Ciesz się, że możesz komentować w Internecie. Już długo to nie potrwa

Felieton/Technologie 07.09.2015
Ciesz się, że możesz komentować w Internecie. Już długo to nie potrwa

Ciesz się, że możesz komentować w Internecie. Już długo to nie potrwa

Zdjęcie małego, martwego Syryjczyka, którego ciało zostało wyrzucone przez morze na turecką plażę widział chyba każdy. Niestety niektórzy z nas mieli również nieprzyjemność widzieć komentarze, jakie internauci zamieszczali pod wpisami związanymi z imigrantami szukającymi schronienia w Europie. W niektórych przypadkach zareagowała nawet policja.

Spider’s Web może nie jest najepszym miejscem do dyskusji o problemie, jaki spotkał Syryjczyków usiłujących opuścić kraj ogarnięty wojną. Spider’s Web nie jest też najlepszym miejscem do tego, aby debatować nad tym, jak powinna w obecnej sytuacji zareagować Polska, Europa i reszta świata.

Jednak Spider’s Web jest doskonałym miejscem do tego, aby pozmawiać o odpowiedzialności za słowa, za komentarze, za śmieszkowanie w Internecie i za hejt w Sieci. Spider’s Web jest też świetnym miejscem do tego, żeby porozmawiać o pozornym poczuciu anonimowości, które daje Internet i które sprawia, że wielu użytkowników Sieci wypowiada słowa, których w innych okolicznościach nikt nigdy nie wypowiedziałby na głos.

Zdarzyło się w Berlinie

Berlińska policja przeszukała mieszkanie 26-letniego mężczyzny, po czym zatrzymała go oraz zabezpieczyła należący do niego sprzęt: komputer i telefony komórkowe – podaje TVN 24.

Była to reakcja na komentarz, który mieszkaniec berlińskiej dzielnicy Hellersdorf zamieścił w Sieci. 26-latek napisał na Facebooku:

“Nie opłakujemy (go), lecz świętujemy. Tylko jeden uchodźca, jeden uchodźca to za mało. Morze pochłonęło już wielu uchodźców” – podaje TVN 24.

Wypowiedź została uznana za zniesławienie pamięci o zmarłym, mężczyznę już zwolniono, ale toczy się przeciwko niemu śledztwo.

Co by było gdyby…

Chciałem napisać, co by było gdyby, taka sytuacja zdarzyła się w Polsce. Pytanie zostałoby wtedy błędnie postawione, bo komentarze zamieszczane w Sieci przez Polaków często nie odbiegają od tego, który przysporzył problemów mieszkańcowi Berlina. Ba, niektóre z wpisów na Facebooku, Twitterze, Wykopie oraz na popularnych polskich portalach są jeszcze gorsze. Jawne nawoływanie do morderstw, straszenie śmiercią, życzenie tragedii całym rodzinom… to tylko niektóre przykłady.

Tak, wiem, że część z takich komentarzy to próba trollingu. Pisałem o takich patologicznych zachowaniach w przypadku ataków i agresji słownej wymierzonych w zmarłą blogerkę. Mieliśmy wtedy do czynienia z prowokacją, za którą stali użytkownicy Karachana – popularnego forum internetowego.

Działania użytkowników Karachana trudno uzasadnić. Na pewno nie jest tak, że czują uraz lub żal do osób, które atakują. W większości przypadków zupełnie nic do nich nie mają, jednak zależy im na tym, żeby ich działania w Sieci zostały zauważone. Prowokując, źle mówiąc o zmarłych zyskują uwagę internautów. Ci wchodzą z nimi w polemikę i próbują zmusić do zaprzestania działań. To zaś na użytkowników Karachana działa jak woda na młyn – widząc efekty prowokacji atakują dalej.

Najlepszym sposobem reakcji na takie zachowania byłoby całkowite ignorowanie. To jednak nie wchodzi w grę, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie nieświadomy prowokacji i rozpocznie dyskusję.

Jednak nie wszystkie prostackie, wulgarne i chamskie komentarze w Sieci są dziełem użytkowników Karachana. Słabsze jednostki podpatrują zachowania, które w jakiś sposób im imponują i zaczynają je kopiować. Tak uruchamiana jest lawina nieprzychylnych komentarzy, wulgarnych wypowiedzi, odrażających stwierdzeń i paskudnych opinii.

Popis możliwości polskich internautów mogliśmy obserwować w przypadku poruszanych ostatnio tematów związanych z imigrantami, którzy próbują dostać się do Europy. Pojawiły się pomysły przyjęcia ich również do Polski, co wywołało burzliwą dyskusję, która często toczyła się na nieprzyzwoicie niskim poziomie.

Sam mam wątpliwości związane z imigrantami. Nie wiem czy polskie służby będą w stanie sprawdzić ich przeszłość i wykluczyć możliwość przyjęcia pod nasz dach ukrytych terrorystów. Osoby związane do niedawna z Agencją Wywiadu przestrzegają przed tym, że nie jesteśmy gotowi na sprawdzenie tysięcy imigrantów. A gdyby w teorii 5 funkcjonariuszy służb specjalnych miało przez rok sprawdzać 10 tys. imigrantów, to na każdego z osobna mogliby przeznaczyć zaledwie godzinę – ostrzega na Twitterze Michał Rybak, doradca ds. bezpieczeństwa.

