Tak powinno wyglądać każde DLC. Testujemy rozszerzenie Bloodborne: The Old Hunters

Recenzja/Gry 23.11.2015
Tak powinno wyglądać każde DLC. Testujemy rozszerzenie Bloodborne: The Old Hunters

Tak powinno wyglądać każde DLC. Testujemy rozszerzenie Bloodborne: The Old Hunters

The Old Hunters to pierwsze i jedyne rozszerzenie Bloodborne – najlepszej gry na wyłączność dla PlayStation 4. Powrót do mrocznego miasta Yharnam jest dla mnie niezwykle ciężkim doświadczeniem. Zdążyłem zginąć 43 razy, ubić dwóch bossów i na nowo odkryć, jak trudne i satysfakcjonujące potrafią być gry wideo. Co najlepsze, w 10 godzin przeszedłem dopiero połowę nowej zawartości.

Jest trudno. Cholernie trudno. Znacznie trudniej, niż w podstawowej wersji gry. Chociaż sugerowany poziom postaci dla The Old Hunters to 65, mój heros z 85 poziomami padał jak mucha. Nie tylko z łap gigantycznych bossów, bo to przecież norma. Znacznie bardziej wymagające stały się walki ze zwykłymi przeciwnikami, jakich pełno na mapie i którzy odradzają się za każdym razem, gdy podwinie nam się noga.

Bloodborne The Old Hunters (292)

Jeżeli graliście w podstawowe Bloodborne, zapewne pamiętacie zdziczałych tropicieli, których od czasu do czasu mogliśmy napotkać w zaułkach Yharnam.

Sterowani komputerowo przeciwnicy posiadali tę samą paletę ruchów, co postać gracza. Walki z nimi należały do śmiertelnie niebezpiecznych, bardzo technicznych i bardzo dynamicznych. Biło się jak równy z równym, nie jak bohater z bossem. Szybkość! Precyzja! Uniki! Kontry! Wykorzystanie gadżetów i przewagi terenowej – w tamtych konfrontacjach wszystko miało znaczenie. Trudne starcia nagradzały gracza nie tylko nowymi broniami i odzieniem, ale również permanentnym pozbyciem się takiego zdziczałego tropiciela z obszaru gry.

Gdy pokonaliśmy sterowanego komputerowo kolegę po fachu, ten permanentnie znikał z lokacji. W przeciwieństwie do zwykłych przeciwników, nie odradzał się po każdej naszej porażce i każdym powrocie do bazy. Olbrzymia ulga. Niestety, wszystko co łatwe i proste w grach From Software, bardzo szybko się kończy…

Bloodborne The Old Hunters (271)

W Bloodborne: The Old Hunters gracz trafia bowiem w miejsce, do którego wcześniej sam wysłał zastępy przeciwników. Koszmar Tropiciela to takie piekło w piekle.

Wszyscy położeni do piachu zdziczali tropiciele czekają na nas właśnie w tym miejscu. Ze strzępkami dawnej pamięci, z szaleństwem w oczach, rzucają się na gracza po raz kolejny, już jako mieszkańcy pełnego krwi piekła, zwanego Koszmarem Tropiciela. Piekła, do którego sami schodzimy, zyskując kolejne doświadczenie i poszukując jeszcze potężniejszego ekwipunku.

Pech chce, że oszalała horda ma nowe sztuczki w rękawie. Dla przykładu, wcześniej wspomniani łowcy odradzają się teraz tak samo, jak zwyczajni przeciwnicy. Każda nasza śmierć, każde nasze niepowodzenia reanimuje humanoida, który stoi dzierży w jednej ręce potężną broń białą, a w drugiej palną broń dystansową. Prawdziwy koszmar. From Software już na powitanie wbiło mi pięść prosto w brzuch i stworzyło początkową lokację tak nieprzyjemną, jak to tylko możliwe.

Bloodborne The Old Hunters (298)

Padałem jak mucha! Znacznie częściej, niż w podstawowej wersji gry. Bloodborne udało mi się przejść w trybie jednego gracza, bez pomocy komputerowych NPC ani sieciowych towarzyszy, na dzień przed opadnięciem embargo na recenzje. Z The Old Hunters mam za to olbrzymie problemy. Cierpiałem katusze, niż doczołgałem się do pierwszego bossa. Wiwatowałem z radości, kiedy odblokowywałem kolejny punkt kontrolny. Krzyczałem jak idiota w kierunku telewizora, gdy ginąłem od zaledwie dwóch błyskawicznych ataków.

Bloodborne: The Old Hunters jest zdecydowanie bardziej wymagające od podstawowej wersji gry.

Środek ciężkości uległ wyraźnemu przesunięciu. Zamiast walk z mięsem armatnim, przyjdzie nam podchodzić do technicznych konfrontacji opartych na wytrącaniu przeciwnika z równowagi. Umiejętne korzystanie z broni palnej jako sposobu na przerwanie gradu ciosów przeciwnika nie jest już świetną alternatywą. Jest obowiązkiem każdego gracza, tak samo jak wyuczenie się tempa. To teraz podstawowe narzędzie przetrwania.

