Złoty smartwatch, czyli Apple wprowadza zegarek w XXI wiek

Felieton/Sprzęt 29.10.2015
Złoty smartwatch, czyli Apple wprowadza zegarek w XXI wiek

Złoty smartwatch, czyli Apple wprowadza zegarek w XXI wiek

Wpis gościnny*

Niedawno ruszyła oficjalna sprzedaż Apple Watch w Polsce. Pytania o charakterystykę urządzenia i o to, jak wygląda na tle konkurencji, wydają się drugorzędne. Najważniejsze pytanie brzmi: czy, jak głosi hasło na stronie firmy z Cupertino, “Apple Watch to zegarek wymyślony na nowo”? Czy nadejście “inteligentnych zegarków” oznacza kres zegarków tradycyjnych? I jaką rolę odgrywa tu złoty zegarek od Apple?

Złoty? Dlaczego?!

Wrzesień 2014 r.: Tim Cook pokazuje światu Apple Watch – inteligentny zegarek, pierwsze “ubieralne” urządzenie firmy z Cupertino. Fani z niedowierzaniem patrzą, jak Cook zapowiada, że dostępny będzie również model zrobiony z 18-karatowego złota. W marcu tego roku poznajemy ceny – najdroższy model będzie kosztował 17 tys. dolarów (w Polsce: 80 tys. zł).

Spora część fanów, ale także długoletnich obserwatorów poczynań firmy nie może zrozumieć tej decyzji. To wbrew filozofii Apple! – grzmią. Mają rację: Firma z Cupertino produkuje elektronikę użytkową, nie towary luksusowe. Dobrej jakości sprzęt i najwyższych lotów dizajn dostępne dla mas – to filozofia legendarnego założyciela firmy Steve’a Jobsa.

Co więc w portfolio firmy robi złoty zegarek za 17 tys. dolarów, który w dodatku – z perspektywy sprzętowej – jest dokładnie tym samym, co model aluminiowy, sprzedawany za 350 dolarów? To wbrew wszystkiemu, za co fani szanują i podziwiają Apple.

Tim Cook doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Może nie przespał z tego powodu kilku nocy. Ale jego firma naprawdę potrzebowała tego złota.

Wymyślanie rzeczy od nowa

Kiedy Apple wprowadza nowy produkt, zazwyczaj ma ambicję, żeby zrewolucjonizować dany segment rynku. Prezentując pierwszego iPhone’a w 2007 r. Steve Jobs mówił: „Dzisiaj Apple wynajdzie telefon na nowo”. Po 8 latach wiemy, że miał rację. iPhone nie tylko całkowicie zmienił rynek smartfonów, ale był siłą napędową mobilnej rewolucji cyfrowej: smartfony w wielu aspektach zmieniły nasze życie.

Podobne plany Apple ma w stosunku do Apple Watch: nie zamierza jedynie zrewolucjonizować rynku inteligentnych zegarków. Chce zredefiniować pojęcie zegarka w ogóle, wynaleźć go od nowa. Chce wprowadzić zegarek w XXI wiek, w erę urządzeń mobilnych i raczkującą erę technologii ubieralnych.

Żeby to osiągnąć, firma potrzebowała złotego zegarka.

Gdyby zrobili jedynie model sportowy (Apple Watch Sport: aluminiowy z gumowym paskiem), byliby co najwyżej producentem prostych zegarków treningowych lub zaawansowanych opasek fitness, których głównym zadaniem jest śledzenie naszej aktywności fizycznej. Taki Apple Watch byłby porównywany głownie z niedrogimi, gumowo-plastikowymi produktami takich firm, jak FitBit, Jowbone, czy Withings.

Gdyby do tego dołożyli model stalowy (Apple Watch, cena od 550 dol.) otrzymalibyśmy smartwatch z najwyższej półki, iPhone’a wśród inteligentnych zegarków. Jednak stal nierdzewna i skórzane paski oraz klasyczne bransolety użyte w tym modelu, czyli odwołanie się do tradycyjnych zegarków, nie wystarczyłyby, żeby Apple Watch zyskał miano “prawdziwego zegarka”.

Żeby podbić świat zegarków, Apple potrzebowało czegoś więcej. Musiało wyjść daleko poza strefę nowych technologii, elektroniki i gadżetów. Uderzyło więc w samo serce kilkusetletniej tradycji zegarmistrzowskiej i symbol tego, co obecnie najlepsze w świecie zegarków – w cały szwajcarski przemysł zegarkowy, w producentów najbardziej cenionych na świecie luksusowych czasomierzy.

apple-watch-edition-2

Jakiej broni użyli? Drogiego, klasycznego materiału – 18-karatowego złota i, co za tym idzie, wysokiej ceny. Bo za cenę złotego Apple Watch możemy kupić szwajcarski zegarek z wysokiej półki.

“Szwajcarzy będą mieli prze…chlapane” miał według The New York Times powiedzieć główny dizajner Apple, Jony Ive, zachwycając się zegarkiem, który właśnie powstawał w pracowniach firmy.

Jednym ruchem – stworzeniem drogiego, luksusowego zegarka – firma z Cupertino spowodowała, że świat zaczął porównywać Apple Watch do tradycyjnych zegarków najlepszych marek – Rollexa, Omegi, Tag Heuer, IWC, Hublota czy Zenitha.

Dyskusje przeniosły się ze stron technologicznych, na eksperckie, poświęcone tradycyjnym zegarkom. Media wypełniły się rozmowami ze znawcami zegarków i pytaniami zadawanymi szefom największych szwajcarskich firm: Czy Apple Watch dorównuje ich produktom? Czy myślą, że zagrozi ich biznesom?

Jakkolwiek niedorzeczne wydawałoby się porównywanie elektronicznego zegarka do wyrafinowanego zegarka mechanicznego, firma z Cupertino osiągnęła cel jeszcze zanim jej najnowszy produkt pojawił się na rynku: o Apple Watch dyskutowali już nie tylko fani nowych technologii, ale cała branża związana z tradycyjnymi zegarkami.

Zadbać o każdy szczegół

Choć cena odegrała tu kluczową rolę, o to, żeby upodobnić Apple Watch do zegarków analogowych Apple zadbał oczywiście na wiele więcej sposobów: zaprojektowało bransolety w klasycznych wzorach (np. znanym od dziesiątek lat wzorze mesh), do stworzenia pasków wykorzystało ekskluzywne materiały wysokiej jakości (np. wytwarzaną metodą rzemieślniczą włoską skórę), użyło koronki (czyli „pokrętła”; z tym, że teraz jest to koronka cyfrowa), dodało tarcze przypominające te znane z emblematycznych zegarków analogowych oraz tzw. „komplikacje”, czyli dodatkowe funkcje zegarka (do najbardziej tradycyjnych należy wskazywanie aktualnej fazy księżyca).

Każdy, kto dobrze zna się na zegarkach mechanicznych, odnajdzie w Apple Watch wiele nawiązań do ich kilkusetletniej tradycji.

Rozumiejąc, że zegarek to również część garderoby i biżuteria, Apple zatrudnił ekspertów ze świata mody (np. Paula Deneve’a, który wcześniej szefował Yves Saint Laurent czy Jacoba Jordana z Louis Vuitton), promuje Apple Watch w największych modowych magazynach na świecie i sprzedaje w eleganckich butikach od Nowego Jorku, przez Paryż, Mediolan po Tokio. Niedawno Apple nawiązał współpracę z producentem luksusowych akcesoriów – firmą Hermès.

apple-watch-edition-3

Złote egzemplarze zegarka firma podarowała też wielu celebrytom, którzy z chęcią pokazywali się z nowym, luksusowym gadżetem. Okazało się, że Apple Watch może spełniać jeszcze jedną rolę przypisywaną drogim zegarkom tradycyjnym – podkreślać status społeczny.

O tym, że firmie z Cupertino udało się naruszyć ustalony ład i wejść w świat „prawdziwych” zegarków potwierdzają reakcje Szwajcarów: choć z początku pytania o to, czy Apple Watch zagrozi ich biznesom traktowali jako żart, to szybko zrozumieli powagę sytuacji: już na początku tego roku Jean-Claude Biver, dyrektor zarządzający w Tag Heuer, nazwał Apple Watch największym zagrożeniem dla tradycyjnych zegarków i zapowiedział, że w listopadzie na rynek wejdzie luksusowy zegarek jego firmy wyposażony w Google’owski system Android Wear. Swoje wersje inteligentnych zegarków przygotowują też tacy producenci jak Frederique Constant, Alpina, Breitling i Mondaine.

Według danych Federacji Szwajcarskiego Przemysłu Zegarkowego, eksport szwajcarskich zegarków w maju br. spadł po raz pierwszy od 6 lat. Analitycy z Deloitte przewidują, że w całym 2015 r. sprzedaż szwajcarskich zegarków spadnie po raz pierwszy po kryzysie ekonomicznym z 2008 r. Winą za to eksperci obarczają spadek popytu na rynku chińskim oraz wzrost sprzedaży smartwatchy, w tym głównie Apple Watch.

Nie wiemy, ile dokładnie zegarków sprzedał Apple: kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt milionów – powiedział niedawno Biver. „Ale żeby sprzedać choćby pięć milionów, kiedy do niedawna nie było się w ogóle producentem zegarków, trzeba być geniuszem” – dodał.

„The WATCH is here”

Najlepsze potwierdzenie tego, jaką strategię wobec swojego zegarka obrał Apple mogliśmy znaleźć na internetowych stronach firmy: „Zegarek nadchodzi” („The watch is coming”) – mogliśmy przeczytać przed jego premierą. „Zegarek już tu jest” („The watch is here”) – głosiły hasła po tym, gdy rozpoczęła się sprzedaż Apple Watch.

Z całą świadomością firma użyła jedynie ogólnego określenia „watch”.

Jaki jest więc ten zegarek XXI w.?

apple watch

Apple Watch, tak jak inne inteligentne zegarki, to dzisiaj w pierwszej kolejności akcesorium do smartfona – ma usprawnić wykonywanie czynności, które teraz przeprowadzamy na telefonie, a niektóre z nich przenieść w ogóle na nadgarstek. I tak, Apple’owski zegarek służy przede wszystkim do odbierania powiadomień (szybki rzut oka na nadgarstek zamiast grzebania w torbie w poszukiwaniu telefonu), możemy na nim też błyskawicznie odpowiedzieć na wiadomość, sprawdzić pogodę i skrzynkę mailową, a nawet wykonać krótką rozmowę, kiedy nie chce nam się iść po telefon dzwoniący właśnie w sąsiednim pokoju.

W drugiej kolejności to urządzenie fitnessowe, które nie tylko monitoruje naszą aktywność fizyczną (np. ilość spalonych kalorii czy to, jak długo znajdowaliśmy się w ruchu), ale też mobilizuje nas do wysiłku (“Wstań i poruszaj się przez minutę” – radzi, kiedy za dużo czasu spędzamy w pozycji siedzącej). Internet zalewają historie o tym, jak Apple Watch pomaga żyć aktywniej i zdrowiej.

Po trzecie – i tu tkwi największy potencjał zegarka – Apple Watch to zaczątek urządzenia paramedycznego. Do prac nad zegarkiem Apple już kilka lat temu zatrudnił wielu światowej klasy specjalistów z zakresu biochemii, ochrony zdrowia oraz naukowców działających na styku medycyny i nowych technologii. Mówiło się o tym, że zegarek będzie w stanie mierzyć nie tylko tętno, ale też ciśnienie krwi, poziom nawodnienia organizmu, a nawet poziom cukru we krwi (co byłoby rewolucją dla diabetyków). Okazało się, że nie ma do tego jeszcze odpowiedniej technologii, ale możemy być pewni, że właśnie w tym kierunku będzie podążał rozwój Apple Watch: jako urządzenia, które permanentnie monitoruje stan naszego zdrowia i w razie jakichkolwiek nieprawidłowości samo informuje o tym nie tyko nas, ale też naszego lekarza lub szpital.

Apple Watch to też tysiące aplikacji, z których w niedalekiej przyszłości będziemy zapewne korzystać tak, jak dzisiaj korzystamy z aplikacji na smartfonie.

Na pytanie o przyszłość inteligentnych zegarków, najchętniej odpowiadam tak:

Kiedy w 2007 r. przywiozłem z USA pierwszego iPhone’a, reakcja większości znajomych była jednakowo sceptyczna: “Do czego ci to w ogóle potrzebne?”.

Dzisiaj żadna z tych osób nie wyobraża sobie życia bez smartfona.

Kiedy w kwietniu 2015 r. przywiozłem z Berlina Apple Watch, znajomi pytali: “Do czego ci to w ogóle potrzebne?”.

* Autorem tekstu jest Tomek Czech – redaktor naczelny ThinkApple.

Dołącz do dyskusji