Abstrahując jednak od tego, jak należy pomóc Syryjczykom i jaką rolę w rozwiązaniu ich problemów powinna zająć Polska, wiem jedno. Nie należy spłycać dyskusji, nie należy bagatelizować argumentów, a przede wszystkim nie można bezkarnie obrażać drugiego człowieka i należy brać pełną odpowiedzialność za wypowiadane słowa. Zawsze.

Jednak Internet działa na ludzi w bardzo zły sposób. Czują się anonimowi, czują się bezpieczni, czują się bezkarni, czują, że są poza zasięgiem “strzału” w twarz, którego w normalnych okolicznościach mogliby się spodziewać od atakowanego słownie i obrażanego rozmówcy.

źródło: demotywatory.pl
źródło: demotywatory.pl

Dlatego przestrzegam przed wdawaniem się w takie dyskusje, obrażaniem innych osób (również zmarłych) w Sieci i atakowaniem np. syryjskich imigrantów.

I choć w Polsce sytuacja prawna wygląda nieco inaczej niż w Niemczech, to sytuacja kiedy policja zapuka do drzwi hejtera nie jest wcale nierealna. Nad Wisłą trochę inaczej wygląda sprawa zgłoszenia ataku na osobę zmarłą, jednak konsekwencje takich działań są jak najbardziej realne.

W Polsce z roszczeniem prawnocywilnym mogłaby wystąpić rodzina zmarłego, w związku z naruszeniem ich dóbr osobistych. Tak, tak – ich, nie zmarłego. W takiej sytuacji zagrożonym dobrem jest bowiem raczej ich pamięć (doktryna określa to mianem “kultu pamięci”) o zmarłym, niż realny interes samego nieboszczyka. Zdaniem prawników, a nawet Sądu Najwyższego, prawnokarna ochrona dobrego imienia, wynikająca m.in. z art. 212 kk, nie obejmuje swoim zasięgiem czci osoby zmarłej (choć prawo chroni np. miejsce pochówku) – tłumaczy Jakub Kralka, prawnik i opiekun działu prawnego serwisu Bezprawnik.pl.

Przez wiele lat przyzwyczailiśmy się do tego, że komentarze są nieodłącznym elementem serwisów internetowych.

Zarówno wielkie portale, średnie serwisy, jak i małe, prywatne blogi, zwykle mają włączoną możliwość komentowania.

Dla mnie jako dla twórcy internetowego komentarze mają dwa oblicza. Z jednej strony dają mi możliwość rozmawiania, wymieniania się doświadczeniami i dyskutowania z Czytelnikami, którzy regularnie lub nie, czytają moje teksty. Często czerpię wielką frajdę z tego, w jakim kierunku idą dyskusje w komentarzach, bardzo często dowiaduję się z nich czegoś nowego, od rozmówców, którzy mają bogate doświadczenie i wiedzę.

Z drugiej strony komentarze są siedliskiem strasznej patologii. Często kipią hejtem, przepełnione są słowną agresją, co ja, jako moderator, muszę sprzątać. Wolałbym nie widzieć 90% tych komentarzy, które musiałem skasować na Spider’s Web. Jednak widziałem je i muszę teraz żyć ze świadomością, że tak wielu chamów i prostaków jest wśród nas.

Wierzę w to, że Internet za kilka lat będzie wyglądał inaczej niż teraz. Jestem przekonany, że z Sieci zniknie możliwość komentowania. Nie wiem kiedy to się stanie, ale proces rozpoczął się już teraz. Niedawno informowaliśmy o tym, że serwis technologiczny Re/code zrezygnował z komentarzy na swoich łamach. Na podobny ruch zdecydował się najpopularniejszy na świecie youtuber, PewDiePie. Taki sam epizod miał The Verge, który blokadą komentarzy zareagował na falę m.in. homofobicznych wypowiedzi czytelników.

W Polsce też zamyka się komentarze. Dzisiaj przeczytałem w Press, że Agora zablokowała w swoich serwisach możliwość komentowania tekstów o uchodźcach. A to przecież nie pierwszy raz. Wyborcza wyłączała już wcześniej komentarze, w tekstach dotyczących bardzo kontrowersyjnych spraw, takich jak polityka, czy pedofilia.

I wcale mnie to nie dziwi. Sam często mam już dosyć godzin straconych na czyszczenie komentarzy na Spider’s Web. A co dopiero mówić o pilnowaniu porządku na tak popularnym portalu.

Mam nadzieję, że za kilka lat komentarze znikną. Ludzie nie zasługują na to, żeby móc komentować na łamach poczytnych serwisów. Fakt, będzie mi trochę brakowało dyskusji z tymi normalnymi, kulturalnymi i dobrze wychowanymi internautami, ale chyba jednak bardziej będę się cieszył z tego, że nie będzie trolli, hejterów i frustratów.

Co będzie po komentarzach? Myślę, że serwisy społecznościowe są i będą dobrym narzędziem do tego, żeby porozmawiać z autorem artykułu.

Grafika główna pochodzi z serwisu Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement