Płatny YouTube? Już rzucam pieniędzmi w stronę monitora!

Felieton/Technologie 29.10.2015
Płatny YouTube? Już rzucam pieniędzmi w stronę monitora!

Płatny YouTube? Już rzucam pieniędzmi w stronę monitora!

Jeśli chodzi o płatnego YouTube’a, to przyznaję, troszeczkę przespałem temat. A może raczej nie doceniłem zmian i możliwości, które ze sobą niesie. Usługa, o której myślałem na początku, że ma przynieść jedynie korzyści i opcję płatnej subskrypcji dla youtuberów, okazuje się mieć znacznie więcej korzyści dla widza, niż mogłem przypuszczać.

Z tego co widzę w Sieci i na co sam przez moment dałem się złapać, to większość użytkowników dyskredytuje płatnego YouTube’a jako skok na kasę, który niesie ze sobą tylko wycięcie reklam i da internetowym twórcom zapłacić jeszcze więcej. „Prawie 10 dolarów, żebym nie widział reklam? Dzięki, wolę adblocka” – myśli sobie wielu internautów, nie szczędząc usłudze YouTube Red słów krytyki.

Kiedy jednak zgłębić temat, na przykład czytając artykuł Marcina Połowianiuka, okazuje się, że YouTube Red jest czymś znacznie więcej, niż płatną subskrypcją na niektóre kanały. To usługa, o której już teraz chcę powiedzieć – shut up and take my money!

Woda na młyn mego uzależnienia.

Pozwolę sobie na szczere wyznanie – nazywam się Łukasz i jestem uzależniony. Beznadziejnie uzależniony od YouTube’a i wielu, naprawdę wielu kanałów, które codziennie dostarczają mi wiedzy i rozrywki. Subskrybuję ich, w tej chwili, ponad 150 i zawsze jestem na bieżąco. Większość z nich to kanały technologiczne, muzyczne, motoryzacyjne, ale też sporo kompletnie losowych twórców, którzy przekonali mnie do siebie treścią lub przesłaniem swoich kanałów.

Wielu z nich co jakiś czas wspieram na Patreonie i nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby włączyć jakiegoś adblocka na kanałach, które dzięki reklamom mogą tworzyć treści, które oglądam.

Dlatego gdy pojawiły się pierwsze informacje o tym, że pojawią się płatne subskrypcje, w zasadzie nawet się ucieszyłem. Byłem gotów płacić moim ulubionym youtuberom, bo uważam, że jestem im coś winien za te wszystkie godziny, które zapełniają mi swoimi filmami ucząc, bawiąc, czasem zmuszając do zastanowienia.

YouTube Red jawił mi się więc jako okazja, żeby docenić moich ulubionych twórców. Kiedy jednak usługa w końcu została ogłoszona oficjalnie, zobaczyłem, że tak naprawdę to ja zyskam dużo więcej niż oni, płacąc miesięczną opłatę.

Przez YouTube Red poważnie myślę o porzuceniu Spotify.

W ramach wynoszącej 9,99 dol. miesięcznie subskrypcji, użytkownicy otrzymają kilka „ficzerów”, obok których ktoś tak często korzystający z serwisu jak ja nie może przejść obojętnie. Przede wszystkim – pobieranie filmów do obejrzenia offline i odtwarzanie w tle na urządzeniach mobilnych. Mój Boże, ile ja na to czekałem, żeby bez uciekania się do niekoniecznie zgodnych z regulaminem metod móc pobrać film z YouTube’a i zabrać go ze sobą np. do autobusu, jadąc do domu, gdzie po drodze prawie że nie ma łączności internetowej.

Najważniejsze jednak dla mnie jest to, że w końcu będę mógł odtwarzać muzykę z YouTube’a w tle na moim smartfonie. Jest to o tyle ważne, iż YouTube jest skarbnicą muzyki w innym razie kompletnie niedostępnej dla polskiego użytkownika. Mam na myśli w szczególności soundtracki z gier i z anime, których słucham znacznie częściej niż swoich katalogów w Spotify. Jest to muzyka, której albo nie można już kupić w ogóle, nigdzie, albo trzeba naprawdę polować na pojedyncze sztuki fizycznych płyt.

Oczywiście, kwestia uploadu na serwis Google’a treści objętych prawem autorskim pozostaje w szarej strefie, ale skoro mechanizmy YouTube’a pozwalają takim treściom się tam pojawiać, to ja tym bardziej mam zamiar z tego korzystać.

youtube-red

Do tego w ramach tych 9,99 dol. dostanę jeszcze dostęp do YouTube Music oraz, od 2016 roku, do oryginalnych treści przygotowanych tylko dla subskrybentów YouTube Red. Nie to jednak pozostaje ostateczną kartą przetargową, a fakt iż… w ramach tych 9,99 dol. dostajemy też dostęp do Google Play Music.

Google Play Music nadal jest dość ułomną usługą, przyznaję. Nie potrafi tyle co Spotify, brak jej nawet tak prostej funkcji jak rozpoznawanie, z którego urządzenia odtwarzana jest muzyka (czyli coś na kształt Spotify Connect), nie mówiąc już o tym, iż Google prawdopodobnie w ogóle nie planuje stworzenia desktopowych aplikacji dla OS X i Windows 10, pozostaje więc słuchanie przez przeglądarkę Chrome.

Wierzę jednak, że z czasem usługa się rozwinie, a już teraz aplikacja mobilna na Androida działa naprawdę świetnie. Usługę zacząłem testować bardziej intensywnie jakieś dwa tygodnie temu i dowiedziawszy się, że będzie ona doliczona do abonamentu na YouTube Red, coraz poważniej się zastanawiam nad porzuceniem Spotify. Tym bardziej, że i tak słucham znacznie więcej muzyki bezpośrednio na YouTubie.

Dodajmy do tego jeszcze fakt, że niedługo w Google Play Music pojawią się podcasty i… chyba jestem kupiony. Niechże jeszcze tylko dodadzą audiobooki, to w ogóle nie będę się miał nad czym zastanawiać.

YouTube Red? Jestem na tak

Czekam z niecierpliwością. Biorąc pod uwagę, jak wiele dostanę w zamian, naprawdę chętnie oddam Google’owi swoje pieniądze.

Okolice 50 zł miesięcznie mogą się wydawać dość dużą kwotą, ale gdy patrzę na wszystkie korzyści, to nagle ta kwota wydaje mi się śmiesznie mała. Szczególnie gdy odliczę 20 zł, które obecnie płacę za Spotify, a które przestałbym płacić, decydując się na YouTube Red i wchodzącą w jego skład Muzykę Play.

Tym bardziej, że prawdopodobnie przyjdzie nam zapłacić znacznie mniej, niż się spodziewamy. Poruszając temat na redakcyjnym Slacku Marcin Połowianiuk słusznie zwrócił uwagę na pewien drobiazg, widoczny na powyższej infografice – “Google Play Music subscription included (and vice versa)”. Może to więc oznaczać, że za YouTube Red przyjdzie nam zapłacić… śmieszne 19,99 zł! Co więcej, osoby, które już posiadają abonament Muzyki Play otrzymają w jego ramach dostęp do abonamentu Red. Oczywiście to tylko nasze spekulacje, ale taki scenariusz wydaje się być prawdopodobny. A jeśli okaże się prawdziwy to… tutaj nie ma się nad czym zastanawiać.

Zanim więc ktokolwiek powie, że abonament na YouTube’a to tylko skok giganta na kasę użytkowników, niech dobrze sobie przeliczy, ile korzyści przynosi ta subskrypcja. Korzyści zarówno dla twórców, jak i dla odbiorców.

Ci, którzy nie będą chcieli płacić, absolutnie nie będą musieli tego robić i najprawdopodobniej nic nie stracą. Jeśli jednak chodzi o mnie, czy innych miłośników tego, co YouTube ma do zaoferowania – shut up and take my money.

Niechże ten abonament pojawi się u nas jak najszybciej.

Dołącz do dyskusji

Advertisement