Nienawidzę was na Facebooku

Felieton/Blog Forum 25.10.2015
Nienawidzę was na Facebooku

Nienawidzę was na Facebooku

Wpis został pierwotnie opublikowany na Blog Forum, gdzie każdy z Czytelników Spider’s Web może publikować swoje teksty.

Tak jest moi przyjaciele! Znajomi i ci wszyscy, których dodałem z grzeczności, gdyż nieładnie jest odrzucić zaproszenie. To o was, o wszystkich zaśmiecających mojego News Feeda bezwartościowymi treściami, których nie mam zamiaru oglądać. Prywatnie bardzo was lubię. Często się spotykamy, chodzimy na piwo, albo do kina. Jest jednak miejsce, gdzie szczerze wami gardzę — to właśnie Facebook!

Raczej nie powiem wam tego w twarz (na pewno nie wszystkim), bo zdążyłem się już przekonać, że nie każdy potrafi skutecznie oddzielić internet od rzeczywistości. Ja zaś nie mam ochoty niepotrzebnie zrażać do siebie ludzi. Gdyby każdy zawsze mówił to, co myśli, skoczylibyśmy sobie do gardeł. O wiele lepiej jest wylać żale w internecie, zwłaszcza gdy nikogo one nie obchodzą. Mówią, że „jeśli nikt cię nie słucha, to załóż bloga” — oto więc jestem!

Didżeje i złotouści

shutterstock_197767229

Ich kocham najbardziej, dlatego pójdą na pierwszy ogień. Zasłużyli na moją uwagę, gdyż nikt im jej nie poświęca. Publikują na wallu różne cytaty, albo linki do piosenek. Przeważnie odzew jest zerowy. Szczęściarze dostaną po lajku. Każdy ma przecież swoją muzykę i śledzi twórczość ulubionych wykonawców, będąc na bieżąco z ich premierami. Nie znam osób, które szukałyby inspiracji na Facebooku. Mamy przecież serwisy streamingowe, które lepiej się do tego nadają.

Od biedy można coś znaleźć na YouTube (dla większości to wciąż główne źródło muzyki). Zwykle niebiescy didżeje wrzucają dobrze znane klasyki. Czasem ktoś zapoda coś, czego nie znam, lub nowy kawałek tuż po premierze. Raz w życiu próbka w serwisie Zuckerberga zachęciła mnie do zapoznania się z dyskografią zespołu. Jestem wdzięczny koledze, że dobrze zareklamował swój post, gdyż opis ma duży wpływ na to, czy w ogóle posłucham.

Z cytatami jest inny problem. Najczęściej nikt nie się kłopocze, by wskazać autora. Być możne ktoś sam chce sobie przypisać autorstwo i w ten sposób wyjść na mądrzejszego? Rozumiem tylko, że to jest plagiat, a cytat najczęściej pochodzi z Bezużytecznej, więc do mądrości mu raczej daleko. Tego typu posty to doskonały test popularności. Jeśli cię lubią w prawdziwym życiu, to dostaniesz dużo lajków, nieważne o czym piszesz. Sam muszę się przyznać do lajkowania postów z czystej sympatii dla ich autora (lub autorki), albo zwyczajnie dlatego, że ktoś mnie o to poprosił. Jesteśmy kolegami, więc to dla ciebie zrobię. Dlaczego nie? To przecież Facebook, a nie realny świat (inaczej zastanowiłbym się dwa razy).

