Panie Ballmer, zajmij się pan lepiej koszykówką

Felieton/Technologie 03.12.2015
Panie Ballmer, zajmij się pan lepiej koszykówką

Panie Ballmer, zajmij się pan lepiej koszykówką

Steve Ballmer przemówił. Wiecie, ten Ballmer, który jako szef Microsoftu przegapił wszystkie możliwe rynkowe zwroty. Ten, który doprowadził do tego, że produkty i usługi Microsoftu stały się kompletnie irrelewantne dla wielu ludzi. Ten, z którego śmiało się pół świata, gdy spocony wrzeszczał i biegał po scenie niczym szaleniec. Albo wtedy, gdy hejtował iPhone’a.

Steve Ballmer przemówił. Żąda – jako wciąż największy indywidualny udziałowiec Microsoftu – by Microsoft przestał ściemniać i zaczął raportował przychody biznesu cloudowego. A w wywiadzie dla Bloomberga, wydał wyrok na aplikacje uniwersalne, które mocno promuje nowy CEO Satia Nadella. – To się nie uda – stwierdził kategorycznie i dodał, że Microsoft powinien pozwolić instalować aplikacje z Androida na Windows 10.

– Bardzo cenimy sobie regularny dialog ze Steve’em i dziękujemy mu za jego wkład i komentarze. Tak jak i innym naszym inwestorom – odpowiedział rzecznik prasowy Microsofotu, co oczywiście należałoby przetłumaczyć jako: „Niech Steve zajmie się lepiej koszykówką”.

No właśnie, panie Ballmer, zajmij się pan lepiej koszykówką. Twoi Clippersi nie mają przecież najlepszego startu w nowym sezonie NBA.

Przypomnijmy może raporty wejścia i wyjścia Ballmera z Microsoftu.

Gdy przejmował stery od Billa Gatesa w 2000 r. Windows miał 90 proc. rynku oprogramowania systemowego, Windows Mobile 45 proc. rynku oprogramowania na pierwsze inteligentne telefony, a Office był podstawowym pakietem biurowym większości firm na świecie. Microsoft był największą technologiczną firmą świata, a w promieniu roku świetlnego nie było widać żadnego konkurenta.

Gdy oddawał stery Satyi Nadelli w 2014 r., Windows nie tyle nie był już najpopularniejszym systemem operacyjnym, o ile dla wielu osób kompletnie niepotrzebnym. W mobile’u Ballmer przegrał wszystko co możliwe, bo najpierw naśmiewał się z iPhone’a, że za drogi i bez klawiatury, a potem przepuścił kilka dużych baniek na Nokię i „płonącą platformę” Windows Phone. Ostał się Office, który wciąż niepodzielnie rządzi na rynku oprogramowania biurowego. I choć niby wyniki finansowe Microsoftu Ballera broniły, to jednak w konfrontacji z konkurencja porównania nie wytrzymują. Dość powiedzieć, że w 2014 r. cały biznes Microsoftu był mniejszy od… iPhone’a.

Przez 14 lat Ballmer dał się poznać jako rubaszny wujek o mentalności wiejskiego sprzedawcy żelastwa. Obrażał, wrzeszczał, wyśmiewał, infantylizował, straszył i gardził. Sam drwił z pytań od inwestorów i udziałowców, a teraz ma czelność mówić Nadelli: robisz to źle.

Trudno zresztą nie dostrzec cynizmu w słowach Ballmera.

Oto sugeruje on Nadellii zwrot ku aplikacjom z platformy Google Android, a to przecież on sam podjął przecież kilka lat wcześniej decyzję, że od Google’a i Androida się odcina. Mówi: pokaż wyniki biznesu cloudowego, a to pod jego rządami kilkakrotnie Microsoft zmieniał zasady księgowości raportowej, by poukrywać kolejne wielomiliardowe odpisy po nieudanych przejęciach. Microsoft Ballmera wręcz słynął z braku transparentności.

Nie wiem, czy Nadelli uda się zatrzymać więdnącą pozycję Microsoftu na rynku podstawowych do tej pory produktów i usług, by przeistoczyć biznes w kierunku usług w cloudzie, ale wiem jedno – powiew świeżości, nowego rozdania, otwarcia się na świat i rozumienia zmian na współczesnym rynku technologii konsumenckiej jest więcej niż przyjemny dla oka.

Microsoft się zmienia i to w wielu aspektach nie do poznania. Nadella nie skacze po scenach konferencji – w zasadzie to jest nudnym mówcą – ale w zaciszach gabinetów w Redmond naprawia Microsoft po zgliszczach, jakie zostawił po sobie Ballmer.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement