EFEKT ULTRACUBE, czyli filmy zamiast pracy

Felieton/RTV 18.10.2015
EFEKT ULTRACUBE, czyli filmy zamiast pracy

EFEKT ULTRACUBE, czyli filmy zamiast pracy

W domu takie urządzenia nazywamy pudełkami. Nikomu z domowników nie chce się zapamiętywać nazw tych wszystkich dziwnych urządzeń, które podłączam do telewizora.

Pudełka mają tajemniczą moc – odtwarzają filmy. Rodzina nie docieka, skąd biorą się owe filmy. Czy z Youtube’a, czy z dysku, czy z jakiegoś VOD? Tymi głupotami to już ja się zajmuję.

Gdzieś tak w epoce gdy kształtował się nasz układ słoneczny kupiłem pudełko zwane Popcorn Hour. Czasami wspomaga go Mac mini. Obydwa te pudełka są podłączone do amplitunera, a przez niego do telewizora. Popcorn Hour jednak jest już stareńki, a mac niezbyt wygodny w obsłudze. Czasami więc flirtuję z różnymi rozwiązaniami smart TV.

W polskich serwisach VOD panuje chaos, więc trzeba pomysłowości cyfrowego Adama Słodowego, żeby nad tym zapanować. Dlatego nie jestem przekonany do smart tv wbudowanych w telewizory. Brakuje mi w nich elastyczności. Nie wiem, co mi do głowy strzeli za rok i z czego będę wówczas chciał korzystać. Nigdy nie skusiło mnie też Apple TV, bo pasuje do polskiego rynku jak Putin do Kapitolu. Ale już parę razy korzystałem z urządzeń Measy na Androidzie. Raz z narastającą wściekłością, kiedy indziej z pewną radością. Wreszcie doczekałem się czegoś, co mi się spodobało. Do tego stopnia, że po podłączeniu owego pudełka bawiłem się do trzeciej w nocy.

To pudełko to Ultracube A4S. W rozmiarze trochę większym, niż paczka papierosów Golden American z dwudziestoma pięcioma „fajkami” w środku.

Taką paczkę obejrzymy pewnie kiedyś w muzeum początków polskiego kapitalizmu i wolności, czyli przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku.

Ultracube zaprojektowali inżynierowie wywodzący się z Measy, ale tym razem Polacy postarali się o lepsze przystosowanie produktu do naszego rynku. Pewnie dzięki temu w urządzeniu wyrosła antenka. Moje wcześniejsze kłopoty z androidowymi przystawkami Measy związane były głównie z kiepskim wi-fi. Tym razem antenka swoje robi i Internet normalnie dociera do Ultracube . Spieszę też donieść, że antenkę można położyć, żeby nie sterczała jak kikut na szafce pod telewizorem – i wciąż wszystko działa.

Ultracube A4S

Ultacube ma kilka dziurek. Jak ktoś chce „ciężki” film szybciej dostarczyć do Ultracube, to może go przegrać na kartę micro SD albo pendrive’a i wepchnąć w odpowiednią dziurkę. Kiedyś co weekend przynosiłem z wypożyczalni stosy wielkich kaset wideo i wpychałem w paszczę magnetowidu. Dziś mogę od znajomego wziąć jego wakacyjny film na karcie pamięci. Rozwiązanie co prawda niemal tak oldschoolowe jak taśmy wideo ale przynajmniej mam pewność, że materiał nie będzie się przycinał tak, jak przy udostępnianiu w Internecie.

Ultracube ma jakiś tam procesor a nawet ileś tam pamięci. Wszystkiego wystarcza, żeby odtworzyć materiał w rozdzielczości 4K. Trzeba tylko dokupić odpowiedni telewizor, co trochę mocniej nadwyręży nasze finanse niż zakup Ultracube, kosztującego koło 450 zł.

Podejrzewam, że bardziej od tego 4K sprawdzi się istotne sprzętowe rozwiązanie: cyfrowe wyjście audio. Dzięki niemu Ultracube A4S może stać się odtwarzaczem serwisów streamingowych. Instalujemy Spotify, pudełko podpinamy cyfrowym kablem do wzmacniacza i proszę uprzejmie, słuchamy muzyki na naszym domowym sprzęcie. Bez kombinowania z włączaniem telewizora.

Pora na największa zaletę Ultracube. To zainstalowany w nim program XBMC, a właściwie Kodi.

Multimedialny kombajn przystosowany do obsługi pilotem. Odtwarza niemal wszystko – filmy, muzykę, czerpane z domowej sieci, z kart pamięci, z podczepionych przez usb dysków, streamingowych z Internetu. Pewnie gdzieś jest też opcja oglądania transmisji z zaświatów. Niestety, tej nie znalazłem, bo w konfiguracji Kodi można się zagubić równie łatwo jak w labiryntowym budynku Telewizji Polskiej. Ale możliwości programu są przy tym ogromne jak parkingi pod centrami handlowymi. XBMC przez wiele lat używałem na macu mini. Kiedy więc uruchomiłem go na pudełku, poczułem się jak w domu. Tylko znowu nie wiedziałem gdzie jest łazienka i musiałem spytać Internetu.

Samo Kodi niestety nie wystarcza, żebyśmy pooglądali polskie VOD-y. Musimy zainstalować odpowiedni plugin. Znajdziemy go (albo nawet dwa różne) dość łatwo w sieci. Adresu nie podaję z jednego powodu – razem z legalnymi źródłami plugin montuje również „pirackie”. Oczywiście nie musimy z nich korzystać, ale dostajemy je w pakiecie.

Pluginy to przykład na to, że używając Ultracube powinniśmy być owym cyfrowym Adamem Słodowym.

Kupując Ultracube dostajemy w jakimś stopniu zestaw do samodzielnego montażu. Komuś to może się nie podobać, bo woli gotowe rozwiązania. Dla innego będzie to wybawienie, bo poustawia sobie wszystko tak jak chce. Jednak bez tak skomplikowanych zabiegów, jak na przykład jailbreakowanie Apple TV.

Jeśli ktoś się uprze, to pewnie zainstaluje na Ultracube nawet program „Latarka”. Albo „Lusterko”. Nie mam pojęcia po co, ale o to też chodzi w Androidzie. Android to szkoła tolerancji – może nam się wydawać, że ktoś na swoim urządzeniu instaluje przerażająco głupie programy, ale to już tylko jego sprawa. Platforma google’owa pozwala na przeróżne harce, które w świecie Apple nie przystoją.

Ultracube A4S

Żebym jednak nie popadł w zachwyt taki, jaki odczuwam na widok dwulitrowego pudełka z lodami, muszę zaznaczyć, że obsługa Ultracube jest nieco siermiężna. Dołączony pilot pracuje w dwóch trybach – strzałek przesuwających się między opcjami i pewnego rodzaju myszy. Pomiędzy tymi trybami przełączamy się przy pomocy guzika, który z niejasnych powodów został oznaczony symbolem play/pause. Choć niczego nie startuje i nie zatrzymuje.

Teksty potrzebne do wyszukania jakiegoś materiału na Youtubie musimy więc wpisywać na ekranowej klawiaturze. Korzystanie do tego z pilota z kilkoma zaledwie klawiszami jest oczywiście dość toporne, ale niezbyt – o dziwo! – denerwujące. Litery daje się wklikiwać wystarczająco szybko, żeby nie odczuwać szczególnego dyskomfortu. Zastanawiałem się dlaczego nie denerwuje mnie to tak, jak w przypadku wcześniejszych urządzeń Measy. To pewnie po prostu kwestia tego, że po prostu wszystko działa normalnie. Pamiętam, że pierwsze Measy irytowało mnie swoim pilotem – i to takim ze wszystkimi literami – bo różne frazy, hasła czy zapytania musiałem wpisywać po kilka razy. Co chwilę zrywało połączenie z siecią. Gdy większość rzeczy „zaskakuje” od pierwszego razu, rozwiązanie okazuje się wystarczająco wygodne. Może nie idealne, ale funkcjonale.

Korzystanie z takiego pudełka powoduje ciekawy efekt psychologiczny – człowiek staje się zdecydowanie bardziej marudny.

Przekleństwo Internetu to buforowanie – w końcu żyjemy w czasach instant. Ale w komputerze przyzwyczailiśmy się, że od czasu do czasu film „przytnie” się z powodów technicznych. Kiedy jednak włączamy takie telewizyjne pudełko, nagle nasza tolerancja wobec „przycinania” się dramatycznie maleje.

Uruchamiając Kodi na Ultracube musimy się z tym pogodzić – program potrafi zanudzać komunikatami, że coś mu się właśnie nie udało. XBMC na moim macu też denerwowało takimi głupotami. Kodi na przykład często informuje, że przepełnił mu się bufor, zanim program pobrał wystarczająco dużo danych. Zaczęło mnie to w końcu tak bardzo denerwować, że zagłębiłem się w sieć w poszukiwaniu rozwiązania i… stop, zostawiam to innym. Wolę coś obejrzeć na Youtubie. Jak mi na chwilę zatrzyma się odtwarzanie, to sprawdzę pocztę na smartfonie.

Ultracube ma taką niezaprzeczalna zaletę, że w miarę korzystania coraz bardziej się podoba. Pewnego dnia przychodzi nam do głowy, żeby odpalić coś ze strony internetowej – i to się udaje. Nawet jeśli wygodniej będzie w tym celu posłużyć się podłączoną na chwilę do pudełka przewodową myszą. Być może kiedyś odkryję, że Ultracube odkurza mieszkanie albo parzy kawę.

Na razie cierpię na efekt Ultracube – zamiast pracować, oglądam kolejne filmy.

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na PiotrLipinski.pl. Żartuje na Twitterze @PiotrLipinski. Nowa książka „Geniusz i świnie” – o Jacku Karpińskim, wybitnym informatyku, który w latach PRL hodował świnie – w wersji papierowej oraz ebookowej.

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji