

O tym, jak sprawdza się Pebble Health w praktyce przekonam się zapewne niebawem, gdy tylko na mój zegarek spłynie stosowna aktualizacja. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to walka z wiatrakami.
Samo mierzenie kroków to jedynie część fitnessowych pomiarów, które oferują inne smartwatche. Wystarczy spojrzeć chociażby na zegarki z Android Wear, Geara S2 czy Apple Watcha, żeby zobaczyć, ile dodatkowych możliwości mamy w tych urządzeniach – przede wszystkim pulsometr, który podczas biegania pozwala dobrać odpowiednią kadencję.

Aplikacje fitnessowe od Apple, Samsunga czy nawet Google Fit oferują też znacznie więcej, niż Pebble zamierza początkowo zaoferować w swoim natywnym rozwiązaniu. I choć jego pomiary będą się oczywiście integrować z innymi aplikacjami, to jeśli Pebble ma zamiar zaoferować poważne rozwiązanie, musi postarać się nieco bardziej.

Niestety, mając bezpośrednie porównanie Pebble’a z Android Wear czy Gearem S2 muszę otwarcie powiedzieć, że ten pierwszy oferuje tylko jedną rzecz, która jest lepsza niż u rywali – czas pracy na jednym ładowaniu. To ogromna zaleta, owszem, ale wymagania konsumentów stale rosną i to konkurenci wywiązują się z nich znacznie lepiej, niż robi to Pebble. A przecież jeszcze podczas recenzowania modelu Time sytuacja była zgoła odwrotna.

Jeśli firma, która de facto zaprezentowała światu pierwszy, realnie użyteczny smartwatch (który, swoją drogą, nie dostanie opisywanej wyżej aktualizacji), ma zamiar utrzymać się na rynku, musi w kolejnej generacji zegarka zaprezentować znacznie więcej niż dotychczas.

I mam nadzieję, że wprowadzenie Pebble Health jest zapowiedzią tych zmian. Bo są one niezbędne, aby zegarki Pebble były atrakcyjne dla konsumenta.

Czytaj również:

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji