Snapchat podejście… sam nie wiem które. Zobacz, co z tego wyszło

Artykuł/Social media 14.10.2015
Snapchat podejście… sam nie wiem które. Zobacz, co z tego wyszło

Snapchat podejście… sam nie wiem które. Zobacz, co z tego wyszło

Snapchat jest bez dwóch zdań fenomenem współczesnego internetu, chociaż głównie wśród młodszych użytkowników sieci. Wyjeżdżając do Tel Awiwu postanowiłem po raz kolejny sprawdzić, co ten serwis ma do zaoferowania i jak mogę go wykorzystać do swoich potrzeb. Ciągle nie jestem przekonany, że zagości na moim smartfonie na stałe, ale eksperyment trwa.

Na smartfonie mam już za dużo aplikacji do komunikacji ze znajomymi i współpracownikami. Oprócz klasycznej poczty elektronicznej, spiętego z SMS-ami iMessage od Apple, Facebooka z Messengerem, Instagramu i Twittera mam jeszcze Skype’a, Google Plus z Hangouts oraz Slacka wspieranego przez Trello.

W pewnym momencie zrobiło się tego po prostu za dużo. Ze względu na ten przesyt nie zdecydowałem się na instalację na stałe WhatsAppa, Vibera i Telegramu. Dublują one funkcje posiadanych przeze mnie już aplikacji, a i tak praktycznie z każdym mogę porozmawiać na Messengerze od Facebooka. Snapchat to jednak coś nieco innego.

Nie jest tajemnicą, że przynajmniej w początkowym okresie życia Snapchat jawił się jako aplikacja do sextingu. Nastolatki wolały przesyłać sobie nagie fotki przez aplikację, gdzie po pewnym czasie zdjęcia znikają, niż przez Facebooka lub przedpotopowego maila. Oczywiście zawsze ktoś może zrobić screenshota, ale wrażenie “burned after watching” pozostaje.

Teraz Snapchat, już po wprowadzeniu publicznego strumienia tzw. Snapów, może być wykorzystywany do czegoś innego. Widzę coraz więcej cewebrytów, blogerów, marek i serwisów informacyjnych szukającym na Snapchacie kontaktu z fanami, klientami i czytelnikami. Nie zniechęca ich nawet to, że to trudno mierzalne i nietrwałe medium.

Do Snapchata miałem już kilka podejść i za każdym razem aplikacja na moim smartfonie ląduje na nieco dłużej. Teraz postanowiłem wykorzystać ją do zrobienia amatorskiej relacji z wyjazdu do Izraela. Na swojego Facebooka, Twittera i Instagrama wrzucam wybrane fotografie i kolaże, starając się (przesadnie) nie spamować znajomych.

Obserwując inne profile na Snapchacie widzę, że tam profil prowadzi się nieco inaczej. Nadal dopiero się uczę filozofii tego serwisu – który na pierwszy, a nawet na drugi rzut oka wydaje się głupawy – i obserwuję kilkadziesiąt mniej lub bardziej udanych profili innych ludzi, których dodałem do obserwowanych.

O Snapchacie i swoim nieudanym eksperymencie pisał już na łamach Spider’s Web już Mateusz Nowak. Dla osób, które aplikacji nie sprawdzały samodzielnie dodam tylko, że użytkownicy mogą używać jej do trzech podstawowych rzeczy. Główną funkcją jest wysyłanie prywatnych wiadomości do jednej lub wielu osób jednocześnie.

Taka wiadomość, nazywana Snapem, w formie zdjęcia lub wideo dodatkowo przyozdobionego napisem, emotikoną lub innym specjalnym efektem wyświetla się odbiorcy przez zaledwie kilka sekund. Owszem, można zrobić zrzut ekranu, ale wtedy autor zostaje o tym poinformowany za pośrednictwem systemowego powiadomienia. Jeśli takiego komunikatu nie będzie, to można spać (w miarę) spokojnie.

Niedawno do Snapchata dodana została funkcja Discover, która pozwala przeglądać treści stworzone przez kilku partnerów firmy. Nie znajduję tam nic zbyt interesującego dla siebie, ale chyba nie jestem po prostu w grupie docelowej. Nie zdziwię się, jeśli dla młodszych ludzi taka forma podania wiadomości będzie atrakcyjniejsza nie tylko od telewizji, ale też od… “starych” nowych mediów, czyli portali.

Ponieważ komunikatorów i źródeł treści mam od groma i nie jestem już w wieku gimnazjalnym, to funkcji chatowania mogłoby dla mnie równie dobrze nie być. Znacznie bardziej do gustu przypadłby mi Snapchat Stories. Każdego “snapa” można dodać do swojego publicznego profilu, a inne osoby mogą oglądać w porządku chronologicznym dowolną liczbę razy przez 24 godziny.

Slack for iOS Upload

Jak wygląda to w praktyce możecie zobaczyć na przykładzie mojego profilu samodzielnie – dodając ręcznie do obserwowanych konto pgkrzywy lub skanując załączony powyżej kod. Dla osób, które nie mają Snapchata, ale chciałyby zobaczyć jak taka relacja na Snapchacie wygląda, wrzuciłem na YouTube’a zapis mojego Snapchata z pierwszego i drugiego dnia wyjazdu.

W Tel Awiwie zostaję jeszcze chwilę i postaram się aktualizować konto – na tyle, na ile pozwolą mi na to otwarte sieci Wi-Fi. Na szczęście Snapy zrobione poza zasięgiem kolejkują się i można wznowić ich wysyłanie poźniej. Szkoda tylko, że Snapchat jest dla smartfona zabójstwem jeśli chodzi o transfer i… baterię, co obrazuje dobrze ten zrzut ekranu:

snapchat bateria

* Grafika: Shutterstock

Dołącz do dyskusji