Call of Duty: Black Ops 3 – testujemy zupełnie nowy tryb Zombies. Lovecraft byłby dumny

Recenzja/Gry 06.11.2015
Call of Duty: Black Ops 3 – testujemy zupełnie nowy tryb Zombies. Lovecraft byłby dumny

Call of Duty: Black Ops 3 – testujemy zupełnie nowy tryb Zombies. Lovecraft byłby dumny

Przełknąłem kolorową gumę kulkę, dzięki której stałem się chwilowo niewidzialny. Trwając w ezoterycznej postaci, przemknąłem za plecami latających demonów i olbrzymiego, oślizgłego, trójgłowego monstrum. Otworzyłem skrzynię i wydobyłem starożytny artefakt, po czym zmaterializowałem się w wąskim korytarzu. Na jego końcu stała kapliczka, dzięki której przeszedłem metamorfozę w pełnego macek, rażącego prądem potwora.

Nie trzeba być przesadnie obeznanym graczem, aby wiedzieć, że powyższy opis nie ma nic wspólnego z serią Call of Duty. Gdzie tam demony, artefakty i gumy kulki. Mimo tego, niezależnie jak nieprawdopodobnie by to nie brzmiało, we wstępie tego tekstu przedstawiłem wam typową akcję z Zombies – jednego z wielu grywalnych trybów gier, pod którymi ugina się Call of Duty: Black Ops 3.

Call of Duty: Black Ops 3 posiada cztery zupełnie odmienne, grywalne i rozbudowane sposoby na zabawę.

Mamy kampanię, do rozegrania samemu, razem ze znajomymi po sieci jak również przed jednym telewizorem, za sprawą podzielonego ekranu. Mamy tryb wieloosobowy, który stanowi esencję Call of Duty. Mamy Freerun, czyli połączenie shootera z Mirror’s Edge, w którym wykręcamy możliwie najlepszy czas i rywalizujemy ze znajomymi. Mamy w końcu tryb Zombies, który w Black Ops 3 diametralnie różni się od analogicznych dodatków z poprzednich odsłon.

Co powiecie na klimat filmu noir, stylizację Bioshocka, potwory i inspiracje Cthulhu oraz silny prąd lat 40-tych i 50-tych minionego wieku? To główne wyróżniki, dzięki którym Zombies w Call of Duty: Black Ops 3 jest naprawdę niepowtarzalne. Nie ukrywam, że to właśnie na kooperacyjną walkę z rozkładającymi się trupami liczyłem najbardziej. Po nią sięgnąłem jako pierwszą, chwilowo zapominając o kampanii i standardowych rozgrywkach wieloosobowych.

Call of Duty: Black Ops 3 Zombies

Moje pierwsze spostrzeżenie – Zombies w Call of Duty: Black Ops 3 jest znacznie większe i bardziej rozbudowane, niż sądziłem.

Zdaje się, że bezpowrotnie minęły czasy, w których gracz lub grupa graczy mieli za zadanie bronić jednego domu, jednej willi czy bazy. Areną w Zombies dla Black Ops 3 jest całe miasto. Morg wygląda jak aglomeracja wyjęta ze zdjęć zrobionych w latach 40-tych, po czym przebudowanych na podstawie snów Lovecrafta. Mamy więc ciasne uliczki, gęstą mgłę, dzielnice portowe, kolorowe stragany i afisze, głośne instalacje elektryczne i macki czyhające w ciemnościach.

Morg nie byłoby takim złym miastem, gdyby nie jego mieszkańcy. Po uliczkach aglomeracji szwendają się żywe trupy. Nad nimi latają skrzydlate demony. Z innych wymiarów przebijają się do tej rzeczywistości lewitujące zjawy. Masywne bestie patrolują ulice, górując nad resztą maszkar. Gdyby tego było mało, czwórka graczy wciela się w postacie grzeszników, morderców i bandytów, którzy trafiają do Morq w ramach kary.

Call of Duty: Black Ops 3 Zombies

Tak się jednak składa, że (anty)bohaterowie nie zamierzają rozstawać się jeszcze z życiem. Gracze podejmują więc wyzwanie i starają się przeżyć w potwornym miejscu, zmuszeni do stałej i permanentnej współpracy. Ta jest kluczem do przetrwania i jedyną szansą na przeżycie kolejnych fal napływających przeciwników.

Zombies w Call of Duty: Black Ops 3 przekierowuje środek ciężkości z walki o przetrwanie na wykonywanie następujących po sobie zadań.

Nie wystarczy już tylko zabijać okna deskami i posyłać do piachu kolejne fale wrogów. Na wzór walki z kosmitami z Call of Duty: Ghosts, ważniejsza stała się eksploracja terenu, odkrywanie jego sekretów, skrótów i rozmieszczenia cennych przedmiotów. Tych z kolei jest całe mnóstwo. Chociaż w Black Ops 3 gram od dwóch dni, wciąż jeszcze nie odkryłem wszystkim zakątków upiornego miasta.

W jednym miejscu trzeba aktywować źródło zasilania. W innym przebić się przez starą, popękaną ścianę. Czasami musimy znaleźć odpowiedni klucz dla odpowiednich drzwi, z kolei jeszcze innym razem skorzystać z portalu do zupełnie innej rzeczywistości. Ot, (nie)zwykły dzień w życiu każdego fana Call of Duty. Biada jednak tym, którzy nie znają zasad panujących w Morq. Nauka w Zombies to bolesny, oparty na częstej śmierci proces, konieczny do zrozumienia podstawowych zasad.

Call of Duty: Black Ops 3 Zombies

Oryginalnym, ciekawym elementem survivalowego trybu są specjalne umiejętności i możliwości.

Posyłając maszkary z powrotem w zaświaty, zyskujemy walutę. Tę możemy wydać nie tylko na broń i amunicję, jak to miało miejsce w poprzednich odsłonach, ale również na specjalne umiejętności czy klucze do bram, otwierających kolejne sekcje miasta. Tak, jak w trybie wieloosobowym liczy się odpowiednie dobranie tak zwanych „perków” i „killstreaków”, tak w Zombies niezwykle istotny jest odpowiednio wybrany… zestaw gumek kulek.

Każda z nich posiada specjalną umiejętność. Z poziomu lobby sami decydujemy, które gumy możemy wylosować podczas właściwej rozgrywki, stojąc przy jednej z maszyn dystrybuujących słodkości. Chwilowa niewidzialność, zmartwychwstanie pod koniec rundy czy szybsze poruszanie się to tylko część z rozbudowywanego pakietu możliwości. Te zdobywamy awansując z poziomu na poziom, tak jak w klasycznym trybie wieloosobowym.

Call of Duty: Black Ops 3 Zombies

Świetnym urozmaiceniem jest możliwość zamiany w prawdziwego demona. Korzystając z jednej z wielu kapliczek, możemy zmutować w oślizgłe, pełne macek „coś”, które przez ograniczony czas jest nie do powstrzymania. Miota ładunkami elektrycznymi, dusi kończynami i rozprawia się z żywymi trupami w natychmiastowym tempie. Tylko w postaci demona możemy odblokować niektóre ścieżki i zyskać dostęp do potężnych przedmiotów. Jak napisałem wcześniej – znajomość wielkiej lokacji to podstawa.

Póki co bawię się doskonale. Minęły dwa dni od kiedy włożyłem płytę do napędu, a wciąż jeszcze nie rozpocząłem kampanii dla jednego gracza.

Zombies jest oryginalne, wymagające, skomplikowane i naprawdę grywalne. Chociaż po każdej porażce narasta we mnie frustracja, wystarczy krótka chwila na ochłonięcie i znowu mam ochotę na wizytę w mrocznym mieście. Jeszcze ani razu nie udało mi się przejść pierwszej misji tego trybu do końca, co traktuje akurat jako wielką zaletę. Kolejne lokacje zostaną dodane zapewne dopiero przy premierze DLC. Co za tym idzie, mam jeszcze wiele czasu na dokładne zwiedzenie Morq.

Jeżeli jesteście ciekawi, jak Call of Duty: Black Ops 3 radzi sobie w kampanii, klasycznych trybach wieloosobowych oraz kooperacji przez sieć i na jednym ekranie, zajrzyjcie na Spider’s Web w najbliższych dniach. Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące najnowszej gry studia Treyarch, chętnie odpowiem na nie w komentarzach pod tekstem.

Dołącz do dyskusji

Advertisement