Może trochę chcę was przestrzec

Felieton/Technologie 07.09.2015
Może trochę chcę was przestrzec

Może trochę chcę was przestrzec

Jest w “Sercu” Amicisa, wspaniałej (no może oprócz momentów oddawania życia w imię honoru czy granic), edukacyjnej i budującej empatię oraz szacunek dla drugiego człowieka książce scena, w której matka z Henrykiem idzie dać bieliznę potrzebującej kobiecie, której adres wydrukowano w gazecie. Trochę ciężko dziś w to uwierzyć – nie dość, że gazeta napisała o potrzebującej, to jeszcze podała adres? I co, nikt nie przyszedł zaśmiać się jej w twarz?

Na pod­da­szu

28. pią­tek
Wczo­raj wie­czo­rem po­szli­śmy z ma­mą i z mo­ją sio­strą Syl­wią, że­by za­nieść bie­li­znę tej bied­nej ko­bie­cie, któ­rą po­le­ca­li w dzien­ni­ku. Ja nio­słem pa­kiet, a Syl­wia dzien­nik, gdzie był wy­dru­ko­wa­ny ad­res i pierw­sze li­te­ry na­zwi­ska. Wy­szli­śmy pod sam dach ja­kie­goś sta­re­go do­mu, gdzie był dłu­gi ko­ry­tarz z wie­lo­ma drzwia­mi. Ma­ma za­pu­ka­ła do ostat­nich. Otwar­ła nam je ko­bie­ta jesz­cze do­syć mło­da, z ja­sny­mi wło­sa­mi, wy­chu­dzo­na, a mnie za­raz się wy­da­ło, żem już ją gdzieś wi­dział, z tą sa­mą nie­bie­ską chu­s­tecz­ką na gło­wie, któ­rą mia­ła te­raz.
— Czy to wy je­ste­ście ta a ta z dzien­ni­ka? — spy­ta­ła ma­ma.
— Tak, pa­ni, ja je­stem.
— Bo my­śmy wam tu przy­nie­śli tro­chę bie­li­zny.
Więc za­raz za­czę­ła dzię­ko­wać i bło­go­sła­wić, że nie by­ło te­mu koń­ca.
Tym­cza­sem pa­trzę ja, a tu w ką­cie tej pu­stej, ciem­nej izby chłop­czy­na ja­kiś przed stoł­kiem klę­czy, od­wró­co­ny do nas ple­ca­mi, i jak gdy­by pi­sze. I na­praw­dę pi­sał ma­jąc ka­jet27 na stoł­ku, a ka­ła­marz na pod­ło­dze. Sam nie wiem, jak on mógł tak pi­sać w tym mro­ku. Jesz­czem my­ślał o tym, kie­dy na­gle po­zna­łem ru­de wło­sy i dłu­gą ka­mi­zel­kę bar­cha­no­wą28 Cros­sie­go, sy­na zie­le­niar­ki, te­go, co to miał uschnię­tą rę­kę. Za­ra­zem to ma­mie po­wie­dział, pod­czas gdy ko­bie­ta skła­da­ła bie­li­znę.
— Ci­cho! — rze­kła ma­ma. — Bo mo­że by się wsty­dził, że da­je­my jał­muż­nę je­go mat­ce. Nie mów nic, jak­byś go nie wi­dział.
Ale w tej chwi­li wła­śnie od­wró­cił się Cros­si, a wi­dząc, że sto­ję zmie­sza­ny, uśmiech­nął się. Za­raz też trą­ci­ła mnie ma­ma, że­bym po­biegł go uści­skać. Uści­ska­łem go, a on po­wstał z klę­czek i wziął mnie za rę­kę.
— Otom zo­sta­ła jak sie­ro­ta — mó­wi­ła tym­cza­sem je­go mat­ka do mo­jej — sa­ma z tym chłop­cem ka­le­ką. Mąż od sze­ściu lat w Ame­ry­ce, a mnie chwy­ci­ła ja­kaś cho­ro­ba, że nie mam si­ły cho­dzić z ja­rzy­na­mi i za­ro­bić tych kil­ku gro­szy na ży­cie. Wy­prze­da­li my wszyst­ko… Nie zo­sta­ło na­wet i sto­łu dla me­go bied­ne­go Lu­dwi­sia, co­by pi­sał na nim. Jesz­cze ja­ke­śmy mie­li stra­gan w bra­mie, to na stra­ga­nie so­bie z bo­ku pi­sał. Ale już te­raz nie ma­my. Nie ma­my też i na świa­tło, że­by do ostat­ka nie mar­no­wać oczów. Do­brze jesz­cze, że go mo­gę po­sy­łać do szko­ły, że mu tam da­ją książ­ki i ka­je­ty. A chłop­czy­sko aż drży do na­uki. Bied­na ja, mat­ka! Bied­ne my, sie­ro­ty!
Więc mo­ja ma­ma da­ła jej wszyst­ko, co tyl­ko mia­ła pie­nię­dzy w wo­recz­ku, uści­ska­ła chłop­ca i pra­wie że pła­ka­ła wy­cho­dząc z izby.
— Patrz na te­go bie­da­ka — rze­kła, gdy­śmy wy­szli — jak się to uczy, jak pra­cu­je pil­nie! Ty masz wszyst­kie udo­god­nie­nia, masz wszyst­ko, cze­go ci trze­ba, a prze­cież na­uka cięż­ką ci się zda­je! Ach, Hen­ry­ku mój, wię­cej jest za­słu­gi w jed­no­dzien­nej pra­cy te­go chłop­ca niż­li w two­jej przez rok ca­ły.
Ta­kie­mu, ta­kie­mu na­le­ża­ło­by da­wać pierw­sze na­gro­dy!

Mówią mi, że jestem zbyt szczera w tekstach, że zbytnio się odkrywam a ostatnio na dodatek odjeżdżam od technologii, coraz bardziej i bardziej. Nie wiem, czy istnieje takie coś jak bycie zbyt szczerym i ekshibicjonistycznym, zwłaszcza jeśli przybiera to formę pisaną. Jestem z wami szczera, wystawiam się czasem w nadziei, że zrozumiecie o co mi chodzi, że zrozumiecie i może nawet coś poradzicie. Odkrywam się, bo jestem emocjonalną ekshibicjonistką i wiem też, że mi samej brakuje w sieci szczerości i prawdziwości.

Od technologii odjeżdżam, bo dorastam tu z wami, na waszych oczach.

Dziś mam 26 lat, wciąż nie wiem co robię, wciąż się gubię, ale zmieniam się. Próbuję wyciągać wnioski, próbuję zdobywać informacje i łączyć je w całość, zrozumieć o co chodzi w tym cholernym świecie. Kim jesteśmy, jak się tu dostaliśmy, jacy jesteśmy, co nas czeka za 5, 10, 100 lat? Czy w ogóle będziemy tu za 100 lat?

Przez te kilka ostatnich lat zmieniłam się, tak jak pewnie zmieniliście się i wy, drodzy czytelnicy. Przeszła mi ochota na butę, kłótnie, przepychanki o to który system operacyjny czy przeglądarka są lepsze. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż doceniam wagę tych wszystkich mniejszych elementów codziennego nowoczesnego życia – czasem drobny produkt, przyzwyczajenie czy mała nowość potrafią redefiniować rzeczywistość i nas samych. “We shape our tools and thereafter our tools shape us”. Każda drobna rzecz ma znaczenie.

Z tych drobnych, większych i największych rzeczy składamy się my, składają się nasze życia i nasza przyszłość. Jednak nie tylko z tego, świat jest niestety bardziej skomplikowany. Rządzą nim siły i zdarzenia, czasem pozornie ze sobą niepowiązane, a jednak w erze globalizmu wpływające na siebie. To rzeczywistość, którą my jako ludzkość kreujemy.

Dorastam trochę na waszym widoku i czasem czuję, że muszę być z wami szczera, i tak wyczujecie każdą próbę ściemy. Czasem pytacie, dlaczego moje teksty ostatnio są takie smutne, takie defetystyczne.

Zawsze mam ochotę odpowiedzieć pytaniem na pytanie, jakie macie powody do optymizmu?

“Serce” Amicisa to lektura wspaniała, ale w pewnym sensie krzywdząca dzieci, bo uwrażliwiająca – o ile padnie na podatny grunt – na drugą osobę. Mówiąca o tym, że życie to wartość nadrzędna, niezależnie od wyznania, koloru skóry, pochodzenia, poglądów, zasobów materialnych, charakteru i wszystkich innych różnic. Nie da się ocenić wartości życia, nie da się go policzyć, nie da się go ustawić w listę.

Jestem z pokolenia, które wychowało się już w świecie, w którym wygodę ceni się ponad wszystko a emocjonalność i uczuciowość sprowadzona zostaje do krótkich tkliwych scenek z reklam. Mimo to żyje też w świecie, w którym wciąż rezonuje widmo ogromnej tragedii XX wieku, II Wojny Światowej. Na widmie tym zbudowano całą ideologię – przez chwilę wydawało się, że nasz zachodni krąg kulturowy będzie przesycony nią na zawsze, że historie okropieństw i bohaterskich czynów w beznadziejnych sytuacjach odmieniły nas, ludzi, na zawsze. Wydawało się, że przesłanie “Serca” w końcu zakorzeniło się powszechnie w większości z nas.

Nikt jednak nie przewidział tego, jak będzie wyglądał świat w XXI wieku. Że będziemy mieli wygodny dostęp do globalnej sieci komunikacyjnej, to niemal niewyczerpanych zasobów wiedzy, że wchłonie nas Internet.

Jeśli już to uważało się, że dokona się w nas wspaniała zmiana – wbrew doświadczeniom przeszłości wydawało się, że ta nowość przyniesie same pozytywne zmiany.

Ciężko jednak powiązać ze sobą setki zdarzeń i zjawisk, zmian i zwrotów sytuacji zwłaszcza, gdy one jeszcze nie nastąpiły. Niemal niemożliwe było więc do odszyfrowania, że świat w 2015 roku będzie światem targanym ogromnymi problemami ekonomicznymi, że w naszym kręgu kulturowym różnice ekonomiczne zaczną się powiększać – bogaci będą się bogacić a biedni biednieć. Człowiek nie chce tak naprawdę wierzyć, że światem rządzą siły nie w jego zasięgu, że globalne ocieplenie zaostrzy wojny i konflikty o coś tak trywialnego – z naszego wygodnego punktu widzenia – jak woda. Kto przewidziałby zmiany w nastrojach społecznych, to że jakimś dziwnym trafem i wypadkową wielu czynników młode pokolenia zamiast liberalizować poglądy w wielu miejscach będą je konserwatyzować? Czy ktoś wiedział, jakie spustoszenie w kulturze zasieją marketingowcy, PR-owcy, reklamy i kult pieniądza, władzy i sukcesu ponad wszystkim przełożony na globalny grunt? Jest tego więcej, więcej i więcej.

Wszystko to, co zaczyna się dzisiaj, wszystkie nowo powstałe “sharing economy”, wysypy drukarek 3D, smartfonów, dronów, Facebooków dokładają swoją cegiełkę do kształtu naszej wspólnej przyszłości. Niestety ciężko powiedzieć, jak będzie ona wyglądała.

Dorastam tu z wami także pod względem zainteresowań i rozwijania ciekawości światem. Jakiś czas temu w poszukiwaniu odpowiedzi o teraźniejszości, przyszłości i nas trafiłam do świata biologii i psychologii, nauczyłam się wyszukiwać informacje, rozumieć podstawy biologii, fizyki i tak dalej, wyszukiwać resztę informacji i z boku patrzeć na człowieka jako takiego. Dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej? Skąd biorą się nasze uczucia, marzenia, świadomość, pragnienia, skłonności do tego czy tamtego? Czy istnieje coś takiego, jak “ludzka natura” czy wszystko jest wynikiem presji społeczeństwa, jeśli nie to co przeważa? Trywialne pytania, choćby o to dlaczego lubimy wymieniać smartfony na nowe przynoszą nieoczekiwane odpowiedzi. Okazuje się, że prawdopodobnie nie jest to kwestia tylko i wyłącznie statusu i mózgów przeżartych reklamami, ale także tego, iż pożądanie przedmiotów wywołuje u nas pęd do celu, który znowu uwalnia motywację i chęć do działania, przynajmniej na poziomie działania mózgu.

Zainteresowałam się też kosmosem, inaczej – pokochałam kosmos i znalazłam w nim wspaniałą perspektywę na nas samych, na życie, istnienie i bezsens. W kosmosie znalazłam też nadzieję a w nauce, która pozwala nam to wszystko odkrywać, pojmować i tłumaczyć, pokazuje że ludzkość to nie tylko marazm, brutalność i małostkowość, że ludzkość to też wspaniałe dokonania.

Przez cały ten czas, a niedługo minie już 5 lat, zataczałam coraz szersze kręgi – od smartfonów przez social media, potem zjawiska około internetowe, wiedzę o człowieku i w końcu po kosmos.

Cały ten czas dzieliłam i dzielę się z wami różnymi rzeczami, tym co mnie pasjonuje, tym moim “łączeniem kropek” tłumaczących świat, piszę dla was o moich spostrzeżeniach, pewnie często niewłaściwych, być może niedoinformowanych. Jednak cały czas piszę szczerze, z pasją i z chęcią podzielenia się tym wszystkim. Dokładam do tego siebie, dlatego tak często piszecie mi, że moje teksty są czasem zbyt osobiste. Mam jednak wrażenie, że dzięki temu zostajecie ze mną trochę na dłużej i wiem, że część z was po prostu rozumie. Niekoniecznie się zgadza, ale rozumie z jakiego miejsca wychodzę.

Ostatnie tygodnie są jednak dla mnie ciężkie. Rzeczy, które dotychczas widywałam nieczęsto, które może ze strachu ignorowałam stają się tak oczywiste, że nie da się ich przegapić. Widzę wylewającą się z internetu falę nienawiści, widzę jak przelewa się do świata “realnego” (co jest bardziej realne, internet czy świat z dala od klawiatury?), widzę że wszyscy już przestajemy mieć klapki na oczach. Łączę to z tym, czego dowiedziałam się wcześniej, co wywnioskowałam przez te lata i zaczynam się bać.

Boję się, naprawdę się boję. Jest to pewnie strach irracjonalny, prawdopodobnie nic złego się nie stanie, być może dopiero teraz uderzyło mnie to wszystko, ale się boję. Przeraża mnie nie jedna rzecz, ale wiele rzeczy wpisujących się w jeden schemat.

Boję się, że wracamy do świata, w którym nie ma empatii, w którym nie próbujemy nawet wprowadzać w życie zasad poszanowania drugiego człowieka. Że jesteśmy tak zmęczeni codziennością, walką ze sztucznymi, wykreowanymi przez media i polityków potworami, iż poddajemy się i przestajemy szukać prawdy.

Gdy widzę zdjęcia dzieci, które zginęły podczas ucieczki z krajów objętych wojnami i konfliktami a potem czytam komentarze mówiące, że to dobrze, że jednego mniej, gdy przy takim komentarzu widzę uśmiechnięty awatar mam ochotę krzyczeć.

Robię się bezsilna bo nie wiem, jak walczyć z bezdusznością, bo nie wiem jak pomóc, bo przeraża mnie radość ze śmierci dziecka, bo wiem, że wiele z powodów które doprowadziły do takiego stanu rzeczy wciąż ma się dobrze. Bo wiem, że to wszystko przez chciwość czy bezmyślność ludzi u władzy, ludzi z kompleksami albo bez serca, że to wina systemu, który daje tym z pieniędzmi niemal nieograniczoną międzynarodową władzę i wpływ na politykę, Bo zdaję sobie sprawę, że to wszystko leży bardzo blisko wpajanego nam przekonania, że wartość człowieka określają pieniądze – tego samego, które zwykłym ludziom każe mówić, że jak ktoś jest biedny to pewnie jego wina i ignorować setki czynników po drodze. Bo wiem, że wiąże się to z pełną hipokryzji moralnością która wykrzywia człowieczeństwo.

Widzę, że przekaz “Serca” czy pozytywistów, to czego nauczyłam się w szkole o empatii właśnie, o byciu humanitarnym jest kompletnie nieżyciowe, pełne idealizmu który na dłuższą metę może być szkodliwy, może paraliżować w obliczy prawdziwego świata i jego okrucieństw.

Mam przeczucie, że gdyby dziś jakaś gazeta opublikowała adres osoby biednej i w potrzebie zaraz ktoś poszedłby do niej byle tylko zaśmiać się jej w twarz i przez chwilę poczuć się lepszy, poczuć pustą i podszytą strachem że to może być on za kilka lat satysfakcję.

Ewoluuję tu z wami, z wami też zebrałam spore doświadczenie i wiem, że część z was zaraz zapyta, czy to mój tekst pożegnalny. Nie, na razie nie chcę nigdzie się wybierać. Po prostu czuję, że już dłużej nie wytrzymam – dzielę się z wami myślami tak długo, że weszło mi to w nawyk. Chcę się też trochę wytłumaczyć, odpowiedzieć na te pytania dlaczego moje teksty są teraz tak mało stricte technologiczne. Mam to szczęście, że Spider’s Web dorasta razem ze mną i że poszerza tematykę i horyzonty.

Tak, wiem że ten tekst nie ma jednego mocnego ładu i składu. Tak, wiem, nie mam racji. Tak, wiem, Przemek powinien dawno mnie wywalić bo jestem marudzącą babą, która nie pasuje do Spider’s Web.

Może trochę chcę was przestrzec, byście nie szukali odpowiedzi na niektóre pytania, nie zaglądali w pewne miejsca, bo odpowiedzi mogą zburzyć wam spokój.

Może chcę po prostu powiedzieć, że się boję. Może chcę, byście dali mi powody bym przestała.

* Zdjęcie: Shutterstock

Dołącz do dyskusji