Świetny, nowoczesny laptop, według starych dobrych wzorców. Fujitsu Lifebook S935 – recenzja Spider’s Web

Świetny, nowoczesny laptop, według starych dobrych wzorców. Fujitsu Lifebook S935 – recenzja Spider’s Web

Świetny, nowoczesny laptop, według starych dobrych wzorców. Fujitsu Lifebook S935 – recenzja Spider’s Web

Każdy z nas spędza przed różnymi ekranami, czy chodzi o laptopa, telewizor czy smartfon, średnio od 5 do 7 godzin dziennie. Przyzwyczailiśmy się do tego, że gdyby całą naszą aktywność – zarówno pracę, jak i rozrywkę – realizować na jednym, odłączonym od zasilania urządzeniu, przed wieczorem po prostu zabrakłoby mu energii. Są jednak sprzęty, które są zaprzeczeniem tej tezy – w tym zamknięty w niepozornej obudowie Fujitsu Lifebook S935.

Producent deklaruje, że potrafiący pracować nawet przez 24 godziny (!) z dala od gniazdka ultrabook dedykowany jest tym, którzy często podróżują. Oczywiście jest w tym sporo prawdy – wprawdzie w samolotach czy pociągach często możemy już uświadczyć odpowiednich punktów ładowania, ale komu chce się taszczyć ze sobą zasilacz i kable, a później wyciągać je z torby? No właśnie, nikomu.

Co jednak ciekawe, choć nie należę do osób często podróżujących, Lifebook S935 od samego początku wydał się ultrabookiem idealnie trafiającym w moje potrzeby. Cóż, taki już urok mieszkania w miejscu, gdzie problemy z dostawą prądu są niemal codziennością i na kilka, czasami nawet kilkanaście godzin bez zasilania trzeba być po prostu przygotowanym. Mój dotychczasowy laptop dawał sobie radę przez około 6 godzin.

Jak natomiast wygląda „dzień bez prądu” z Fujitsu Lifebookiem S935? Postanowiłem sprawdzić, odłączając od zasilania „stacjonarkę”, odkładając dotychczasowy komputer przenośny na półkę, a w telefonie wyłączając transmisję danych oraz WiFi, zamieniając tym samym S935 w moje podstawowe (i w zasadzie jedyne) źródło cyfrowego kontaktu ze światem – i w celach służbowych, i w tych zupełnie prywatnych.

8:00, 100% naładowania akumulatora

Odłączam Lifebooka od ładowania, zasilacz zamykam w szafie – mam nadzieję, że nie będzie mi dzisiaj w ogóle potrzebny. Na stanie mam przecież naładowany do pełna, spory, bo mający aż 7100 mAh (70 Wh) akumulator główny, który w każdej chwili, jeśli zaszłaby taka potrzeba, mogę wymienić. Nie są do tego potrzebne żadne narzędzia, nie jest potrzebna nawet instrukcja obsługi. Podważamy osłonę w dobrze oznaczonym miejscu, zwalniamy elementy mocujące i już – akumulator jest w naszych rękach. Pod nim, również odpowiednio oznaczone, znajduje się wejście na kartę SIM – warto zapamiętać, może przydać się potem.

Fujitsu Lifebook S935 21

Drugiego akumulatora niestety nie było w zestawie, ale jeśli potrzebowałbym ekstremalnie długiego czasu bez ładowania, przewidziano na niego miejsce. Wystarczy wysunąć napęd optyczny, a następnie w jego miejsce wsunąć dodatkowe źródło zasilania. W parze z dużym akumulatorem głównym, taki tandem ma zapewnić nawet do pełnej doby pracy. Imponujące, choć na razie to tylko deklaracje.

Czas przystąpić do testów.

8:05, 100%

Pełne uruchomienie laptopa, wyposażonego w procesor i7-5600U, 12 GB RAM (do mniejszych wersji można dołożyć dodatkową kość – wystarczy odkręcić jedną śrubkę) oraz dysk SSD (256 GB) zajmuje oczywiście kilkanaście sekund, ale załóżmy, że mamy tego czasu trochę więcej i przyjrzyjmy się urządzeniu, z którym mamy do czynienia. Szczególnie, że niektórzy poczują się tutaj jak w domu.

Fujitsu Lifebook S935 jest bowiem laptopem, który bez wahania można określić mianem biznesowego i to biznesowego w starym, dobrym stylu. Nie silono się tu na zachowanie najmniejszej możliwej grubości, kosztem funkcjonalności. Nie ograbiono go ze złącz, żeby mógł ładniej wyglądać na stoliku w kawiarni i nie zabudowano go na amen, żeby dało się uszczknąć jeszcze kilka milimetrów grubości. Wręcz przeciwnie.

Fujitsu Lifebook S935 22

S935 nie jest rekordzistą, jeśli chodzi o grubość, ale mimo tego, oraz obecności napędu optycznego i sporego akumulatora, ten 13,3-calowy ultrabook waży w większości konfiguracji mniej niż 1,4 kg (1,6 kg w naszej, z ekranem dotykowym i większym akumulatorem). Transportowanie go, w tym np. przenoszenie jedną ręką otwartego komputera, należy więc do zadań zdecydowanie łatwych.

Wewnątrz (a właściwie dookoła) czeka istna feeria portów. Po prawej mamy wyjście słuchawkowe, dwa złącza USB 3.0 i napęd optyczny. Po prawej – gniazdo zasilania, Ethernet, VGA (!), pełnowymiarowe HDMI i kolejne USB 3.0. Gdyby tego było mało, na froncie znajduje się jeszcze czytnik kart SD oraz wejście SmartCard, a obok klawiatury umieszczono… skaner naczyń krwionośnych. Komplet zabezpieczeń uzupełnia jeszcze złącze na urządzenie zabezpieczające oraz kilka dodatkowych opcji systemowych, w tym chociażby logowanie się za pomocą twarzy.

Można oczywiście mówić, że VGA czy LAN to standardy, które mało komu są już potrzebne i częściowo jest to prawda. Ale ci, którym faktycznie są potrzebne do pracy, nie mogą sobie pozwolić na wożenie ze sobą taczki przejściówek.

Fujitsu Lifebook S935 3

Nie zabrakło też czegoś, co obecnie w większości komputerów przenośnych już nie istnieje – diod, które pozwalają sprawdzić status urządzenia już na pierwszy rzut oka. Przy zamkniętej pokrywie mamy dostęp do 5 – pierwsza odpowiada za status urządzenia, trzy kolejne za stan naładowania (ładowanie, poziom naładowania każdego dwóch akumulatorów), natomiast ostatnia informuje o aktywności dysku.

Koniec? Nie. Po otwarciu komputera okazuje się, że znajdziemy tu jeszcze cztery kolejne diody. Wszystkie są doskonale opisane i już po kilkunastu minutach możemy po ich podświetleniu poznać, co dzieje się z komputerem. Jedyne zastrzeżenie można mieć do tego, że przy zamkniętej pokrywie grafiki są raczej kiepsko widoczne, ale to raczej nie problem – jest ich tylko 5, więc nauczenie się kolejności jest banalne.

8:15, 99%

Komputer uruchomił się już dawno – przy czym z wyjątkiem samego startu jest niemal całkowicie bezgłośny – więc można zabrać się do roboty. Dzień oczywiście warto zacząć od przejrzenia tego, co dzieje się na świecie.

Jednak jeszcze zanim zaczniemy czytać i przeglądać, uderza nas co innego. Jakość wyświetlanego obrazu, szczególnie na opcjonalnej matrycy o rozdzielczości 2650×1440 jest po prostu zjawiskowa. Można twierdzić, że takie zagęszczenie pikseli to przesada, ale zwolennicy tej tezy będą się jej trzymać tylko do momentu, kiedy zobaczą ekran właśnie takiego typu, jak zastosowano w S935. Idealnie gładkie czcionki, idealnie ostre obrazy, gigantyczna liczba szczegółów. Po prostu poezja, nawet kiedy pracujemy nie na wymagających takich parametrów projektach, a w zwykłym Excelu czy Wordzie. Jest po prostu ładniej, a ładniej znaczy też przeważnie przyjemniej. Powrót do Full HD na 24” czy do HD na 13” będzie męczarnią – wiem to już teraz.

Fujitsu Lifebook S935 23

Dodatkowo, pomimo faktu, że w testowanym modelu matryca IGZO była pokryta błyszczącą powłoką (jedyna opcja w wersji z dotykowym wyświetlaczem, w innych opcjach dostępna wersja matowa), praca w zdecydowanej większości warunków nie stanowiła najmniejszego problemu. Oczywiście niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć i o pracy tyłem do okna, przez które wpada sporo słońca nie ma raczej mowy.

Siadamy więc do czytania, jemy śniadanie i cieszymy się tym, jak wszystko wygląda… inaczej i lepiej niż normalnie, nawet najzwyklejszy w świecie tekst. System prognozuje, że energii wystarczy na… ponad 15 godzin. A w tle aktywne jest przecież połączenie WiFi. Zapowiada się ciekawie.

9:00, 91%

Intensywne buszowanie po Sieci nie okazało się być dla akumulatora S935 specjalnym wyzwaniem, tak samo zresztą jak dla wszystkich jego pozostałych podzespołów. Nawet przy ustawieniu maksymalnego oszczędzania energii (choć, ze względu na własne przyzwyczajenia zablokowałem wygaszanie ekranu) nie da się odczuć żadnych braków czy spowolnień przy korzystaniu ze zdecydowanej większości aplikacji. Przeglądarki, edytory tekstów czy arkuszy kalkulacyjnych, a także 99% tego, z czego korzystamy na co dzień, sprawia, że w najlepszym przypadku i7 i 12 GB RAM w zespole z SSD po prostu się… nudzi.

Fujitsu Lifebook S935 18

Przy takiej „codziennej” aktywności prognoza czasu pracy z daleka od gniazdka jest już nieco mniej optymistyczna, ale nadal zakłada nieprzerwane działanie przez kolejne 10 godzin. Czas więc zabrać się za pisanie – w końcu dla wielu osób komputer jest tylko tak dobry, jak dobra jest jego klawiatura.

Zamknięta w sztywnej, magnezowo-aluminiowej obudowie klawiatura wyspowa Fujitsu na szczęście nie rozczarowuje. Przyciski są spore, odległości pomiędzy nimi właściwe, a jeden z najczęściej używanych przycisków, czyli Enter, jest wręcz monstrualnie wielki i monstrualnie wygodny. Odpowiednie ścięcie na przedniej krawędzi, świetny kąt nachylenia płytki z przyciskami oraz spora (wbrew pozorom) powierzchnia na nadgarstki powoduje, że nasze ręce nie męczą się, a w trakcie pisania nie odczuwamy nawet najmniejszego dyskomfortu. Jeśli piszemy w nocy, możemy włączyć jeden z dwóch trybów podświetlenia klawiszy.

Fujitsu Lifebook S935 9

Jedyne, co można zarzucić przyciskom w S935 to niezbyt długi skok, zwłaszcza w jego końcowej fazie. W porównaniu np. do wyspowych klawiatur Apple’a czy Lenovo brakuje jeszcze dosłownie kawałeczka, żeby cały proces był w pełni satysfakcjonujący. Nie zmienia to jednak faktu, że na S935 można z łatwością pisać czy redagować nawet dłuższe teksty.

Interesujący jest natomiast Touchpad, który w naszej wersji pełnił nie tylko rolę urządzenia wskazującego, ale również miejsca, za pośrednictwem którego przebiegała… komunikacja NFC. O samym gładziku można powiedzieć sporo dobrego – jest całkiem sporych rozmiarów, odczytuje nasze ruchy i gesty szybko i precyzyjnie, a kliknięcia odbywają się albo za pomocą płytki, albo za pomocą dwóch dedykowanych przycisków pod nią. Szkoda tylko, że płytka sama w sobie nie jest „klikalna”. Lewy i prawy przycisk myszy mogłyby natomiast być nieco bardziej „klikliwe”, choć z łatwością można się do nich przyzwyczaić.

Fujitsu Lifebook S935 12

Na dodatkową wzmiankę zasługują „nóżki” umieszczone na spodzie S935. W trakcie pisania właściwie niemożliwe jest, żeby komputer chociażby drgnął, nawet jeśli podłoże jest raczej śliskie, a nasz styl pisania dość dynamiczny. Bardzo stabilny jest również, przy każdym kącie wychylenia, ekran, choć jego obudowa mogłaby być odrobinę sztywniejsza. Warto natomiast pochwalić Fujitsu nie tylko za solidny zawias, ale też bardzo szeroką możliwość regulacji – w każdych warunkach uda nam się ustawić odpowiednie wychylenie, a potem wygodnie je zmieniać.

11:00, 81%

Dwie godziny pisania za mną, a że nie musiałem być w tamtym czasie online, po prostu wcisnąłem przycisk „ECO” na obudowie, co przełożyło się na marginalne zużycie energii przez cały ten okres.

ECO wiąże się wprawdzie z wyłączeniem WiFi, WAN, Bluetooth, zmniejszeniem podświetlenia do 20% (przy czym i tak był to dla mnie wystarczający poziom), wyciszenia głośników, aktywacji trybu oszczędzania energii dla procesora i wyłączenia LAN, lecz żaden z tych elementów nie był mi potrzebny do pisania, więc długo nie musiałem się wahać.

Fujitsu Lifebook S935 7

Efekt? Komputer, przynajmniej jeśli wierzyć systemowemu wskaźnikowi, zużył niemal dokładnie 10% zmagazynowanej w akumulatorze energii w ciągu 2 godzin. Niemal dwukrotnie mniej, niż gdy tryb ECO był wyłączony. Owszem, można poszczególne ustawienia zmienić samodzielnie, ale możliwość wciśnięcia jednego przycisku np. gdy zaczynamy na spokojnie pisać, albo po prostu chcemy obejrzeć film z dysku, jest naprawdę przydatna.

Czas jednak zabrać się trochę poważniej do roboty, wstać z kanapy i zamienić S935 w stację roboczą. I tu mamy dwie opcje – możemy do niego podłączyć dwa monitory albo za pomocą złączy na obudowie (VGA + HDMI, maksymalnie dwa aktywne wyświetlacze), albo dużo bardziej elegancko i wygodnie – za pomocą stacji dokującej (albo replikatora portów), który znalazł się w naszym zestawie.

Nie ukrywam, że od lat jestem fanem właśnie tego drugiego rozwiązania – stacja dokująca z podpiętymi na stałe wszystkimi kablami (w tym oczywiście zasilaniem) zapewnia zawsze o wiele większy komfort, a także oszczędność czasu. Tym bardziej na pochwałę zasługuje to, że w S935 znalazła się właśnie taka opcja.

13:00 68%

Lekka praca biurowa, nawet przy dwóch podłączonych monitorach, nadal nie powoduje, że wskaźnik poziomu naładowania gwałtownie spada. Zapasu mam wprawdzie trochę mniej, ale po części sam jestem sobie winny – zachciało mi się sprawdzić, czy komputer pozwoli na grę w najnowszą odsłonę gry FIFA w wersji demonstracyjnej. To z kolei wymagało pobrania i instalacji dodatkowej aplikacji, a także rozpoczęcia żmudnego procesu pobierania kilku gigabajtów danych. Konieczne było też dogranie kilku brakujących sterowników oraz towarzyszące temu wszystkiemu restarty.

Fujitsu Lifebook S935 14

Co bardzo dla mnie istotne, komputer zaprzęgnięty do zwykłej pracy praktycznie nie uruchamia wentylatorów, pozostając przez zdecydowaną większość dnia urządzeniem absolutnie bezgłośnym. Raz na jakiś czas wprawdzie dmuchnie sobie mocniej, ale przeważnie utrzymuje i idealną ciszę, i świetną temperaturę obudowy. Czy korzystamy z niego na kolanach, czy na biurku, nawet nie zwrócimy uwagi na to, czy podstawa nagrzewa się czy nie.

14:04 52%

Około 7 godzin za mną, a energii akumulatora wciąż sporo, nawet jeśli brać pod uwagę, że przez około 2 godziny komputer pracował w trybie ECO. Czas dać mu trochę większy wycisk i sprawdzić, jak sprawuje się przy bardziej wymagających zastosowaniach, czyli w grach. Bo że zastosowane podzespoły obsłużą codzienną, nawet wymagającą pracę biurową, nie ma raczej wątpliwości. Uruchamiamy więc pobieraną przez kilka ostatnich godzin FIFĘ. Wskaźnik naładowania pokazuje wprawdzie jeszcze optymistyczne 7:51 godzin pracy, ale to raczej ma małe szanse na spełnienie.

Czas przełączyć się na tryb wysokiej wydajności. Włączamy grę, wiatraki w obudowie zaczynają pracować zdecydowanie głośniej i… szybko okazuje się, że przy zbyt wysokich ustawieniach (a już na pewno przy rozdzielczości oferowanej przez ten monitor) raczej nie pogramy. Przy obniżeniu liczby detali i obniżeniu rozdzielczości do HD jest już jednak zdecydowanie lepiej. Można się było tego jednak spodziewać – zintegrowana karta graficzna nie ma szans podołać nowszym tytułom przy wysokich ustawieniach. Te czynności jednak, które wymagają więcej wysiłku od procesora, a nie od układu graficznego, zawsze realizowane są błyskawicznie.

Fujitsu Lifebook S935 8

Niecałe 30 minut zabawy w FIFĘ przy najwyższym możliwym planie zasilania daje jednak akumulatorowi S935 w kość. Taka przyjemność kosztowała nas aż 15% pozostałej komputerowi energii. Ten jednak, po tym jak już ochłonął i powrócił do trybu oszczędzania energii (aczkolwiek nie trybu ECO) pokazuje, że nadal jest w stanie wytrzymać z nami równe 5 godzin. Nawet mimo tego, że dioda informująca o stanie baterii świeci już na pomarańczowo. Zuch.

A ja wracam do pracy, gdzie przy 30% Lifebook wciąż obiecywał jeszcze nieco ponad 4 godziny z daleka od gniazdka.

17:00 22%

Mimo tego, że S935 męczony był pobieraniem i instalacją kilku sporych aplikacji i sterowników, a do tego graniem i zwykłą, codzienną pracą, właśnie zbliża się do dziesiątej godziny pracy i… nadal nie chce odpuścić. Gdyby jeszcze zamiast napędu optycznego umieścić dodatkowy akumulator, w ogóle nie trzeba byłoby chyba martwić się o zasilanie.

Na razie czas jednak wyjść na jakiś czas z domu – oczywiście zabierając ze sobą laptopa. Nie jestem pewien, ile mnie nie będzie, ale zaryzykuję – nie podładuję komputera. Może o tej porze nie będzie mi już tak bardzo potrzebny.

Odpinam więc komputer od stacji dokującej, zamykam poruszającą się z satysfakcjonującym oporem klapkę i chowam komputer do niewielkiego plecaka. Nie dość, że mieści się tam bez najmniejszych problemów, to jeszcze w transporcie jest praktycznie w ogóle nieodczuwalny. Warto tylko uważać na górną część komputera – na moim egzemplarzu pojawiły się na nim dość szybko zauważalne rysy.

19:30 21%

Ponad dwie godziny później okazuje się, że jednak muszę skorzystać z komputera. Jak łatwo przewidzieć, w trybie uśpienia laptop praktycznie nie zużywa energii, więc stan naładowania akumulatora jest dokładnie taki sam, jak wcześniej.

Fujitsu Lifebook S935 13

Jako że tym razem nie mam na czym położyć komputera do pracy, zarzucam go sobie na kolana i przeprowadzam najpierw krótką rozmowę na Skype (kamera oferuje całkiem dobrą jakość, natomiast dźwięk w obydwie strony jest świetny, po części dzięki dwóm mikrofonom), potem przez dłuższy czas surfuję po Sieci. Tutaj właśnie całkiem przydatny okazuje się dotykowy ekran, który choć dość szybko cały ozdobiony jest moimi odciskami palców, to jednak do nawigacji nadaje się dużo lepiej niż gładzik czy przyciski kierunkowe.

20:40 11%

Po nieco ponad godzinie zabawy z komputerem czas na powrót do domu. Zamykam laptopa, wrzucam do plecaka i… znów zapominam, że dźwigam przy sobie komputer potężniejszy od mojego codziennego komputera stacjonarnego.

Może i nie jest najcieńszy (ba, według współczesnych standardów jest wręcz grubawy), ale zachowuje świetny kompromis pomiędzy grubością, a liczbą i różnorodnością portów. Do tego jest po prostu lekki, a mój plecak (nawet ten mniejszy) nie rozróżnia, czy coś ma te kilka milimetrów więcej czy mniej.

21:40 10%

Na ile może wystarczyć 10%? Według systemowej kontrolki na całkiem sporo ponad godzinę. Wciskam więc przycisk „ECO”, bo łączności ze światem dzisiaj nie będę już potrzebował. Będę natomiast potrzebował tego pięknego ekranu, żeby pooglądać film (który wcześniej pobrałem z poziomu laptopa). Niestety tylko w FullHD, ale dostępność materiałów w wyższej rozdzielczości jest niestety słaba.

Fujitsu Lifebook S935 2

Szybkie przełączenie się w tryb „ECO” i już system obiecuje mi ponad 2 godziny pracy. Oczywiście przy bardzo delikatnym użytkowaniu, a ja będę oglądał film, ale wyobraźmy sobie inną sytuację. Jesteśmy w trasie, musimy dokończyć przygotowywanie ważnego dokumentu, prezentacji, albo po prostu sprawdzić coś, co lokalnie mamy zapisane na komputerze. Przez całą długa trasę korzystaliśmy z komputera albo rano zapomnieliśmy go naładować i teraz zostało nam mniej niż 1/10 poziomu naładowania. I co? I na S935 nie jest to żaden problem – wybieramy wspomniany wcześniej tryb i możemy np. edytować dokumenty przez czas, jaki zajęłaby nam np. podróż z Wrocławia do Poznania. A to kawałek drogi.

Ja jednak nie zamierzam pracować. Podłączam słuchawki, minimalnie podkręcam głośność (jasności nie muszę – jest wystarczająca) i sprawdzam, ile zdołam obejrzeć przy niemal całkowicie rozładowanym akumulatorze.

22:10

30 minut wideo okazuje się powodować spadek naładowania akumulatora o 5%, a więc do poziomu, w którym domyślne ustawienia Windowsa powodują hibernację urządzenia. Po całkiem intensywnym dniu udałoby mi się jeszcze zobaczyć prawie cały odcinek ulubionego serialu. Cały, jeśli w międzyczasie nie pobierałbym gigabajtów danych albo nie grał w naprawdę wymagające gry, czego na laptopie przeważnie i tak nie robię.

Producent na swojej stronie deklaruje dla akumulatora, który znalazł się w naszym modelu, nawet do 18 godzin pracy bez konieczności ładowania. Ja zacząłem o 8 i pracowałem oraz bawiłem się mniej więcej tak, jak robię to codziennie, z niewielkimi tylko odchyłami na rzecz zabawy nowym sprzętem. Jak łatwo policzyć, w sumie komputer działał (wliczając w to uśpienie) około 14 godzin.

Fujitsu Lifebook S935 19

W ten czas wchodziło jednak około 2 godzin i 30 minut pracy w trybie ECO oraz chwila w podróży. Poza tym jednak, przez cały czas urządzenie było podłączone do sieci WiFi i miało podświetlony ekran. Około 9-10 godzin takiej pracy powinniśmy więc spodziewać się bez obaw, a jeśli trochę pobawimy się ustawieniami, zyskamy nawet więcej.

22:30 – powrót do bazy

Jest wiele rzeczy, którymi współczesne komputery przenośne starają się przekonać do siebie klientów. Niektóre z nich są niesamowicie cienkie, inne niezwykle lekkie, jeszcze inne z kolei stawiają na oszałamiający wygląd. Oczywiście do tego oferują wydajne podzespoły i często długi czas pracy na pojedynczym naładowaniu, ale niestety wiele z nich – w tym zwłaszcza te uznawane powszechnie za biznesowe – zapomina, że nie wygląd jest tu funkcją nadrzędną, a funkcjonalność.

S395 natomiast, przy zachowaniu niewielkich wymiarów i masy, oferuje dokładnie to, co powinien oferować każdy komputer biznesowy. Wysoką wytrzymałość, dobrą do długiego pisania klawiaturę, rewelacyjny, wymienny akumulator, opcje błyskawicznej rozbudowy (RAM, dysk, napęd optyczny, dodatkowy akumulator), masę potrzebnych portów, wysoką kulturę pracy, złącze do stacji dokującej i szereg opcji zabezpieczenia urządzenia.

Fujitsu Lifebook S935 11

Na tym jednak ta oferta się nie kończy – gwiazdą testowanego egzemplarza bez wątpienia jest wyświetlacz, oferujący przepiękne kolory, szerokie kąty widzenia, fantastyczną rozdzielczość i bardzo wysoką jasność. Na nim nawet Excel może wyglądać pięknie.

Bez wątpienia nie jest to komputer dla każdego. Przeciętny użytkownik może nie widzieć sensu w zakupie kosztującego co najmniej 5000 zł laptopa, tylko dlatego, że może w nim wymienić samodzielnie akumulator, albo dodać drugi. Bez wątpienia są jednak osoby, dla których to, oraz wszystko inne, co jest w stanie zaoferować S935, może okazać się bezcenne.

Dołącz do dyskusji

Advertisement