Agregat obrazków

Główny problem z serwisami typu Imageboard (czyli właśnie agregatami obrazków) jest taki, że im więcej ludzi o nich wie, tym więcej może w nich publikować. Z czasem wszędzie wchodzą dzieci i jakość treści drastycznie spada. Takie jest prawo internetu. Żeby trzymać wysoki poziom, strony musiałyby nie zyskiwać na popularności, a to przecież mija się z celem. Pamiętam czasy, gdy fajne były Komixxy i Demotywatory (czuję się taki stary). Potem przyszły Kwejk i Chamsko.pl i również upadły w ciągu dwóch lat. Teraz i tam nie warto zaglądać, także z innego powodu — wszystko przeniosło się na Facebooka! Codziennie w moim News Feedzie pojawia się kilkanaście obrazków, jeśli nie kilkadziesiąt. I jak ja mam to skomentować? Mocne? Słabe? Było? Widziałem rano? Też przeglądam Kwejka? Jesteś trzecią osobą, która to dziś wstawiła? No właśnie…

Loterie, akcje charytatywne, gry i cyberprzestępczość

Regularnie pojawiają się też informacje, że ktoś polubił Fanpage zbierający lajki na szczytny cel, albo rozdający darmowe gadżety. Najczęściej są to zafoliowane iPhone’y bez pudełka, które wypadły z ciężarówki. Zadziwiające jak łatwo ludzie się nabierają! Jeszcze muszą ogłosić swoją głupotę znajomym, zachęcając ich do publikacji na swoich wallach, by zwiększyć szanse na „wygraną”! Najlepszy pomysł na biznes na Facebooku, to założyć Fanpage z loterią, albo wspierający głodującą rodzinę, nabić mnóstwo lajków, a potem sprzedać na allegro. Firma, która go kupi, zamieści tam reklamy i będzie spamować wszystkim dookoła.

Pół biedy, jeśli chodzi tylko o lajki. Często trafiam na odnośniki do szemranych stron, czy aplikacji wymagających dostępu do News Feeda, Messengera, adresu email i numeru telefonu. Zdarzają się takie, gdzie trzeba zapłacić SMS-em. Połowa ludzi nawet nie wie, że takie posty wysyła! Po prostu oddali komuś kontrolę nad kontem i nic sobie z tego nie robią. I jak tu się dziwić tym wszystkim wyciekom, skoro ludzie zapominają o podstawowych zasadach bezpieczeństwa w sieci? Za to każdy zakleja taśmą kamerkę w laptopie, bo ktoś mu będzie robić kompromitujące zdjęcia…

Wszyscy jesteśmy celebrytami, ukrywającymi się przed armią paparazzich, albo milionerami, którzy się boją szantażu. Jak na ironię te same osoby zwykle bez obaw korzystają ze Snapchata. Przypomnę, że teraz za drobną opłatą można stamtąd odzyskać wszystko, co kiedyś „bezpowrotnie zniknęło”. Ludzie! Uwierzcie, że celem hakerów nie są wasze nagie selfie, tylko numery telefonów i konta bankowe!

O wynikach znajomych w grach również jestem regularnie informowany. Podobnie jak zapraszany do różnych aplikacji. Najgorsze było Candy Crush Saga. Raz zagrałem i odinstalowałem, gdy kazali mi płacić za dodatkowe życia. Niestety smród na Facebooku (spam o grze, której już nie używam) wlókł się za mną przez długi czas. Na szczęście się tego pozbyłem. Szkoda, że nie da się wyłączyć treści na konkretne tematy. Mogę jedynie zablokować wszystkie posty od danych znajomych. Tego nie zrobię, gdyż mam paru ludzi, których chciałbym mieć w News Feedzie, a którzy czasem popełnią tego rodzaju gafę.

Jak wy słodko wyglądacie :)))))))))**********

shutterstock_216503287

Na koniec zostawiłem to, co tygrysy lubią najbardziej — filmy i zdjęcia! Każdy News Feed (więc także i mój) jest nimi przepełniony. Ja tego nigdy nie komentuję, czasem tylko daję lajki. Z prostej przyczyny — rzadko kiedy mi się podoba, a przez grzeczność nie chcę krytykować. Że nieostre. Że zamazane. Naucz się, co to jest autofocus. Nie wiesz, że horyzont powinien być poziomy? Nie nagrywa się w pionie. Kręcone kalkulatorem. Nic nie widać. Fatalne światło. Wytrzeźwiej, zanim opublikujesz. Nie machaj rękami, kiedy nagrywasz. Masz padaczkę? Stabilizacja obrazu nie boli. Nie zatykaj palcem mikrofonu. Generalnie rzecz biorąc HD to to nie jest.

Nie każdy musi być mistrzem fotografii i mieć lustrzankę za kilka tysięcy (to wcale nie gwarantuje sukcesu), ale nawet zepsute zdjęcie można skutecznie poprawić na komputerze z pomocą darmowych programów. Z filmami jest gorzej, ale też da się co nieco zdziałać. Wystarczy nagrywać w poziomie, nie ruszając przy tym rękami. Paradoksalnie najlepsze są wyśmiewane przez „znawców” profile „Imię Nazwisko Photography”. Ja wiem, że daleko im do profesjonalizmu, ale te zdjęcia chociaż jakoś wyglądają! A jak już jesteśmy w temacie edycji, to wspomnę o dwóch programach: Lightroom i Photoshop. Podstawowa różnica między nimi polega na tym, że ten pierwszy służy do katalogowania i poprawiania ogólnej jakości zdjęć, natomiast w drugim można też powiększać oczy i nadymać cycki. Nie muszę chyba mówić, który jest popularniejszy? Największe jaja są wtedy, gdy widzisz kogoś na zdjęciach, a potem spotykasz tę osobę w realu (albo w Tesco, co kto lubi). Wtedy okazuje się zupełnie do siebie niepodobna…, no ale lajki pod fotką są.

Ostatnim ciekawym trendem są „papierowe zaręczyny”. To zjawisko istniało od zawsze, ale teraz przeniosło się na Facebooka, więc warto je skrytykować. Chodzi o pary, które zmieniają status na „zaręczony/zaręczona”, a zapytane o datę z uśmiechem podają miesiąc i dzień. Bardzo przepraszam, a rok?! Mnie nie interesuje, kiedy się poznaliście, zeszliście ze sobą lub pierwszy raz uprawialiście seks (na 99% to jedna z tych opcji). Najważniejszy jest rok! Wspólne mieszkanie, koszt przyjęcia, liczba gości! To są konkrety dla ludzi poważnie myślących o założeniu rodziny, a nie dzieciaków kończących liceum, bądź w trakcie studiów. Jeżeli „rok ustalicie później”, to wiedzcie, że wszystko może się zdarzyć. Zwykle kończy się na dwa sposoby: albo „wpadają”, co przyśpiesza decyzję o ślubie, albo się rozstają (wielkie mi zaręczyny). Ewentualnie trwają tak przez kilka lat, po czym kończy się sytuacją opisaną powyżej. Czasem facet po przyjętych oświadczynach dumnie wrzuca zdjęcie pierścionka z jakże oryginalnym podpisem: „Powiedziała tak”. No jasne, że powiedziała „tak”! Jakby się nie zgodziła, to byś się nie pochwalił! No dobrze, pastwię się. Ludzie mają prawo podzielić się swoim szczęściem.

Uprzedzając ewentualne pytania, muszę się do czegoś przyznać.

shutterstock_328031672

Sam nic nie publikuję, nie mam zdjęcia profilowego, a wszystko jest totalnie zablokowane. Moim głównym narzędziem jest Messenger, a odkąd mogę pisać do ludzi spoza znajomych, przestałem wysyłać zaproszenia. Wiem, że jestem bardzo przewidywalny. Oprócz komunikacji, Facebook służy mi do podglądania. Dzięki wyrozumiałości Zuckerberga nigdy nie będzie można sprawdzić kto przegląda Twój profil, dlatego chłopaki mogą bez obaw „patrzeć” na zdjęcia ładnych dziewczyn.

PS. Celowo pisałem „lajkować” zamiast „lubić”, bo jedno z drugim ma niewiele wspólnego.

Dołącz do dyskusji