3 tygodnie z iPhone’em 6s Plus, czyli o tym, czy warto brać większego iPhone’a

Recenzja/SW Testuje 16.10.2015
3 tygodnie z iPhone’em 6s Plus, czyli o tym, czy warto brać większego iPhone’a

3 tygodnie z iPhone’em 6s Plus, czyli o tym, czy warto brać większego iPhone’a

Gdy rok temu kupiłem oba nowe modele iPhone’a: 6 i 6 Plus, nawet przez moment nie przeszła mi przez głowę myśl, żeby zostawić dla siebie tego drugiego. iPhone 6 wydawał mi się wystarczająco duży, taki w sam raz, w dobie dużych ekranów smartfonów. Rok później wybrałem iPhone’a 6s Plus i po kilku tygodniach jego używania sam się sobie dziwię, że mogłem wcześniej używać czegoś mniejszego.

To dla mnie największe zaskoczenie – jak bardzo zmienia się moja akceptacja wielkości ekranu smartfonów. Jeszcze dwa lata temu wszystko co było powyżej 4 cali wydawało mi się przesadne, za duże, niewygodne w użyciu, a dziś 5,5 cala w iPhonie 6s Plus wydaje mi się okay. Nie urosły mi kciuki, nie przeszedłem zabiegu wydłużenia palców, a jednak 5,5-calowy ekran wydaje mi się nagle najbardziej odpowiedni.

Sam nie wiem z czego to wynika. Dziś nie zamieniłbym się na mniejszego iPhone’a 6s choćby mi dopłacali. Rok temu nie wziąłbym iPhone’a 6 Plus choćby chcieli mi za to zapłacić. Dwa lata temu iPhone 5s wydawał mi się smartfonem o idealnych proporcjach.

To chyba kwestia doświadczania urządzeń mobilnych, taka naturalna ewolucja. Wiadomo przecież, że inaczej używa się iPhone’a 6s Plus aniżeli 6s-a, czy 5s-a. Zmienił się nie tylko sposób, w jaki chwytam iPhone’a biorąc go do ręki, by rozświetlić ekran, ale także kontekst jego użycia.

Za to jestem najbardziej wdzięczny… sobie.

apple-iphone-6s-plus (18)

apple-iphone-6s-plus (21)

Bo iPhone’a 6s Plus używam rzadziej, niż wcześniej inne smartfony, ale za to bardziej świadomie, no i… nie używam go w samochodzie prowadząc. Nie da się go bowiem w pełni obsługiwać jedną ręką. Inne, mniejsze smartfony często się da, co stanowi pokusę, by używać ich podczas prowadzenia samochodu. Wiem, to złe, ultra niebezpieczne i nieroztropne, ale niech pierwszy kamieniem rzuci we mnie ten, który nigdy nie używał smartfona podczas jazdy. No właśnie.

Oczywiście iPhone’a 6s Plus do jednej dłoni da się wziąć. Da się odblokować ekran, co notabene w nowych modelach iPhone’ów dokonuje się po autoryzacji opuszkiem palca dosłownie w ułamku sekundy; da się spojrzeć na ikony, by dostrzec w nich ewentualne informacje o powiadomieniach, da się dotrzeć gestem do powiadomień, ale żadnej proaktywnej rzeczy już jedną ręką nie wykonamy – nie da się pisać, do większości przycisków nawigacyjnych nie dotrzemy.

Do pracy iPhone 6s Plus wymaga obu dłoni. I bardzo dobrze. Po pierwsze, ogranicza to znacznie częstotliwość odblokowywania go, bo i po co to robić, skoro wiemy, że niewiele zrobimy, gdy operacyjną mamy tylko jedną dłoń. Po drugie, jeśli już pracujemy na iPhonie, to praca ta jest znacznie szybsza, dokładniejsza i efektywniejsza – właśnie dlatego, że pracujemy obiema dłońmi. Mamy też znacznie większą powierzchnię ekranu do wykorzystania, co również jest nie do przecenienia.

W końcu mam wrażenie, że udało mi się uwolnić nieco od nawyku smartfonowego. Jasne, to wciąż najważniejsze urządzenie komputerowe w moim użyciu, ale teraz biorę go do ręki bardziej świadomie. Zbiegło się to także z tym, że do obsługi powiadomień używam dziś głównie Apple Watcha oraz z tym, że liczbę i charakter powiadomień ograniczyłem do koniecznego minimum. Nie mam jednak wątpliwości – jednym z głównych elementów, który sprawił, że udało mi się pozbyć smartfonowej fobii, jest iPhone 6s Plus. Ze względu na swoje gabaryty.

Z tym faktem ma związek inny, równie ważny – bateria.

apple-iphone-6s-plus (2)

iPhone 6s i 6s Plus, 5

O tyle, o ile nauczyłem się korzystać ze smartfona rozsądniej, o tyle wzrosło też moje zadowolenie z żywotności baterii w moim podstawowym smartfonie. Dodajmy do tego fakt, że iPhone 6s Plus ma pojemniejszą baterię od iPhone’a 6s (a wcześniej iPhone’a 6) i wychodzi na to, że Apple skutecznie rozwiązał problem z wytrzymywaniem na jednym ładowaniu baterii przez cały roboczy dzień.

Chcę to wyraźnie podkreślić – iPhone 6s Plus to pierwszy i dotychczas jedyny smartfon w moim aktywnym użyciu, który bez względu na to, co bym na nim wyczyniał, wytrzyma od 6 rano do 23 w nocy bez najmniejszych problemów.

Ba, są dni, gdy odkładam iPhone’a do ładowania wieczorem po 22, a stan baterii pokazuje wciąż +60 proc. Najczęściej jednak, gdy odstawiam go do ładowania idąc spać, licznik pokazuje pomiędzy 30 a 40 proc. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wielka to ulga dla mnie, że z mojego umysłu może zniknąć ciągła obawa o brak prądu, czy paniczne szukanie gniazdek z prądem po pociągach, czy na spotkaniach.

Jest jednak jeszcze coś – szybkość działania iPhone’a 6s Plus

iPhone 6s i 6s Plus, 3

iPhone 6s i 6s Plus, 4

Gdyby ktoś mnie rok temu zapytał, jak oceniam szybkość i niezawodność działania iPhone’a 6, odpowiedziałbym: jest super, nie odczuwam żadnych opóźnień, nie czuję, bym na cokolwiek czekał, nie odczuwam dyskomfortu związanego z szybkością działania procesora, czy RAM-u.

Dziś, gdy używam iPhone’a 6s Plus, zastanawiam się jak mogłem wcześniej w ogóle korzystać z wolniejszych urządzeń, przecież zwykłe operacje musiały tam trwać wieki.

To jest zdecydowanie najbardziej efektywna nowość w iPhonie 6s Plus. Gwarantuję, że dostrzeże i poczuje to każdy, kto weźmie go do ręki choćby na chwilę w sklepie, by się nim pobawić.

To urządzenie jest wręcz piekielne szybkie. W końcu zaczynam wierzyć w to, co wcześniej uważałem za marketingową ściemę – mianowicie, że wydajnością nowe smartfony nie odbiegają dziś od wysokiej klasy komputerów przenośnych. iPhone 6s Plus wydajnością ponoć dorównuje MacBookowi. Tak może być, ja w końcu to czuję i doceniam.

Ta prędkość urządzenia przydaje się we wszystkim. Nie chodzi nawet o szybkość ładowania stron internetowych, czy czas potrzebny od tapnięcia w ikonę aplikacji, by ta odpaliła się i stała się w pełni używalna, chodzi bowiem o coś więcej – o szybkość przejścia pomiędzy aplikacjami, o czas reakcji na komendy dotykowe i głosowe, oraz czas przechodzenia pomiędzy naturalnymi ścieżkami podczas używania urządzenia (np. Mail – Kalendarz – Notatki – Safari – Mail).

Prędkość i moc przyda się także przy innych codziennych, zwyczajowych czynnościach wykonywanych za pomocą smartfonu, jak np. odpalenie aparatu i szybkość dotarcia do opcji, by wykonać zdjęcie. Następnie to zdjęcie obrobić, przesłać do kontaktu. To wszystko dzieje się w oka mgnieniu. To jest dosłownie ułamek sekundy i wszystko jest wykonane. Bezszelestnie, bezproblemowo. Pod tym względem nowe iPhone’y naprawdę robią różnicę. Zaręczam.

Jest jeszcze ten 3D Touch – to prawdziwy killer

iphone-6s

apple-iphone-6s-plus (9)

Apple lubi przesadzać w swoich komunikatach promocyjnych, ale w tym przypadku należy się bezwzględnie zgodzić – 3D Touch to najważniejsza rzecz w smartfonach od czasu multi-touch, czyli tak naprawdę od pierwszego iPhone’a.

3D Touch zmienia wszystko. I przekonuję się o tym każdego kolejnego dnia, w którym go używam i w których twórcy aplikacji dostosowują do niego swoje dzieła. Nie dalej jak dwa dni temu zaktualizowano do obsługi 3D Touch aplikację Tweetbot 4 (alternatywny klient Twittera na iOS) i w jednym momencie zmienił się sposób, w jakim w ogóle korzystam z Twittera: szybciej, dokładniej, z większą liczbą naturalnych operacji.

3D Touch trochę się trzeba nauczyć, pewnie w podobnej formie, jak wcześniej multi-touch, który nie dla wszystkich od razu był najbardziej naturalnym interfejsem. Na początku sam miewałem momenty, gdy po prostu o nim zapominałem i przez to nie korzystałem z szeregu dostępnych opcji.

Dwa dodatkowe, obok dwóch wcześniej dostępnych typów nacisku na ekran, to coś, co znacznie przyspiesza pracę z aplikacjami. Nie przeceniałbym tego – mi to wygląda na rewolucję typu mysz komputerowa, a następnie gładzik. To nowa warstwa interfejsu, która stwarza nowe, znacznie większe możliwości interakcji z urządzeniem komputerowym.

Przeanalizujmy to na przykładzie wspomnianego Tweetbota. Przyciśnięcie mocniej ikonki aplikacji na pulpicie (nieco mocniej niż przycisk, który prowadzi do trybu, w którym możemy usuwać aplikacje lub zmieniać ich położenie na pulpicie) powoduje, że mamy dostęp do tzw. szybkich akcji, w przypadku Tweetbota: show activity, tweet last photo, czy tweet.

To proste, wiele aplikacji już to wykorzystuje. Twórcy Tweetbota poszli jednak znacznie dalej w wykorzystaniu 3D Touch. Będąc w strumieniu tweetów wewnątrz aplikacji mogę teraz podejrzeć reakcje na tweeta poprzez peek (czyli nieco mocniejszy przycisk), lub przejść do trybu przeglądania całej konwersacji poprzez pop (jeszcze mocniejszy przycisk). Analogicznie peek w avatar pokaże nam w podglądzie (niczym Spotlight na Maku) podstawowe informacje nt. użytkownika, a pop przeniesie do jego profilu.

Rozumiecie? To znaczne skrócenie czasu dotarcia do informacji, przez co użytkownik zachęcony jest do znacznie większej liczby interakcji ze smartfonem. Jak dla mnie, to kolejny krok w kierunku zastępowania komputerów przez smartfony. Kolejną grupę czynności tak samo szybko i wygodnie będzie można robić na ekranie smartfonu.

iPhone 7 czy 7 Plus

apple-iphone-6s-plus (12)

apple-iphone-6s-plus (17)

Ja już nie mam wątpliwości – za rok we wrześniu kupię iPhone’a 7 Plus, czyli analogiczny model z większym ekranem.

Dołącz do dyskusji