Bloodborne The Old Hunters (349)

Na całe szczęście ciężkie walki uliczne zostały wynagrodzone bardzo sensowną architekturą lokacji. Koszmar Tropiciela ugina się od skrótów, dzięki którym unikniemy dalszych konfrontacji z odradzającymi się oponentami. Świetna sprawa, biorąc pod uwagę, że część z kreatur to zdziczali tropiciele o tym samym wachlarzu ruchów, co ten w posiadaniu gracza. Oczywiście odblokowanie każdego skrótu opłacicie łzami, potem i startym szkliwem. To jednak oczywiste.

W Bloodborne: The Old Hunters powracają nie tylko zdziczeli tropiciele, ale również bossowie wysłani przez nas w zaświaty.

Kiedy ponownie zobaczyłem gigantycznego Ludwika, ten niemal w ogóle nie przypominał wielkiego wilkołaka, z jakim mierzyłem się w podstawowej wersji gry. Oszalała bestia nie tylko przeszła gigantyczną przemianę, ale ewoluowała również w czasie walki. Gdy w końcu udało mi się uszczuplić jej pasek życia do połowy, ta zamieniła się w rycerza wymachującego świętym ostrzem, o całkowicie nowej palecie ruchów. W tle zaczęła przygrywać muzyka tak mroczna i tak dojmująca, że ciarki same pojawiają się na skórze.

Bloodborne The Old Hunters (339)

To właśnie obecność starych – nowych postaci jest ogromną wartością dodaną rozszerzenia The Old Hunters. Nowa opowieść krąży wokół najbardziej istotnych person w historii miasta Yharnam, wliczając w to założycieli Kościoła Kielicha. To przecież od nich rozpoczęło się to całe szaleństwo z krwią. Uwielbiam ciężki do poskładania, skrzętnie chowany lore od From Software i już nie mogę się doczekać, kiedy w sieci pojawią się pierwsze interpretacje dotyczące nowych bossów oraz nowych lokacji.

Przy całym tym rzucaniu graczom kłód pod nogi, producenci zadbali o to, aby mniej doświadczeni tropiciele nie spotkali się z murem nie do przebicia.

Przede wszystkim – towarzysze NPC. Tych jest teraz znacznie więcej, z kolei miejsca ich rekrutacji znajdują się w niedalekim sąsiedztwie bossów. Przywołanie sterowanych komputerowo towarzyszy stało się banalnie proste. Wystarczy stanąć w wyznaczonym miejscu i nacisnąć przycisk akcji. Przed nami materializuje się kompan, który pomoże w zwiedzaniu lokacji oraz walce z najbardziej wymagającym plugastwem.

Bloodborne The Old Hunters (354)

Kwestia numer dwa – dostęp do kluczowych przedmiotów, takich jak artefakty leczące. We From Software postanowili częściowo zerwać z koniecznością zbierania ampułek z krwią po każdej nieudanej walce. Producenci rozsiali miejsca z dostępem do sporej liczby tych przedmiotów. Gracze wściubiający nos w każdy zakamarek na pewno będą w stanie je odnaleźć, lecząc rany po kolejnych odniesionych porażkach.

Nie można również zapominać o nowych broniach – ponad połowę z nich znajdziecie w lokacji początkowej. Potężne działo Gatlinga, które uniosą jedynie postacie z rozbudowanym atrybutem siły, robi świetne wrażenie. Tak samo ciężki miecz, który możemy zamienić w łańcuch oraz wariacja piły tarczowej. Przy swojej efektowności, nowe narzędzia zagłady nie wydają się być potężniejsze od tych z podstawowej wersji gry. To samo tyczy się nowych kompletów odzienia. Wciąż brakuje „najlepszego”, uniwersalnego stroju. Każdy posiada wady i zalety i każdy jest dedykowany konkretnym zagrożeniom.

Bloodborne The Old Hunters (328)

Patrząc na stosunek ceny do zawartości, Bloodborne: The Old Hunters to obowiązkowy zakup dla każdego fana gry.

Bez cienia wątpliwości mogę napisać, że średnio-wprawnemu graczowi na 65 poziomie przejście nowego wątku fabularnego zajmie około 20 godzin. Świetny wynik, biorąc pod uwagę, że The Old Hunters kosztuje skromne 80 złotych. Oczywiście na lwią część tego czasu pracują wasze porażki, śmierci i rzucanie padem o ścianę, ale nie będzie to przecież zaskoczeniem dla nikogo, kto grał w produkcje From Software.

Zalety

  • Wyzwanie na wiele godzin
  • Niska cena
  • Jeszcze trudniejsze walki…
  • … przy ułatwieniach w mechanice
  • Niepowtarzalne starcia z nowymi bossami
  • Komplet nowych broni, pancerzy i magicznych artefaktów
  • Tej muzyki się nie zapomina

Wady

  • Niezwykle archaiczne rozwiązania sieciowe
  • Jeżeli nie dałeś rady Bloodborne, nie masz czego szukać w Koszmarze Tropiciela
  • Dyskusyjny balans trudności
  • Gra wciąż nie jest wzorem wydajności i optymalizacji

Naprawdę żałuję, że The Old Hunters to jedyne rozszerzenie, jakie dostanie najlepsza gra na wyłączność dla konsoli PlayStation 4. Bez cienia zawahania zapłaciłbym za każdy kolejny dodatek, o ile ten posiadałby chociaż połowę zawartości z omawianego DLC. Wracam do walki z kolejnym bossem. Mam nadzieję, że szybko zobaczymy się na serwerach, bo tym razem bez waszej pomocy raczej się nie obejdzie.

Jeżeli spodobało ci się Bloodborne – po stokroć warto.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement